Zasady związane ze zmianą

W życiu mamy do czynienia z mnóstwem poważnych zmian - z dziećmi, z małżeństwami, nowymi domami, nowymi technologiami i nowymi obowiązkami w pracy.

Tymczasem inne zachowania pozostają irytująco nieustępliwe. Palacze dalej palą, dzieci tyją, a niektórzy mężowie chyba nigdy nie opanują sztuki wrzucania brudnych koszul do kosza na bieliznę.

Reklama

Istnieją zatem trudne i łatwe zmiany. (...)

Aby zmienić czyjeś zachowanie, trzeba zmienić sytuację, w jakiej ten ktoś się znajduje. Nie wszystko zależy jednak od sytuacji. Można posłać alkoholika do kliniki odwykowej, gdzie nowe otoczenie pomoże mu wytrwać w trzeźwości. Ale co będzie, kiedy stamtąd wyjdzie i wydostanie się spod jej wpływu? Być może firma odnotuje nagły wzrost produktywności wśród swoich przedstawicieli handlowych, kiedy szef sprzedaży zacznie chodzić za nimi jak cień, ale co się stanie później, kiedy sytuacja wróci do normalności? Aby zmienić zachowanie ludzi, trzeba wpłynąć nie tylko na ich otoczenie, lecz również na serca i umysły. Problem w tym, że serce i umysł często toczą spory. I to zaciekłe.

Weźmy na przykład Clocky, budzik wynaleziony przez studenta MIT Gauriego Nandę. Nie jest to zwyczajny budzik - ma kółka. Nastawia się go wieczorem, a rano, kiedy zaczyna dzwonić, stacza się ze stolika nocnego i ucieka po całym pokoju, zmuszając właściciela do pościgu. Wyobraźmy sobie taką scenę: ubrani w piżamę czołgamy się po sypialni, tropiąc i przeklinając umykający budzik.

Clocky gwarantuje, że unikniemy katastrofy, którą mogłoby wywołać wyłączenie zwyczajnego budzika. A najwidoczniej wielu ludzi się jej obawia, bo w ciągu pierwszych dwóch lat obecności na rynku sprzedano około 35 tysięcy uciekających budzików w cenie 50 dolarów za sztukę (pomimo bardzo skromnej akcji reklamowej).

Sukces tego wynalazku wiele mówi o psychologii człowieka. Zasadniczo rzecz biorąc, pokazuje, że jesteśmy schizofrenikami. Część nas - ta racjonalna - chce wstać o 5.45, by zapewnić sobie mnóstwo czasu na szybki jogging przed wyjściem do biura. Druga część - ta emocjonalna - budzi się w ciemności spowijającej wczesny ranek, drzemiąc w ciepłym kokonie pościeli, i niczego na świecie nie pragnie bardziej niż kilku dodatkowych minut snu.

Jeśli twoja emocjonalna strona zwykle wygrywa takie wewnętrzne debaty, jesteś - podobnie jak my - potencjalnym nabywcą Clocky'ego. Urok tego urządzenia polega na tym, że umożliwia ono rozumowi przechytrzenie emocji. Po prostu nie sposób przytulać się do poduszki, kiedy po podłodze zasuwa złośliwy budzik. Bądźmy szczerzy: Clocky nie jest produktem dla rozsądnych przedstawicieli gatunku. Jeśli taki służbista jak Spock ze Star Treka chce wstać o 5.45, po prostu wstanie. Bez zbędnych scen.

Nasza wrodzona schizofrenia to coś niezmiernie dziwnego, ale tak bardzo do niej przywykliśmy, że w zasadzie się nad nią nie zastanawiamy. Kiedy zaczynamy stosować nową dietę, wyrzucamy ze spiżarni chipsy i ciasteczka, bo nasza racjonalna strona wie, że gdy emocje wezmą górę, nie ma co liczyć na samokontrolę. Jedyne wyjście to całkowite wyeliminowanie pokusy (nawiasem mówiąc, jakiś student MIT zbije majątek, jeśli zaprojektuje chipsy, które uciekają od ludzi stosujących dietę). Nieunikniony wniosek brzmi następująco: w naszym mózgu mieszkają dwa umysły.

Faktycznie, każdy psycholog wie, że w mózgu nieustannie działają dwa niezależne mechanizmy. Po pierwsze, mamy tam coś, co nazywamy systemem emocjonalnym. To ta część, która kieruje się instynktem, odczuwa ból i przyjemność. Po drugie, jest tam system racjonalny, zwany również refleksyjnym lub świadomym. To ta część, która roztrząsa, analizuje i spogląda w przyszłość.

W ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci psychologowie sporo się dowiedzieli o tych dwóch systemach, lecz i bez tego ludzkość zawsze była świadoma toczonej przez nie walki. Platon powiedział, że mamy w głowie racjonalnego woźnicę rydwanu, który musi poskramiać narowistego konia, choć ten "rzadko ulega uderzeniom bata i kija". Freud pisał o samolubnym id i sumiennym superego (a także o ego, które próbuje je pogodzić). W nieco bliższych nam czasach ekonomiści behawioralni nazwali te dwa systemy planistą i wykonawcą.

Naszym zdaniem walkę toczoną przez wspomniany duet najlepiej uchwycił psycholog Jonathan Haidt z Uniwersytetu Wirginii w analogii przedstawionej w książce pod tytułem Szczęście. Od mądrości starożytnych po współczesne koncepcje. Haidt twierdzi, że nasze emocje są słoniem, a rozum jest jeźdźcem. Jeździec siedzi na słoniu, trzyma wodze i wygląda na szefa. Kontrola sprawowana przez jeźdźca okazuje się jednak niepewna, gdyż w porównaniu ze słoniem jest on bardzo mały. Gdy jeździec i sześciotonowy słoń nie zgadzają się co do kierunku jazdy, jeździec zawsze przegrywa. Słoń ma miażdżącą przewagę.

Większość z nas doskonale zna sytuacje, w których nasz słoń zwycięża nad jeźdźcem. Doświadczyliśmy tego, jeśli kiedykolwiek zdarzyło nam się zaspać, za dużo zjeść, wydzwaniać o północy do swojej byłej, zwlekać z podjęciem działania, bezskutecznie próbować rzucić palenie, odpuścić sobie wizytę na siłowni, rozzłościć się i powiedzieć coś, czego później żałowaliśmy, opuścić lekcję hiszpańskiego albo gry na fortepianie, odmówić wystąpienia na posiedzeniu, bo za bardzo się baliśmy, i tak dalej. Dobrze, że nikt nie prowadzi rejestru.

Słabość słonia, naszej emocjonalnej i instynktownej strony, jest oczywista: polega na lenistwie i kapryśności. Słoń często woli szybką nagrodę (lody) od długofalowej korzyści (szczupła sylwetka). Zwykle wysiłki na rzecz dokonania zmiany zawodzą właśnie z winy słonia, gdyż zmiany, do których dążymy najczęściej, wymagają krótkoterminowych poświęceń dla osiągnięcia długofalowych korzyści (tniemy wydatki, żeby przyszłoroczny bilans wypadł lepiej, odmawiamy sobie lodów, żeby za rok mieć ładniejsze ciało). Zmiany często się nie udają, bo jeździec nie potrafi nakłonić słonia, aby szedł ścieżką aż do celu.

Charakterystyczny dla słonia głód natychmiastowej nagrody to przeciwieństwo siły jeźdźca, czyli umiejętności patrzenia w odleglejszą przyszłość, planowania, wznoszenia się ponad to, co tu i teraz (a zatem tego wszystkiego, czego nie potrafią nasze domowe zwierzaki). Możemy się jednak zdziwić, bo słoń również posiada ogromną siłę, a jeździec obezwładniające słabości.

Słoń nie zawsze jest hamulcowym. Jego teren to emocje - miłość, współczucie, litość i lojalność. Ten gwałtowny instynkt, który nakazuje chronić dzieci przed krzywdą - to właśnie słoń. Ten dreszcz na plecach, który czujemy, kiedy musimy się bronić - to właśnie słoń.

A skoro mowa o zmianach, jeszcze ważniejszy jest fakt, że to właśnie słoń przystępuje do działania. Zbliżanie się do celu, zarówno wzniosłego, jak i przyziemnego, wymaga energii i pędu słonia. Ta siła to lustrzane odbicie wielkiej słabości jeźdźca: dreptania w miejscu. Jeździec ma skłonność do nadmiernego analizowania i roztrząsania. Wszyscy znamy ludzi z problemem jeźdźca: przyjaciela, który przez dwadzieścia minut głowi się, co zjeść na obiad, albo kolegę z pracy, który potrafi godzinami szukać nowych pomysłów, ale nigdy nie może się zdecydować na któryś z nich.

Każdy, kto chce dokonywać zmian, musi uwzględnić obie strony. Jeździec zapewnia plan i wyznacza kierunek, a słoń daje energię. Jeśli zatem dotrzemy do jeźdźców pracowników, ale nie przekonamy ich słoni, ludzie ci zrozumieją potrzebę, ale zabraknie im motywacji. Jeśli dotrzemy do słoni, ale nie do jeźdźców, wzbudzimy w nich pasję, ale nie będą potrafili jej ukierunkować. W obydwu wypadkach wady mogą się okazać paraliżujące. Oporny słoń i drepczący w miejscu jeździec gwarantują, że nic się nie zmieni. Kiedy jednak słonie i jeźdźcy połączą siły, zmiana przychodzi z łatwością.

Jeśli jeździec i słoń nie zgadzają się co do kierunku jazdy, pojawia się problem. Jeździec może na jakiś czas przeforsować swoje zdanie - może wystarczająco silnie ciągnąć za wodze, by zmusić słonia do posłuszeństwa (właśnie to robimy, gdy używamy siły woli). Jeździec nie jest jednak w stanie wygrać wojny na szarpanie z tak wielkim zwierzęciem. Najzwyczajniej się męczy.(...)

Coś, co wygląda jak problem tkwiący w człowieku, często jest problemem tkwiącym w sytuacji. Sytuację (w tym także otoczenie) nazywamy "ścieżką". Wyrównując ścieżkę, zwiększamy prawdopodobieństwo dokonania zmiany, bez względu na to, co się dzieje z jeźdźcem i słoniem. (...)

Bez względu na to, czy zmiana, której potrzebujemy, dotyczy naszej rodziny, organizacji charytatywnej, miejsca pracy czy całego społeczeństwa, można jej dokonać dzięki trzem zabiegom: wskazaniu drogi jeźdźcowi, zmotywowaniu słonia i wyrównaniu ścieżki.

Fragment książki "Pstryk" - poradnika o tym, jak zmieniać. Bez względu na to, czy zamierzasz tylko uporządkować biurko, czy zmienić świat. Nie wahaj się, to łatwe. Czytaj więcej >>

Wydawnictwo Znak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje