Znaleźć czas na miłość

Nie dzisiaj. Jutro. Nie mam czasu. Nie mam siły. Brak czasu i zmęczenie to najczęstsze przyczyny, dla których Polacy rezygnują z seksu. Jak sprawić, żeby w codziennym grafiku, gdzieś miedzy pracą, hobby i obowiązkami domowymi, znalazł się czas na miłość?

Hanna Rydlewska: Wyobrażam sobie, że istnieją pary niekompatybilne, które nie są w stanie się zestroić.

Reklama

Marta Niedźwiecka:  - Są takie pary.

I co wtedy?

 - Czasami po prostu trzeba się rozejść. Ale na szczęście takich przypadków nie jest zbyt wiele. Zdarza się, że ludzie przychodzą do mnie przekonani, że więcej ich dzieli, niż łączy, a okazuje się, że tak naprawdę są jak marchewka z groszkiem. Mają tylko kłopot z nazywaniem, rozumieniem i komunikowaniem swoich potrzeb i kłopotów. Nawet z odwiecznym problemem - on szczytuje szybciej niż ona - da się coś zrobić, jeżeli dwoje ludzi tego chce. A warto chcieć, bo...

...nie ma udanego związku bez udanego seksu?

 - Moim zdaniem nie. Wiem też, że bardzo wiele osób to oburzy, bo będą głosić, że przecież w związku chodzi o miłość i zaufanie, o współpracę i budowanie rodziny. Zgoda. Jednak nie zapominajmy, że seks jest najgłębszym i najbardziej autentycznym wyrazem intymności między dwojgiem dorosłych ludzi. Jeden z moich klientów, na początku sceptyczny i zdystansowany, po kilku spotkaniach wykrzyknął: "Już wiem, chodzi o to, że seks jest jak klej dwuskładnikowy!". Spojrzałyśmy na niego, ja i jego partnerka. Nie bardzo rozumiałyśmy, o co chodzi. A mężczyzna niezrażony ciągnął: "Bo klej dwuskładnikowy najmocniej spaja, ale muszą zadziałać obydwa składniki. Inaczej nic z tego".

  - Można współdziałać, kochać się i być do siebie przywiązanym, ale bez seksualnej więzi między partnerami nie płynie między nimi ten szczególny rodzaj energii. Widzimy to na co dzień, obserwując pary wokół nas. Wiele spośród nich przypomina dobrze działające przedsiębiorstwa. Pozornie nie mają się na co skarżyć. Piękne domy, piękne auta, piękni ludzie. Często z cudownymi dziećmi. A jednak czują brak. Nie ma radości, gdy są razem, i kwitują to prostym zdaniem: chyba się od siebie oddaliliśmy. Wspólne kładzenie się do łóżka staje się dla nich coraz cięższe.

Dlaczego tak często zaniedbujemy nasze życie seksualne?

 - Już wiemy, że trzeba dbać o zdrowie, wychowanie dzieci. Wielu z nas chce i umie troszczyć się o karierę. Jednak umyka nam podstawowa troska - o siebie i o nasze związki. Mimo że - jak głoszą statystyki - to związki cenimy bardziej od pracy i kariery. Zresztą jak mielibyśmy dbać o naszą seksualność, skoro nie wiemy, że należy i warto to robić. A do tego wstydzimy się dowiadywać, bo wydaje nam się, że wszyscy "normalni" ludzie sobie z tym radzą. Tymczasem przejściowe lub długofalowe trudności związane z życiem seksualnym są doświadczeniem większości z nas.

 - Osobom, które uważają, że tylko z nimi coś jest nie tak, proponuję założyć, że każdy - dosłownie każdy - miał, ma lub będzie miał jakiś seksualny problem. Czy to związane z obrazem własnego ciała, czy to wynikające ze wstydu lub potrzeb, których nie może zrealizować. Dotyczące tego, że dochodzi zbyt szybko lub za wolno. Wynikające z tego, że ma za mało doświadczenia i obawia się seksu lub ma go na tyle dużo, żeby się znudzić. Co człowiek, to seksualne wyzwanie. Ale gdyby udało się nam traktować seks jako element naszego zdrowia psychicznego i fizycznego, łatwiej byłoby zaakceptować fakt, że jest to sfera życia jak każda inna, w związku z tym wymaga od nas uwagi i troski. Łatwiej byśmy też znosili własne porażki. Bo przecież kiedy przydarza nam się choroba albo kontuzja, po prostu idziemy do specjalisty i nie robimy wokół tego zamętu. A problemy z seksem zwykle nas przytłaczają.

Może jest tak, że musimy troszczyć się o tyle aspektów życia, że nie starcza nam czasu na dbanie o seks?

 - Zgadza się: łatwo się pogubić w tych wszystkich sugestiach, komunikatach, nakazach, które mówią, co jest w naszym życiu najważniejsze i czym w związku z tym powinniśmy się zajmować przede wszystkim. Gdyby policzyć te wyzwania, spróbować wpisać je w terminarz, nie starczyłoby doby na wszystko. Dlatego wiele zależy od decyzji, co jest naszym priorytetem. Sprawdzanie maili i odpowiadanie na nie z doskoku angażuje nas wielokrotnie w ciągu dnia i zabiera a to kwadrans, a to dziesięć minut. Wiemy o tym, a mimo to codziennie kradniemy sobie trzy-cztery godziny za pomocą takich chaotycznych ruchów. A przecież to jest czas, który możemy spożytkować w inny, sensowniejszy sposób.

  - To samo jest ze Snapchatem, Facebookiem, komunikatorami, bezcelowym przeszukiwaniem sieci. A wspominam tylko wirtualne rozrywki, nie mówiąc o marnowaniu czasu w realu - na telewizję, rozmowy przez telefon, bezcelowe działania. Niezwykle często zajmujemy się czynnościami, które są tylko pozornie ważne, ale za to wywołują w nas poczucie, że jesteśmy bardzo zajęci.

  - Jedna z moich klientek postanowiła wykonać listę rzeczy, które powinna zrobić, żeby rozwinąć swoje życie seksualne. No więc spisała tę listę, a po chwili stwierdziła, że nie będzie miała czasu w tygodniu, żeby się tym zająć. Zrobiłyśmy więc proste ćwiczenie, które polega na sprawdzeniu planu każdego dnia, godzina po godzinie, przez dwa tygodnie. Codziennie miała zapisywać, ile czasu zużyła na siedzenie przy komputerze czy telefonie, które nie było pracą, nauką, ani nawet rozrywką. Przyklejanie rzęs zajmowało jej półtorej godziny w tygodniu. Na wizyty, a raczej wałęsanie się po sklepach, żeby między półkami zgubić napięcie, traciła dwa razy tyle czasu. Po podliczeniu wszystkiego okazało się, ku jej zaskoczeniu, że ma mnóstwo czasu do zagospodarowania. Nie chciała zrezygnować z rzęs, ale zrezygnowała z marnowania czasu w sklepach i zaczęła wdrażać swój program. Co ciekawe, dość szybko zaczęła, równolegle z rozwojem seksualności, odnosić sukcesy w pracy.

 - To zresztą często się zdarza, choć wcale tego nie oczekujemy: udane życie intymne wspiera nas w nieoczekiwanych dla nas obszarach. Na przykład w życiu zawodowym, które zyskuje, gdy czujemy się bardziej pewni siebie, sprawczy i mamy odwagę prosić o więcej.

Zapytam jeszcze raz: skąd mamy brać ten czas? Obawiam się, że rezygnacja z wałęsania się po sklepach nie zawsze przyniesie spektakularny efekt.

 - Deficyt czasu doskwiera wszystkim. Mówimy sobie: za chwilę zacznę żyć inaczej, bo teraz nie daję rady. I często rzeczywiście nie dajemy. Z pewnością jesteśmy bardziej zabiegani i zapracowani niż nasi rodzice. Tylko że odkładanie wszystkiego na później nie pomoże nam poradzić sobie z wyzwaniami. To magiczne jutro, kiedy w końcu weźmiemy się za bary z problemem, nigdy nie nadchodzi. Nie nadchodzi dzień, kiedy mamy dość wolnego czasu, żeby móc go lepiej spożytkować. A nawet gdy przychodzi i tak ten czas marnujemy.

  - To coś zupełnie niesłychanego, jak często odbieramy sobie szansę na przeżycie czegoś miłego, twierdząc, że "nie mamy czasu". Przecież nie za każdym razem musimy oglądać kosmos z góry. Za to zawsze jest szansa na seks, który porusza i zostawia odczucie głębokiej satysfakcji. Gdy para jest dograna, to pół godziny zupełnie jej wystarczy, żeby się sobą nacieszyć. A jeśli kochankowie będą chcieli wystrzelić się na orbitę, poświęcą na spotkanie więcej czasu. Unikanie seksu nie prowadzi do niczego. To jest jeden aspekt tej sprawy. Drugi jest taki, że jeżeli nie zdecydujesz się poświęcać czasu i energii na seks, to on się nie wydarzy. Nie wydarzy się raz, potem drugi, potem dwudziesty. A potem już nie będzie żadnej iskry, żeby móc rozniecić ogień.

Jak tego uniknąć?

 - Chciałabym pokazać inną drogę do zmiany stylu życia. Nie musimy się do niej szczególnie przygotowywać, dokonywać dramatycznych wyborów. Chodzi o metodę małych kroków. Ale takich, które stawiamy nieuchronnie, codziennie, systematycznie. Właśnie na tym powinno polegać nasze przejście od kultury szybkości - której symbolem jest pośpiech, napięty terminarz i wieczny niedoczas - do powolności, w której świadomie wybieramy zarówno ilość zadań, jak i tempo ich wykonywania. To jest zupełnie inny pomysł na sprostanie wyzwaniom, a także inne podejście do czasu. Bo, jeśli się zastanowisz, to zauważysz, że nasza relacja z czasem jest naznaczona silną ambiwalencją. Chcemy kontrolować swój czas, mierzymy go, tniemy na kawałki, a tak naprawdę to on kontroluje nas.

Takie szatkowanie dnia, ujmowanie go w karby kalendarza pozornie osadza nas w rzeczywistości.

W rzeczywistości osadza nas doświadczenie, a nie kontrola. Porównaj, jak upływa ci czas, gdy dzieje się coś pasjonującego, a jak, gdy czekasz w kolejce na poczcie. Prawda, że kwadrans spędzony na wciągającej aktywności mija błyskawicznie, zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy odbierasz awizo? Właśnie dlatego zmiana stosunku do czasu jest jedną z tych magicznych operacji, które możemy wykonać, żeby mieć dobry seks. Namiętna schadzka, choćby trwała krótko, zostanie w naszej pamięci zachowana wyraźniej niż długie, apatyczne spotkanie.


Tekst jest fragmentem książki Hanny Rydlewskiej i Marty Niedźwieckiej "Slow sex. uwolnij miłość".

materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje