Walka z czasem czy o czas?

Większość z nas żyje tak szybko, jakbyśmy wsiadły do jakiegoś kosmicznego statku, pędzącego z prędkością światła.

"Początek jest zwykle przyjemny. Podejmujemy jakieś wyzwanie - nową pracę, czy dodatkowe zobowiązanie. Musimy działać szybko i efektywnie, a do tego nasi najbliżsi, zakupy, pranie, sprzątanie, zmywanie, gotowanie, prasowanie, czytanie, gimnastyka... a wypoczynek? A twarz - włosy - ręce? Wydarzenia kulturalne? Zdrowie? Pity? Dokształcanie? Przyjaciele? Pan Bóg?" (Remedium 3/2000 r.).

Reklama

Czas ciągle nas goni, uczymy się kilku rzeczy na raz, wiele z nich odkładamy na jakieś "później", do bliżej nieokreślonej przyszłości. A czas szybko płynie - ani chwili na zastanowienie się nad sobą, nad życiem, ani chwili oddechu, żadnej pustki. Coraz częściej pracujemy w niedziele i święta, coraz później chodzimy spać, nie umiemy odpoczywać. Walczymy z czasem jak z wrogiem, a może walczymy o czas? Zaczyna nam go brakować, gonią nas terminy i już nie rozpoczynamy dnia, jak kiedyś, z radosnym oczekiwaniem, że przyniesie nam miłe niespodzianki. Nie chcemy niespodzianek, w naszym terminarzu nie ma miejsca na to, czego nie zaplanowaliśmy, nie mamy żadnych czasowych rezerw.

Ale subiektywne odczucie czasu jest przedziwne - im większą wartość przypisujemy każdej jednostce czasu, im bardziej cenna jest dla nas każda minuta, tym szybciej ona płynie! A nasza walka "o czas" skazana jest na niepowodzenie. Nie umiemy zwolnić czasu, a maszyny którymi się otaczamy (komputer, telewizor) zachłannie pożerają go.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje