Wakacje pracoholika

Długo oczekiwany urlop nie cieszy irytuje. Nadmiar wolnego czasu, z którym nie wiadomo co zrobić i złość na samego siebie, że jest się bezczynnym. To tylko symptomy. Chorobą jest pracoholizm.

Wstrząsające dla cywilizowanego świata pracy byłyby wnioski japońskich lekarzy, stwierdzających, że ich urlopowani rodacy umierają. Z pozoru zdrowi, sprawni, czynni ludzie, którym nader rzadko zdarzało się przebywać na zwolnieniach lekarskich, nagle - pozbawieni dotychczasowego trybu życia - umierali. Fenomen ten po raz pierwszy dostrzegli i uzasadnili Japończycy, naród znany ze skrajnego niemal poświęcenia dla życia zawodowego.

Reklama

Zapracował się na śmierć

Ta chlubna, skądinąd cecha, staje się przyczyną śmierci coraz większej liczby mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Dotychczas stwierdzono ponad wszelką wątpliwość śmierć księgowego, który tak "wyśrubował" sobie własne normy zawodowe, że ustało jego życie rodzinne, towarzyskie, stracił zainteresowanie otaczającą go rzeczywistością w imię podnoszenia swoich kwalifikacji i efektów pracy. Lekarze orzekli, że zgon nastąpił na skutek zupełnego wycieńczenia organizmu brakiem snu, niedożywieniem, brakiem odpoczynku oraz nadmiernym wysiłkiem intelektualnym i fizycznym.

Zjawisko zgubnych skutków pracoholizmu uzasadnione jest fizjologicznie: będąc w nieustającym wirze zajęć i obowiązków zawodowych człowiek wydaje się zdrowy, ale tylko wydaje się. Nagromadzone przez ten czas schorzenia ujawniają się dopiero w chwilach relaksu. Im większe i dłuższe jest obciążenie organizmu, im jest on słabszy i starszy, tym gwałtowniejszy będzie nawał dolegliwości "urlopowych". Do śmierci włącznie.

Dowiedz się więcej na temat: śmierć | wakacje

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje