Uzależnieni od ryzyka

Pokazywanie innym tego, co dzieje się w naszej sypialni nie należy do typowych zachowań. O tym, co skłania singli i pary do pokazywania łóżkowych igraszek i wymiany partnerów rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem.

Czy z natury jesteśmy ekshibicjonistami?
Piotr Mosak, psycholog: - Raczej nie. Lepiej mówić o kulturze niż o naturze ludzkiej. Niektórzy Hindusi chodzą nago od setek lat, a świat kultury zachodniej obnażał się stopniowo: najpierw można było pokazać kostkę, potem kolano...i tak dalej. Obecnie w naszej kulturze coraz więcej jest nagości, chociażby w reklamach, filmach, na plażach. Dlatego na to obnażenie nie zwracamy już takiej uwagi.

Reklama

A co jeśli odsłaniane dotyczy sfery sypialni?
- W tym momencie wchodzimy w temat ekshibicjonizmu. Kultura to jedno, a seksualność człowieka to drugie. Pokazywanie jej na zewnątrz to już pewne przełamywanie schematów, bo jednak to sfera uważana za najbardziej prywatną. Pokazywanie szerokiej publiczności swoich nagich zdjęć czy filmów z sypialni może wiązać się z pewną formą ekshibicjonizmu, gdyż może sprawiać przyjemność pokazującym, cieszyć, że ktoś na nich patrzy. Przy czym nie zawsze chodzi o samo patrzenie. Kręci ich również to, że to oni sami mogą stać się obiektem czyjegoś podniecenia.

Czy to fantazja czy narcystyczne potrzeba bycia gwiazdą?
- Mam wrażenie, że raczej to pierwsze. Pozwalają na to dzisiejsze czasy - jest internet, są kamery internetowe, które pozwalają na ujawnianie swojej seksualności. Jeszcze kilkanaście lat temu, spełnianie takich fantazji nie było możliwe. Seksualność jest bardzo ważnym elementem życia człowieka, a u osób, które czują potrzebę pokazywania jej innym, to tylko pewna tej seksualności odmiana, pewnego rodzaju perwersja.

Eksperymenty w łóżku to jedno, ale pokazywanie igraszek innym to drugie. Pana zdaniem to typowa potrzeba?
- Pamiętajmy, że normy zmieniają się wraz z liczbami: im będzie takich osób więcej, tym bardziej będzie to uznawane za normalne lub chociażby za mniej nienormalne. Taki ekshibicjonizm to nic złego, o ile nie uderza w inne osoby, którego nie chcą w tym uczestniczyć. Jeśli trzymamy się pewnych zasad, to nie powiedziałbym, że to aż zboczenie. Co innego kiedy obnażamy się w parku, zaskakujemy nic nie spodziewających się ludzi i dopiero wtedy możemy osiągnąć satysfakcję seksualną nie zważając na to, że może to być matka z dzieckiem itd. To już parafilia, czyli zaburzenie. To zachowanie niekontrolowane, potrzeba, która rządzi człowiekiem.

- Natomiast u osób, które wyrażają na to zgodę tak nie jest. To jest część ich seksualności, na którą, strony uczestniczące, wyraziły zgodę. Pokazywanie twarzy w czasie seksu, to też ich świadomy wybór. Natomiast inną sprawą jest rozumienie mechanizmów czy zagrożeń społecznych. Czy te osoby zdają sobie sprawę, że jeśli seks-filmik stanie się popularny, to mogą mieć kłopoty, na przykład w pracy?

Takie zabawy są niebezpieczne?
- Tak. Zarówno na poziomie zdrowia, gdzie możemy mieć do czynienia z całą listą przeróżnych chorób kończąc na tym, że osoba, która upublicznia w sieci filmik, na którym widać jak uprawia seks, musi się liczyć z tym, że jeśli trafi on do jej pracodawców, znajomych czy rodziny, może zostać bardzo napiętnowana. Może dostawać wulgarne propozycje, zostać wyśmiana, a nawet zwolniona z pracy - co już w naszym kraju miało wszak miejsce... Przykrych konsekwencji może być dużo.

Nie zdajemy sobie sprawy z powszechności dostępu do sieci?
- Dokładnie tak. Ktoś użył argumentu, że przecież na tego typu portale, na których ludzie prezentują swoje erotyczne nagrania nie loguje się nikt z zewnątrz. Nie zdają sobie sprawy, że w sieci panuje nieustanna inwigilacja, że można sprawdzić pochodzenie filmu, że mogą one trafić na inne serwisy. Może ja przesadzam albo łudzę się, że przesadzam, ale trzeba brać pod uwagę najgorsze scenariusze.

Co skłania kobiety, jak uczą nas ewolucjoniści monogamiczne z natury, do przygodnych kontaktów seksualnych z obcymi mężczyznami? A mężczyzn do dzielenia się z innymi swoją partnerką?
- Między innymi - potrzeba ryzyka. Są osoby, które maja dużą potrzebę adrenaliny. A tu mają: obcy człowiek, a czasem nawet w miejscu publicznym. Często to również osoby, które nie zawsze łączą seksualność z innymi wymiarami. A kiedy nie łączą seksualności z uczuciami, a nie oszukujmy się, sama seksualność jest troszkę przeceniona, to podkręcają ten fizjologiczny aspekt innymi doznaniami. Robią to w myśl zasady: jeśli już przeżywać, to porządnie.

- Jest sporo ludzi, którzy potrzebę adrenaliny mają wpisaną już na poziomie struktury osobowości. Jeśli nikomu nie robią krzywdy, to nie widzę powodu, by nie mogli organizować sobie, w taki czy inny sposób, realizacji swoich potrzeb. Bo okazuje się, że jeśli zaspokoją swoje potrzeby seksualne, to bardzo dobrze funkcjonują na innych płaszczyznach: społecznie, zawodowo i tak dalej. Natomiast jeśli nie, często rodzi się w nich frustracja. W takich zachowaniach seksualnych nie ma nic złego. Może jest to nieładne, niemoralne, może nie każdy lubi się tym chwalić, ale to prywatna sprawa tych osób. Jeśli oczywiście nikogo przy tym nie krzywdzą.

Nie nazwałby pan tego niefrasobliwością?
- Poniekąd tak. Kiedy usłyszałem o ludziach, którzy pokazują swoje wyczyny w łóżku, pomyślałem, że pewnie mają maski zasłaniające twarze. Potem okazało się, że nikt tego nie robi. Już w latach dwudziestych XX wieku organizowano przyjęcia, które przypominały dzisiejsze swinger party, a mimo tego, że aparaty fotograficzne nie były jeszcze w powszechnym użyciu, zasłaniali twarze.

To może zaczynamy chwalić się seksem, tak jak domem i superbryką na Naszej Klasie?
- Tacy ludzie też pewnie się znajdą. Seksualność jest rzeczą ważną, ale nie najważniejszą. Natomiast są osoby, dla których jest to wartość nadrzędna. Mówią, że "zwyczajny" seks w związkach to nuda, potrzebują super doznań, bo w innym przypadku, nie sprawia im to przyjemności.

Czy takim osobom, dla których seks jest w życiu najważniejszy, jest łatwiej czy trudniej?
- Trudniej, bo nie są w stanie np. utrzymać wieloletniego związku. Ciągle muszą coś zmieniać, ciągle za czymś gonią, czują brak. Wystarczy spojrzeć na życiorysy wielu gwiazd, które przez całe życie "jadą" na różnego rodzaju wysokich przeżyciach. Seks jest nudny, bo nigdy nie było w nim miłości i tak rodzi się potrzeba kolejnych doznań.

Rozmawiała Joanna Jałowiec

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.
Dowiedz się więcej na temat: seks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje