W ciągłym pośpiechu: Życie na dwóch etatach

Choć narzekamy, że Polacy są leniwi, dane temu przeczą. Gdy jedno źródło dochodu nam nie wystarcza, bierzemy się do dodatkowej pracy. Regularnie dorabia już co czwarta z nas. Jak radzimy sobie z tyloma obowiązkami?

Osiem godzin na etacie, a potem czas dla rodziny? Taki styl życia to już przeszłość. Większość z nas (według danych z ubiegłego roku aż 81 proc. zatrudnionych) wykorzystuje okazję, by dorobić do pensji. Najczęstsze powody przyjmowania dodatkowych zleceń to rosnące koszty utrzymania, chęć życia na przyzwoitym poziomie, spłata kredytów. Jednak czy cena, którą za to ponosimy, nie jest zbyt wysoka? Czy możliwe jest znalezienie złotego środka? Jak dostosować się do zmian na rynku pracy, a jednocześnie zachować w tym wszystkim siebie?

Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie pani Andrea

Reklama

Marzena, 27 lat, opiekuje się latem starszą panią

Spakowane walizki, bilet lotniczy w ręku. Marzena, absolwentka pedagogiki, zatrudniona w jednej ze śląskich poradni logopedycznych, szykuje się do wyjazdu do Friedrichshafen, na południu Niemiec. Od czterech lat przez cały sierpień opiekuje się osiemdziesięciolatką, której rodzina wyjeżdża w tym czasie na urlop. - Dzięki temu nie muszę się zastanawiać, czy stać mnie na koncert, nową książkę, czy buty, jeśli na nie zachoruję - opowiada Marzena. - Od liceum dorabiam latem. Zawsze za granicą, bo tam lepiej płacą i ludzie są milsi. Zbierałam sezonowe warzywa i owoce, sprzątałam. Pieniądze przeznaczałam na wakacje z przyjaciółmi, a jeszcze zawsze coś zostawało.

Propozycję opieki nad starszą panią dostała od ciotki, mieszkającej we Friedrischshafen. Doświadczenie? Niewielkie. Wcześniej pomagała trochę babci chorej na Parkinsona. W liceum uczyła się niemieckiego. Dziś powtarza: "Miałam szczęście!". Ze swoją pracodawczynią od razu umówiła się na konkretną stawkę - 1500 euro plus utrzymanie. W porównaniu z tym, ile zarabiają tu Polki - dużo. Trafiła do pięknego kurortu nad Jeziorem Bodeńskim, przy granicy z Austrią i Szwajcarią. Do tego pani Andrea okazała się sympatyczna. Przez siedem dni w tygodniu Marzena pomaga jej przy myciu i ubieraniu, pilnuje, żeby brała leki. Robi zakupy, gotuje, chodzą na spacery.

Jak udaje jej się połączyć wyjazdy ze stałą pracą? - W sierpniu ruch w poradni zamiera - tłumaczy Marzena. - Bez problemu dostaję urlop, częściowo bezpłatny. Szefowa zna moją sytuację finansową. Lubię to, co robię, ale zarabiam 1750 zł na rękę. Gdy biorę dyżury, wychodzi więcej. Daje się przeżyć, bo mieszkam z rodzicami. Ubieram się w lumpeksach, używam kremów za kilka złotych. Ale są rzeczy, z których nie chcę rezygnować: weekend w górach czy kurs capoeiry.

Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie pani Andrea. Polubiłyśmy się, a jej córka wysyła mi na Boże Narodzenie paczkę z prezentami. Chcę jeździć do nich tak długo, jak to będzie możliwe. Dużo moich znajomych dorabia latem. Nawet ci, którzy zaczepili się w korporacjach. Moja przyjaciółka pracuje w agencji PR, ale co roku wyjeżdża do Dublina. Pracę pomaga znaleźć jej siostra, która jest tam kelnerką. Potrzebujemy takiego zastrzyku gotówki. 

W pensjonatach, na polu i na budowie

Jedna trzecia Polaków do 35. roku życia nie jest w stanie utrzymać się samodzielnie. I nie chodzi tu o takie luksusy jak kupno samochodu lub mieszkania. Z raportu Krajowego Rejestru Długów wynika, że średnie wydatki młodych na bieżące potrzeby przekraczają 2 tys. zł, gdy tymczasem ich średnia pensja wynosi 2699 zł. Na dodatkowe rzeczy: ubrania, buty, uprawianie sportu, sprzęty do domu zostaje im 579 zł. Dlatego z regularnego wsparcia rodziny korzysta prawie 40 proc z nich. Młodzi ludzie nie chcą jednak popełniać błędów rodziców i łatać dziur w budżecie kolejnymi pożyczkami. Obawiają się kredytów, spirali długów. Zamiast nakładać na siebie długoterminowe zobowiązania, szukają dodatkowych źródeł dochodu.

Szczególnie że większość z nich zatrudniona jest na umowach śmieciowych, a to ułatwia branie wolnego. Młodzież zna języki, nie ma problemów z poruszaniem się po świecie. Stąd latem do pracy wyjeżdża ich nawet pół miliona. Kilka lat temu na topie była Wielka Brytania oraz Hiszpania, dziś także Niemcy oraz Holandia, szczególnie że od 2011 roku ich rynki pracy stoją dla nas otworem. Młodzież woli wyjechać z kraju niż dorabiać na miejscu z kilku powodów. I kwestie finansowe nie są bynajmniej najważniejsze. Polacy chwalą sobie zachodnich szefów, ponieważ stwarzają im lepsze warunki do pracy, są życzliwsi, bardziej uczciwi i na ogół bez zarzutu wywiązują się ze swych zobowiązań. Wyjazd stwarza także okazję do zwiedzenia ciekawych miejsc i podszkolenia znajomości języka obcego.

W pracy myślę o tym, że moja córka za mną tęskni

Julia, 35 lat, uczy angielskiego na dwóch etatach

Od dwóch lat każdy poranek wygląda tak samo - opowiada Julia, wysoka blondynka o energicznych ruchach. - Pobudka, szykowanie i odwożenie Karolinki, uczennicy pierwszej klasy, do podstawówki. Prędko, prędko! Do szkoły, w której uczę angielskiego, dojeżdżam już zdenerwowana. A przede mną jeszcze kilkanaście godzin aktywności! - Julia prowadzi lekcje do godziny 14.00. Potem odbiera córkę i zawozi ją do teściowej na drugi koniec miasta. Je coś w biegu, bo o 16.00 zaczyna drugi etat - w szkole językowej. Do domu dociera po 20.00, czasem później. - Wychodzi na to, że dla Karolinki mam tylko godzinę, bo o 9.00 mała już leży w łóżku. Naprawdę staram się wykorzystać ten czas do maksimum, ale bywają dni, kiedy zwyczajnie opada mi głowa, a oczy same się zamykają. Po co mi ta szkoła, w której marnie płacą?

Sprawa jest prosta - tłumaczy Julia. - Pracuję w niej wyłącznie po to, żeby mieć ZUS. A ponieważ za 1500 zł nie sposób utrzymać rodziny, muszę dorabiać. Mąż jest przedstawicielem handlowym, jego dochody są zmienne. Stałych opłat mamy wiele: kredyt na mieszkanie, benzyna, ubezpieczenia. Pomagam też chorej mamie. W szkole językowej dostaję 60 zł brutto za godzinę. Dzięki temu wychodzimy na swoje i możemy coś odłożyć. Cena? Najgorsze są wyrzuty sumienia z powodu braku czasu dla dziecka. Nieobecność mamy odbija się na dziewczynce: często płacze, nikogo się nie słucha - Julia przyznaje, że pójście Karolinki do szkoły nie obyło się bez problemów. Siedmiolatka przeszkadzała na lekcjach, zaczepiała inne dzieci. Dostała histerii, kiedy dowiedziała się, że koleżanka z klasy nie zaprosiła jej na urodziny.

W złości pocięła szalik tamtej. W końcu Julia trafiła z nią do psychologa. Ta poprosiła: "narysuj swoją rodzinę". Karolinka namalowała siebie, babcię i kota. Tata stał z boku, rozmawiał przez telefon. Julii na rysunku nie było. "A gdzie mama?" - spytała psycholog. "W pracy" - padła odpowiedź. Julia usprawiedliwiała się: "Przecież wszyscy dzisiaj tak żyją". Ale sama czuje, że coś jest nie w porządku. Córka dostaje ataku złości tylko dlatego, że została poproszona o sprzątnięcie zabawek. Trudno jej zasnąć, czasem budzi się z krzykiem.

"To lęk separacyjny. Ma niedosyt twojej uwagi" - zawyrokowała znajoma terapeutka. - Zadecydowaliśmy więc z mężem, że niedzielę poświęcimy wyłącznie małej. Ale to nie działa. Bawię się kucykami Pony, lecz moje myśli krążą gdzie indziej. Planuję kolejne lekcje, rozmyślam, co trzeba będzie zrobić. A w tygodniu sytuacja się odwraca. Na zajęciach wyjaśniam angielskie czasy, ale bez przerwy się zastanawiam, co robi Karolinka, czy była grzeczna, czy za mną tęskni - Julia szczerze przyznaje, że nie ma pomysłu, jak to zmienić. A co się stanie, jeśli mąż straci pracę? Już raz tak było. Wtedy przez pół roku przejedli wszystkie oszczędności. Potem zapożyczali się u rodziny i znajomych. Julia za nic nie chciałaby ponownie przeżywać takiego upokorzenia. Liczy, że dodatkowa praca jest tego gwarancją.

Nie sprzątam w domu, bo muszę pracować!

Kobiety dorabiają coraz częściej. I to nie tylko dlatego, że ich pensja jest statystycznie niższa od pensji mężczyzny. Po prostu niewiele rodzin może sobie pozwolić na to, żeby pracowała tylko jedna osoba. I choć według badań CBOS z 2013 roku, 61 proc. mężczyzn chciałoby, żeby ich żony porzuciły pracę, gdyby sami mogli zapewnić bliskim utrzymanie, to wciąż nierealne marzenia. W Polsce, zdaniem ekonomistów, gospodarka co prawda odżyła, ale dobrych ofert zatrudnienia jest mniej. Firmy obniżają pensje pracownikom niższego i średniego szczebla. Ludzie między 30. a 40. rokiem życia rozpoczynali zawodowy start w stosunkowo dobrych czasach. Bez zastanowienia zaciągali kredyty - dziś wielu z nich powtarza losy pokolenia 40+, które utraciło intratne posady w kryzysie 2000 roku.

Wówczas sprzedawali mieszkania i samochody kupowane na kredyt. Teraz to trzydziestolatkowie żałują pochopnych decyzji finansowych. Dorabianie kobiet łączy się też z dylematem: praca czy macierzyństwo? Zdaniem psychologów, trudno połączyć obie role, nawet jeśli pracujemy tylko 40 godzin w tygodniu. A co dopiero wtedy, gdy tych godzin jest więcej, a życie zawodowe absorbuje bardziej niż dzieci? To jednak w Polsce wciąż temat tabu, bo zaradna matka powinna radzić sobie ze wszystkim. Kobieta, która oświadcza: "nie sprzątam, bo pracuję", jest uważana za złą żonę.

Według CBOS, wprawdzie 41 proc. mężczyzn pragnie związku partnerskiego, ale większość z nich jest zdania, że to partnerka ponosi odpowiedzialność za wychowanie potomstwa i prowadzenie domu. Rady typu: "postaraj się o elastyczne godziny pracy", "kłopoty zostawiaj w biurze" tylko frustrują kobiety, bo większość z nich przyznaje, że nie radzi sobie z obowiązkami.

Efekt? Wypalenie, chroniczne zmęczenie. Coraz więcej Polek perfekcjonistek choruje na depresję. Im bardziej stresująca jest nasza codzienność, tym większe ryzyko, że wreszcie stracimy nad nią kontrolę. Ale w ostateczności i tak najbardziej cierpią dzieci. Są zalęknione lub dla odmiany, agresywne. Zapadają na rozmaite choroby somatyczne. I nic dziwnego, skoro zabiegane mamy mogą im poświęcić tylko dwie godziny dziennie.

Przez kilkanaście godzin nie odchodzę od komputera

Ilona, 45 lat, księgowa, dorabia zleceniami

Moje koleżanki biegają na siłownię, chodzą po kawiarniach, flirtują. Są zadowolone, że odchowały dzieci, i teraz wolny czas poświęcają sobie. Co tymczasem robię ja? Zasuwam po kilkanaście godzin na dobę - żali się Ilona, elegancka brunetka, od 15 lat na etacie w dużym biurze rachunkowym. "Ilonka supermenka", jak mówi jej prezes. Zadbany czterdziestolatek ma willę pod miastem, drogie auto i co drugi weekend spędza u narzeczonej, pracującej w londyńskim City. Ilona, którą nazywa swoją prawą ręką, zarabia 5 tys. netto. Twierdzi, że jak na jej doświadczenie, to stanowczo za mało. - Syn studiuje w Krakowie, córka chodzi do liceum, wciąż mają jakieś potrzeby. Kilka lat temu rozwiodłam się. Mąż płaci groszowe alimenty, bo jako nauczyciel wychowania plastycznego ma niską pensję.

Kiedy jeszcze byliśmy razem, wciąż tylko narzekał: "Jak możesz pozwalać się tak traktować! Ile tak jeszcze pociągniesz?". Tłumaczyłam, że wszystko robię dla dzieci. Sama doszłam do czegoś tylko dlatego, że skończyłam studia jako jedyna w rodzinie. Moi bracia nie chcieli się uczyć i dziś klepią biedę, pełni pretensji do całego świata. A ja mam zdolne dzieci, które mogą dużo osiągnąć. Trzeba je tylko wesprzeć na starcie. Opłacam więc kursy językowe, utrzymuję syna w Krakowie, żeby skupił się wyłącznie na studiach. - Dlatego Ilona, choć w biurze obsługuje kilkadziesiąt firm, wieczorem zajmuje się jeszcze swoimi klientami. Na początku rozliczała PIT-y znajomym. Ale ponieważ coraz więcej z nich nie ma etatu, więc wielu zakładało działalność gospodarczą. W rezultacie Ilona po godzinach prowadzi księgowość kilkunastu spółek.

Jest świetnym fachowcem, ma konkurencyjne ceny i znajomości w urzędzie skarbowym, dlatego chętnych na razie nie brakuje. A to oznacza zarwane noce, ciągłe bycie pod telefonem, pracę w weekendy. Codziennie zbiera się w sobie, by zażądać podwyżki, przecież odpowiada za większość spraw w firmie. Dlaczego po 20 latach zarabia tyle co dziewczyna po studiach, która podoba się prezesowi? - Konkurencja w moim zawodzie jest mordercza. Przez 12 godzin na dobę nie odrywam się od komputera. Panicznie boję się jednego - że ze zmęczenia w końcu popełnię poważną pomyłkę. Gdybym była sama, odpuściłabym. Ale nie mogę. Są dzieci, które trzeba wykształcić. Skoro mam możliwość zarobku, grzechem byłoby nie skorzystać. Firma nie poradziłaby sobie bez ciebie!

Według badań, w innych krajach Europy dorabiają mężczyźni, w Polsce natomiast kobiety (podejmuje się tego 49 proc. aktywnych zawodowo pań). Efekt? Ona pełna złości, że musi brać na siebie odpowiedzialność za finanse rodziny, a on obrażony, że nie jest w centrum wszechświata. Wbrew pozorom to częsty obrazek w polskich domach. Zdaniem socjologów, polscy mężczyźni rzadziej idą na kompromisy: niechętnie rezygnują z oczekiwań finansowych czy zabierają się do pracy, która nie ma nic wspólnego z ich zainteresowaniami. Zresztą, rozpieszcza ich też rynek.

Zarabiają średnio o 20 proc. więcej niż kobiety, nawet na równorzędnych stanowiskach, to im częściej przyznaje się nagrody i inne formy wynagrodzenia. Oni również dwa razy częściej otrzymują propozycję awansu. Kobiety wciąż mają problemy z podkreślaniem swoich mocnych stron, walką o swoje prawa. Są empatyczne, łatwiej zwieść je ciepłym słowem: "Firma nie poradziłaby sobie bez ciebie". Paradoksalnie czują się winne, że są tymi gorzej zarabiającymi i starają się to nadrobić. Chcą też pomagać finansowo dzieciom, nawet jeśli te są już dorosłe. To na nie głównie przeznaczają swe dodatkowe zarobki. Na swoje potrzeby dorabiają tylko młode kobiety, które nie założyły jeszcze własnej rodziny.

Katarzyna Troszczyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje