Tym razem na zawsze

Miłość nie zawsze pojawia się w odpowiedniej chwili. Bywa, że przychodzi za wcześnie. Wtedy łatwo ją odrzucić albo minąć obojętnie. Ale czasem los daje jej drugą szansę

Nie ma drugiego tak wyjątkowego mężczyzny jak Jan Nowicki - mówi Małgorzata Potocka, tancerka i choreograf, twórczyni Teatru Sabat. - Nie znam żadnego, z którym mogłabym go porównać. Przystojny, charyzmatyczny, zawsze ma coś interesującego do powiedzenia. Podobał mi się od dawna, nawet wtedy, gdy mijaliśmy się w biegu na korytarzach telewizji. Ja jeździłam po całym świecie z moim zespołem Sabat, pracowałam jak szalona. Dla niego najważniejszy był teatr i Kraków. Spotkanie? Nie było nam po drodze.

Reklama

Dlatego, kiedy podczas włoskiego tournee Potocka zobaczyła plakat Teatru Starego zapowiadający gościnne występy "Biesów" w Turynie, a na nim nazwisko Nowickiego, nie zastanawiała się długo. Zadzwoniła do teatru, umówili się.

Zwiewna dziewczyna w żółtej taksówce

- Wtedy zobaczyłem Małgosię pierwszy raz - mówi Jan Nowicki. - Wcześniej naturalnie wiedziałem, że ktoś taki istnieje, bo Sabat miał ogromne powodzenie, ale pierwsze wspomnienie o niej mam właśnie z Turynu. Stałem na balkonie, na dole był ogromny kamienny plac. Przyjechała żółta taksówka i wysiadła z niej dziewczyna z długimi włosami, w zwiewnej sukience. Zresztą nie dam głowy za szczegóły. To wy, kobiety, jesteście specjalistkami od pierwszych wrażeń. Fakty czasami wyglądają inaczej, a po latach nasza wyobraźnia dodaje im urody. Może taksówka nie była wcale żółta, a sukienka zwiewna? Ważniejsze od tępej rzeczywistości było oczarowanie, zachwyt.

Dla Małgorzaty Potockiej to spotkanie stało się czymś więcej niż przelotnym romansem. Znalazła człowieka, z którym rozmowy dawały tyle samo przyjemności co miłość. - Byłam wtedy bardzo młoda, ale zdawałam sobie sprawę, że to sytuacja wyjątkowa, która nie przytrafia się zbyt często. Gdy byliśmy razem, szare rzeczy nabierały kolorów, wszystko stawało się intrygujące. Nie pamiętam, żebym nudziła się przy nim choć przez chwilę. To mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło.

Związek rozpoczęty w Turynie nie miał szans na przetrwanie. - To nie mogło się udać - twierdzi Nowicki. - W tamtym momencie byłem opętany teatrem. Scena była moim prawdziwym życiem, a życie sceną, na której odgrywałem różne sztuki z lepszymi lub gorszymi puentami. Oczy miałem rozbiegane w stu kierunkach.

Małgorzata Potocka: - On, aktor u szczytu sławy, i ja, rozchwytywana tancerka zespołu Sabat. Chciałam być z nim więcej, a nie mieliśmy czasu nawet wziąć się za ręce. Nie byliśmy gotowi na radykalne cięcia. Rozstaliśmy się, potem długo cierpiałam. Wchodziłam w różne związki, ale wszystkich mężczyzn porównywałam do Jana. Złościłam się, bo do czego to mi było potrzebne! Jakby zostawił na mnie jakiś niewidzialny znak. Nadal nie był mi obojętny. Ale nie liczyłam na żaden powrót.

Dowiedz się więcej na temat: dziewczyna | Magda Gessler | Małgorzata Potocka | Potocka | miłość | magda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje