Trudna sztuka polowania na mężczyzn

Jak to się dzieje, że za niektórymi dziewczynami ugania się chmara zalotników, choć im w ogóle na tym nie zależy? Te zaś, które za ukochanym poszłyby na koniec świata, zazwyczaj ujrzeć mogą jego znikające plecy. Na pewno myślimy wówczas, że jest to zwykła niesprawiedliwość i jakaś okrutna pomyłka losu.

Tymczasem po prostu kieruje nami natura. A wedle jej reguł od wieków najbardziej zajmującym aktem jest polowanie. Kot może nawet nie spojrzeć na wylegująca się pod jego nosem mysz. Niech no jednak mysz zacznie uciekać...



Z ludźmi jest zupełnie tak samo. Intrygują nas jednostki z pozoru nieosiągalne, ci, którzy nie wykazują nami zainteresowania. Ten mechanizm, chociaż po części znany obu płciom, wyjątkowo silnie działa na panów. Dziewczyna "podana na tacy", choćby najpiękniejsza, nie będzie dla nich tak atrakcyjna, jak wymykająca się z rąk brzydula.



Oczywiście najłatwiej jest uciekać przed tymi, którzy nas naprawdę niewiele obchodzą. Kiedy jednak serce mocniej bije, nie umiemy udawać damy nie do zdobycia. I tu tkwi cały sekret. Czasem wystarczy nie odebrać telefonu, wyjechać z koleżanką, zaaranżować awarię elektronicznej poczty, by uzyskać to, czego pragniemy. Ktoś powie, że w kotka i myszkę nie sposób bawić się całe życie.



Cóż, te myszki, które potrafią umiejętnie trzymać panów w niepewności, wygrywają.
Sprawdź: Jakiego kochanka wybierzesz?

Dowiedz się więcej na temat: polowania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje