Więcej niż tylko miłość

Mimo upływu lat ciągle zakochani. Czy wystarczy zamieszkać pod jednym dachem, wziąć ślub, wspólnie wychowywać dziecko, by miłość przetrwała? A może trzeba czegoś jeszcze? Małgorzatę i Pawła łączy wspólna praca, Rocha i Anię hobby. Zgodnie przekonują, że by być razem, trzeba znaleźć jeszcze „coś”. Wtedy miłości wystarczy na zawsze.

Dzięki wspólnej pracy jesteśmy razem non stop

Reklama

Małgosia Drozd i Paweł Grochulski spędzają razem 24 godziny na dobę. Razem mieszkają, wychowują syna i... pracują. Od kilku lat prowadzą Retrobazę - pracownię renowacji mebli w podwarszawskich Otrębusach. Ale nie zawsze tak było. 13 lat temu, kiedy zaczynali wspólne życie, Paweł miał serwis samochodowy, a Małgorzata co dzień rano jechała do pracy w korporacji.

Byliśmy zmęczeni ciągłym pośpiechem

- Widywaliśmy się wieczorami, gdy oboje byliśmy tak zmęczeni, że żadnemu nic się nie chciało. Czuliśmy, że życie ucieka. Że mimo wielkiego uczucia, które nas połączyło, oddalamy się od siebie, i że wspólny dach nad głową to za mało. Nie tak miało wyglądać nasze życie. Byliśmy zmęczeni ciągłym pośpiechem, wymaganiami szefów, klientów, kolejnymi zadaniami, które nigdy się nie kończyły - wspomina Paweł.

- Marzyliśmy, by robić coś razem, ale nie wiedzieliśmy, co mogłoby to być. Z pomocą przyszedł przypadek. Zamarzyliśmy, że wymienimy meble w naszym mieszkaniu. Postanowiliśmy sprzedać stare. Niektóre wymagały drobnych napraw, inne trzeba było podrasować. Poszło nam tak dobrze, że w kilka dni wszystkie znalazły chętnych - mówi Małgosia.

- Taką frajdę sprawiła nam wspólna praca! Dawno już nie bawiliśmy się tak dobrze. Razem podejmowaliśmy decyzje. Razem ponosiliśmy odpowiedzialność. Tak urodził się pomysł, żeby wspólnie zająć się restauracją starych mebli. Wiedzieliśmy, że na początku może być ciężko, ale postanowiliśmy spróbować. Ku przerażeniu rodziców w tydzień sprzedałem narzędzia z serwisu samochodowego i kupiłem narzędzia stolarskie - wspomina Paweł. - A Małgosia złożyła wymówienie. Bo jak coś robić, to na całego. Oczywiście, zdawaliśmy sobie sprawę z ryzyka. Pewnie gdyby pieniądze były dla nas najważniejsze, nigdy nie zdobylibyśmy się na porzucenie dotychczasowych zajęć.

Praca mechanika, własny warsztat samochodowy przynosiły mi pokaźne zyski - przyznaje Paweł. - Tym bardziej że zdołałem wypracować sobie markę i na brak pracy nie mogłem narzekać. Małgorzata też nieźle zarabiała. W dodatku regularnie. Co, jak wiadomo, też nie jest bez znaczenia. Ale w tamtym momencie najważniejsi byliśmy my. I dla obojga było to jasne.

- Taką mamy wspólną hierarchię wartości - śmieją się. - Może głupią w dzisiejszych czasach, ale naszą. To niezbędny warunek. Bez niego, związek jest niemożliwy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że zaczynając wspólną pracę, musimy się na sobie oprzeć, że jedno bez drugiego nie zrobi nic. Jedziemy na jednym wózku i uzupełniamy się.

Paweł zna się na stolarce, Małgosia ma zmysł i wykształcenie artystyczne. Ale wspólnie podejmują decyzję. I to na każdym etapie. Razem wybierają meble, które chcą kupić. Dyskutują, jak najlepiej je odrestaurować. Które elementy zastąpić, a które lepiej pozostawić oryginalne, by sprzęt nabrał charakteru.

Nawet w łóżku mówimy o meblach

- Dziś właściwie nie wychodzimy z pracy - przyznają... z radością. - Ale nie jesteśmy zmęczeni. Czasem po wyjściu z warsztatu, kiedy przygotowujemy obiad, dalej gadamy o tym, jak i co zrobić. Jaki wybrać kolor czy metodę konserwacji politury. A wieczorami, już w łóżku, opowiadamy sobie o planach, o tym, w jakim stanie przyjedzie komoda, którą kupiliśmy przez internet, albo jaki fajny mebel widzieliśmy. Nawet wakacje planujemy tak, żeby zaczepić o jakiś targ staroci.

Możemy gadać bez przerwy. Nasze tematy nigdy się nie kończą i czasami musimy nawzajem przywoływać się do porządku. Trzeba przecież zająć się też rzeczami banalnymi albo nakarmić dziecko czy kupić mleko - żartują. - Ale to przecież dobrze mieć pracę, która jest twoją pasją. W dodatku wspólną. To naprawdę łączy - mówią zgodnie.

- Renowacja pochłania nas bez reszty. Każdy stół traktujemy, wiem, że to śmiesznie brzmi, niczym kolejne dziecko. Ale jak mogłoby być inaczej, skoro spędzamy z nim mnóstwo czasu, widzimy, jak w naszych rękach budzi się do życia, zmienia, pięknieje - oprowadzają z dumą po pracowni. - Razem możemy być dumni z tego, co osiągnęliśmy, wiemy, ile czasu nas to kosztowało, ile pracy i wysiłku włożyliśmy w mebel, żeby wyglądał tak, jak wygląda. Czy duma z dobrze wykonanej wspólnej pracy nie łączy? Czy nie na tym polega bycie razem? My jesteśmy szczęśliwi.

Jesteśmy bardzo różni, ale łączą nas wspólne pasje

Jak wy to robicie, że jesteście razem tacy szczęśliwi? - pytają znajomi. - Przecież jesteście razem 11 lat, a ciągle zakochani. Oni odpowiadają: - Co nas łączy? Chyba łatwiej powiedzieć o tym, co nas dzieli. Jesteśmy przecież zupełnie różni. Ania szalona, pełna energii, szuka ciągle nowych pomysłów, gaduła. Roch spokojny, raczej milczący, zamyślony.

- Kiedy ludzie zaczynają wspólne życie, nie zastanawiają się nad tym, jak będzie za kilka lat. Po prostu nie wyobrażają sobie, że mogliby żyć osobno. A potem zwykłe życie, praca, obowiązki sprawiają, że zaczynają się od siebie oddalać. Chyba że robią coś wspólnie jak my - twierdzą zgodnie Ania i Roch Michnikowscy.

- Kiedy się poznaliśmy, od lat trenowałem chińskie sztuki walki wushu. Uwielbiałem to, więc od razu zapragnąłem podzielić się swoją pasją z ukochaną. Wydawało mi się, że to znakomity sposób na relaks. Niestety, nie podzieliła mojego entuzjazmu - opowiada ze śmiechem Roch. - Za to mi udało się namówić Rocha na zajęcia tańca towarzyskiego - wtrąca Ania. - Choć nie od razu - wpada jej w słowo Roch. - Uznałem jednak, że to forma ruchu, która podobnie jak moje wushu, polega na opanowaniu i kontroli swego ciała.

Zainteresowania bardzo nas zbliżyły

- Zaczęliśmy chodzić na treningi, brać udział w pokazach tanecznych - tłumaczy Roch. - Po pracy biegliśmy na ćwiczenia. Potem, już razem, do domu. To było to. Wspólna pasja, wysiłek, pokonywanie własnych słabości, dążenie do ideału. Można tak w nieskończoność. Obojgu nam zrobiło to dobrze. Po jakimś czasie do pasji tanecznej dołączyło strzelanie z łuku.

- Polubiłam to, gdy dostałam własny sprzęt - wspomina Ania. - Mogłam go sobie spersonalizować. Namalowałam Feniksa i oswoiłam łuk. A może w końcu ogarnęłam, o co w tym chodzi, i zaczęłam trafiać do wyznaczonego celu. - Teraz, kiedy robi się ciepło, jeździmy postrzelać w wyznaczone miejsca, poznajemy nowych ludzi, świetnie się bawimy. I chyba o to chodzi. My po prostu lubimy razem spędzać czas. A im więcej jesteśmy razem, tym bardziej za sobą tęsknimy. Tym więcej mamy tematów do rozmowy - mówi Ania.

- Dzięki wspólnym zainteresowaniom mamy nawet fantastyczne powody do kłótni. Kiedy jedno poprawia drugie i wytyka mu, co podczas treningu zrobiło nie tak, jak powinno. Ale oboje wiemy, że to nie złośliwość tylko miłość. - Akceptujemy swoje słabości, tak jak szanujemy pasje. A ponieważ są wspólne, rozumiemy się. Kiedy jedno chce iść na trening, a drugie nie, potrafimy to zrozumieć. Czasem trzeba chwilę pobyć samemu, żeby tym bardziej być razem - mówi całkiem serio Roch.

Zgrany duet, który dobrze się bawi

Wspólna pasja to dobry pomysł na ożywienie związku?

Tatiana Ostaszewska-Mosak, psycholog, www.psycholog.com.pl: - Im więcej spraw nas łączy w małżeństwie, tym lepiej. Na początku wszystko przychodzi naturalnie, bo jesteśmy pochłonięci intensywnym życiem rodzinnym i seksualnym, wychowaniem dzieci. Lecz wieloletnim parom grozi nuda, która niestety ma to do siebie, że "rozlewa się" na pozostałe obszary życia. Niewiele jest osób potrafiących czerpać radość ze zwykłej codzienności. Żeby ją odczuwać, trzeba się trochę bardziej postarać.

A jeśli wcześniej nie mieliśmy podobnych zainteresowań, to co? 


- Skoro jesteśmy razem tyle lat, na pewno jest mnóstwo rzeczy, które oboje lubimy, które nas cieszą. Wystarczy na przykład zmobilizować się i częściej wychodzić we dwoje. Postarajmy się myśleć w takich kategoriach: znajdźmy jako para dodatkowe źródło pozytywnych wrażeń. Ważne jest, żeby nie bać się zmian, traktować je jak zastrzyk energii, impuls do rozwoju.

Podobno, żeby związek był udany, musi ludzi łączyć coś więcej niż troska o byt, a nawet dzieci...

- W dobrym małżeństwie ludzie spełniają się w wielu rolach. Nie jestem tylko mamą i żoną, ale i cenioną pracownicą. Mam hobby, przyjaciół, poznaję świat. Mój partner to szanuje i pomaga mi w samorealizacji. Wspieranie jest także formą uczestnictwa. Niekoniecznie podzielam miłość męża do sztuk walki, ale jeżdżę z nim na zawody, kibicuję mu na treningach. I na odwrót - mąż rozumie, że żona ma pasję i jest dumny z jej osiągnięć. Ale dla odświeżenia relacji dobrze jest wspólnie zaangażować się w coś całkiem nowego. Szczególnie gdy zamykamy jakiś etap życia, na przykład dzieci się usamodzielniają. Byle uważać na rywalizację, która czasem pojawia się, jeśli obie osoby są ambitne. Powinniśmy być zgranym duetem, który dobrze się bawi, nie konkurentami nastawionymi na wyniki.

Podsumowując, jakie mamy z tego korzyści?

- Aktywność na innym polu niż rodzina rodzi między partnerami mocną więź. Pojawiają się nowe tematy do rozmowy, cele, wrażenia, poczucie jedności zbudowane nie tylko na fakcie, że mieszkamy pod jednym dachem. Nawet po tylu latach poznajemy się od innej strony. Kobieta, która widziała męża wyłącznie w sytuacjach domowych, nagle odkrywa, że on potrafi rozpalić ognisko bez zapałek, ma świetną orientację w terenie. Może się nawet na nowo zakochać!

Rozmawiała Maria Barcz

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje