​Uzależnieni od zdrowej żywności

Konserwanty, sztuczne barwniki, gluten, cholesterol, tłuszcz - to słowa, od których wieje grozą. To podstępni i cisi zabójcy - przekonują nas media i poradniki zdrowego żywienia. A gdyby tak zrezygnować ze wszystkich podejrzanych produktów?


Reklama

Kiedy Gwyneth Paltrow oświadczyła, że wyeliminowała z diety swojej i swoich dzieci gluten, mięso, ryby, jaja, nabiał, kawę, cukier, produkty przetworzone i niemal wszystkie węglowodany, przez media przetoczyła się fala krytyki. Ta "superzdrowa" dieta może doprowadzić do niedoborów witamin, protein, żelaza i innych składników i może być niebezpieczna dla zdrowia - ostrzegali lekarze i dietetycy.

Przestrogi nie na wiele się zdały. Gwyneth, która uważa się za ekspertkę od żywienia, wydała nawet książkę na ten temat. Chociaż, jak sama przyznaje, radykalne programy oczyszczania organizmu doprowadzały ją do halucynacji, gwiazda jest przekonana, że to, co proponuje, jest zdrowe. A jak rozumie zdrowie?

"Wolałabym wypalić cracka niż zjeść ser z puszki" - stwierdziła w jednym z wywiadów. W innym przyznała, że lubi sobie w weekendy zapalić papierosa. Szokujące?

Takie sprzeczności nie dotyczą jedynie ekscentrycznych celebrytek. Osoby mające obsesję na punkcie zdrowego odżywiania - mimo stosowania rygorystycznych diet - ani nie jedzą zdrowo, ani nie prowadzą zdrowego trybu życia. Przeciwnie - teorie, które wcielają w życie, mogą być dla nich niebezpieczne.

Jesteś tym, co jesz?


Reżim żywieniowy, który pozwala jedynie na zjedzenie garstki otrąb i porcji warzyw z ekologicznej uprawy ugotowanych w wodzie źródlanej, nie zapewni organizmowi wystarczającej ilości składników odżywczych, a próby jego wypełnienia mogą sparaliżować społeczne funkcjonowanie.

Radykalne diety mogą być śmiertelnie niebezpieczne. W lipcu tego roku sąd skazał parę Francuzów, których 11-miesięczna córka zmarła z niedożywienia w 2008 roku. Dziecko było karmione jedynie mlekiem matki stosującej restrykcyjną dietę wegańską i leczone wyłącznie środkami medycyny alternatywnej.

Chorzy na zdrowie

Uzależnienie od zdrowego żywienia, nazywane też ortoreksją, to niebezpieczna choroba, która dotyka coraz większej liczby osób. Według badań prowadzonych na Węgrzech, ortoreksją zagrożonych jest ponad 50 proc. studentów.

O tym, czym jest ortoreksja i jak działają jej mechanizmy, opowiada Beata Hoffmann z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Czy chęć bycia zdrowym może nam zaszkodzić?

Beata Hoffmann: - Wszystko zależy od skali. Właściwa i dobrze zbilansowana dieta jest korzystna, ale przesadne stosowanie restrykcyjnych reguł odżywiania może stać się poważnym zagrożeniem dla zdrowia. A kiedy przyjmuje postać obsesji zdrowego odżywiania się, staje się stanem chorobowym nazywanym ortoreksją. Ten stan wymaga leczenia.

- Należy też odróżniać osoby, które stosują, nawet przesadnie, zasady zdrowego żywienia na skutek pewnej mody, od ludzi, u których jest to następstwem już wcześniej istniejących problemów psychicznych.

Jakie mogą to być problemy?

- Tak jak w przypadku innych nałogów, drogi dojścia do uzależnienia są różne. Podobnie jest z alkoholizmem: jedna osoba zaczyna pić, bo alkohol jest dla niej lekiem na bezsenność, inna - bo uczestniczy w wielu spotkaniach towarzyskich i odkrywa, że po alkoholu czuje się lepiej. Początki mogą być różne, później jednak zaczyna działać ten sam mechanizm.

Jakie cechy psychiczne mają osoby, u których może rozwinąć się ortoreksja?


- Na pewno jest to wysoki poziom pedanterii, perfekcjonizm, zaburzone poczucie bezpieczeństwa, zaburzona samoocena. Podatne są też osoby, które mają poczucie chaosu wokół siebie. Ponieważ nie mogą tego chaosu opanować, starają się kontrolować to, co spożywają. Będą to też ludzie, którzy utożsamiają się z tym, co jedzą według maksymy: "Jestem tym, co jem".

Chęć uzyskania poczucia kontroli również może się przyczyniać do powstania choroby?

- Tak. Szczególnie przychylni takiemu podejściu są badacze, którzy umieszczają ortoreksję w obszarze zaburzeń odżywiania się obok bulimii i anoreksji. Różnica polega na tym, że w anoreksji chodzi o kontrolę nad ciałem i jego zewnętrznym obrazem, nad jego wagą i wizerunkiem, a w przypadku ortoreksji nie ma to znaczenia. Tu ważny jest stosunek do spożywanych produktów.

- Jednak najczęściej ortoreksja jest zaliczana do zaburzeń behawioralnych i wraz z innymi uzależnieniami niesubstancjalnymi nazywana jest zaburzeniami nawyków i popędów. Problemy definicyjne "prześladują" wiele tzw. nowych uzależnień.

Kiedy można powiedzieć, że zainteresowanie zdrowym odżywianiem staje się obsesją?

- Podobnie jak w przypadku innych uzależnień niesubstancjalnych brak jest ostrych kryteriów diagnostycznych, pozwalających jednoznacznie scharakteryzować to zaburzenie. Istnieją jednak kwestionariusze, które mogą być pomocne w rozpoznaniu. Pierwsze kryteria zaproponowali Steven Bratman i David Knight. Bratman to amerykański lekarz, który jako pierwszy opisał tę chorobę. Co ciekawe, zdiagnozował ją u siebie.

Osoby cierpiące na ortoreksję są w pewnym sensie ekspertami od spraw żywienia: czytają poradniki, śledzą trendy, badania. Jak to możliwe, że mając dużą wiedzę, doprowadzają organizm do wyniszczenia?

- Po pierwsze, są to osoby chore, które często niewłaściwie interpretują przeczytane informacje. Po drugie dokonują one selekcji materiałów zgodnie z własną wizją zdrowego odżywiania się. A po trzecie, istnieje bardzo wiele różnego rodzaju publikacji, których treści nie są godne zaufania.

- Większość ludzi rozsądnie podchodzi do takich informacji. To, że np. jakieś nasiona są zdrowe, nie znaczy, że musimy je jeść codziennie, lub że powinniśmy odżywiać się wyłącznie nimi, i to tylko po przygotowaniu ich w jeden ściśle określony sposób. Rytualizacja planowania i przygotowywania posiłków również jest cechą ortorektyków i może być posunięta tak daleko, że człowiek zdrowy nigdy nie będzie w stanie jej zrozumieć.

Ortorektycy eliminują ze swojego pożywienia kolejne grupy produktów: mięso, jogurty zawierające sztuczne barwniki itp. Na ile informacje przekazywane przez media i demonizowanie różnych produktów przyczynia się do rozwoju tej choroby?

- Oczywiście, istnieją pewne trendy dotyczące odżywiania. Jak wszystkie mody, ulegają one zmianom i raz słyszymy, że jajka mają zgubny wpływ na układ krążenia i gwałtownie podnoszą poziom cholesterolu, a po kilku latach pojawiają się informacje, że jajka nie mają nic wspólnego z cholesterolem. Ostatnio spotkałam się z opinią, że w dobrym tonie jest mieć jakąś alergię pokarmową. Że to wyróżnia i daje poczucie wyjątkowości...

- Bez względu na to, jak dziwne wydawałyby nam się te mody, to nie one są główną przyczyną uzależnienia. To tak jak z alkoholem - jest on dostępny dla wszystkich, ale nie wszyscy popadają w nałóg.

Jakie produkty są eliminowane najczęściej? Każdy ortorektyk wybiera je indywidualnie czy istnieją jakieś ogólne tendencje?

- Istnieją prawidłowości. Do najczęściej unikanych produktów należą: warzywa i owoce - z obawy przed pestycydami, produkty zawierające barwniki i konserwanty, pieczywo białe - ze względu na polepszacze, mięso i nabiał - z obawy przed antybiotykami, wędliny - ze względu na konserwanty, a także majonez - z powodu dużej zawartości tłuszczu. Jak widać, zostaje niewiele.

Co w takim razie jedzą ortorektycy?

- Ortorektycy żyją w swoim świecie. Zaopatrują się w sklepach ze zdrową żywnością, co akurat jest godne polecenia, czy bezpośrednio w gospodarstwach z uprawami ekologicznymi. Czasami pewne produkty zastępują innymi, niekoniecznie lepszymi. Np. mięso jest zastępowane genetycznie modyfikowaną soją. Czasami cała otoczka związana z miejscem nabywania i opinią o produkcie nabiera większego znaczenia niż faktyczna analiza jego wartości.

- Ortorektycy kupują takie produkty i w takich miejscach, które dają im uspokajające poczucie, że to, co wybrali, jest naprawdę zdrowe. To nie oznacza, że dobrze się odżywiają. Dieta ortorektyka jest na ogół mało różnorodna, a przez to bardzo uboga. Natomiast ortorektyk jest spokojny i uważa, że postępuje właściwie.

- Jeśli takiej osobie zdarzy się zjeść niezdrowy, jej zdaniem, produkt, to następuje proces samokarania się. I w kolejnych dniach wprowadza ona jeszcze bardziej radykalną dietę. To są zachowania charakterystyczne dla osób chorych - w ten sposób nie postępują ludzie, którzy spełniają zalecenia dietetyka i po prostu zdrowo się ożywiają.

- Inne zachowania charakterystyczne dla ortorektyków to np. wielogodzinne planowanie posiłków, rytualizacja ich przygotowania i spożywania, poświęcanie całego wolnego czasu na planowanie i przygotowywanie posiłków i, jak mówiłam, samokaranie w przypadku zerwania diety.

Skoro ortorektycy zaopatrują się głównie w sklepach ze zdrową żywnością i produktami z upraw ekologicznych, to problem musi dotyczyć głównie ludzi bogatych, których "stać na taką chorobę".

- Badania nad tym, jakich grup społecznych dotyczy ta choroba, są w toku. Status materialny tych osób bywa różny i chociaż wydaje się, że więcej ortorektyków znajdziemy wśród ludzi o wyższych dochodach, to nie należy wyciągać z tego mylnych wniosków.

- Zauważono, że w pewnych grupach zawodowych jest więcej ortorektyków, a są to grupy dobrze zarabiające. Rozwój choroby jest więc nie tyle związany ze statusem materialnym, co z wykonywaniem określonego zawodu. Grupy największego ryzyka to lekarze, dietetycy i artyści, a także studenci medycyny i czynni kulturyści. Nie ma natomiast jednoznacznych wyników wskazujących na to, która płeć jest bardziej podatna na tę chorobę.

Na forach internetowych możemy spotkać się z opinią, że to nie z ludźmi obsesyjnie starającymi się zdrowo odżywiać jest coś nie w porządku, ale żywność dostępna w sklepach jest tak złej jakości, że jeśli ktoś chce wyeliminować wszystkie szkodliwe produkty, po prostu nic dla niego nie zostaje.

- Niestety, nie mogę wziąć w obroną żywności, której jakość pozostawia wiele do życzenia. Są to jednak naturalne koleje rozwoju cywilizacyjnego i nie możemy całkowicie wyeliminować ich skutków z naszego życia. Musimy natomiast wiedzieć, czym jest ortoreksja. W rzeczywistości nie ma ona wiele wspólnego ze zdrowym trybem życia. Jest to bardzo poważna choroba, a nie model zdrowego odżywiania.

Jakie są skutki ortoreksji dla organizmu?

- Nieprawidłowo zbilansowana dieta może spowodować fatalne skutki w obszarze zdrowia fizycznego. Są to przede wszystkim niedobory lub przedawkowanie pewnych składników. Ortoreksja powoduje też zaburzenia funkcjonowania społecznego.

- Ze względu na wybieranie tylko określonych pokarmów i otaczanie posiłków rytuałem, wielu ortorektyków unika spożywania posiłków z innymi, spotkań towarzyskich, rodzinnych itp., w wyniku czego często takie osoby popadają w izolację społeczną.

- Wszystko to skutkuje pogłębiającą się samotnością, poczuciem krzywdy i niezrozumienia. Bliscy są często traktowani jako wrogowie, którzy nie rozumieją nowego stylu życia i chcą mu przeszkodzić. Do tego skrupulatne planowanie posiłków zajmuje całe godziny, pochłania najpierw cały czas wolny, a później czas przeznaczony na inne zajęcia, doprowadza do konfliktów towarzyskich i w miejscu pracy. Ortoreksja wiąże się też z zaburzeniami zdrowia psychicznego, z tym, że te poprzedzają ortoreksję i są raczej jej przyczyną niż skutkiem.

A co w przypadku, kiedy restrykcyjne zasady zdrowego żywienia stosuje się do własnego małego dziecka, nie będącego w stanie się sprzeciwić?

- To jest poważny problem. Restrykcyjne diety, czyli podawanie nawet najzdrowszych produktów, ale w niewłaściwych proporcjach i z pominięciem innych ważnych składników, powodują zburzenia w rozwoju. Dla małego dziecka jest również zupełnie niezrozumiałe, dlaczego inne dzieci mogą jeść np. lody czy lizaki, a ono nie. Takie dziecko w trakcie procesu socjalizacji zaczyna czuć się inne. Ten problem może w późniejszym czasie zaowocować na wiele różnych sposobów, często bardzo niekorzystnych.

- O takim dziecku nie powiemy oczywiście, że jest ortorektykiem, ale mama, tata czy osoba, która jest odpowiedzialna za odżywianie i wprowadza taki reżim żywieniowy, może być chora i potrzebować pomocy specjalisty.

-----

Beata Hoffmann  jest doktorem nauk humanistycznych, pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego, badaczem zjawisk społecznych i kulturowych, autorką ponad sześćdziesięciu publikacji polskich i zagranicznych. Ostatnio ukazała się jej książka "Perfumy. Uwarunkowania kulturowo społeczne".

Dowiedz się więcej na temat: dieta | żywność | ortoreksja | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje