Zostałam samotną matką

Miało być tak pięknie, a zostałam samotna matką...

Wszystko zaczęło się na początku 2010 roku, wtedy go poznałam.

Reklama

Nigdy nie miałam szczęścia do facetów jakoś zawsze kończyło się źle, trafiałam na tych mało dojrzałych zawsze miałam wrażenie , że oni są na innym etapie życia niż ja. I wtedy pojawił się ON. Zaczął od opowieści jaki to jest dojrzały i jak bardzo chciałby wreszcie ułożyć sobie życie ( w maju 2010 miał skończyć 28 lat ). Imponowała mi ta jego dojrzałość, ale jednocześnie trochę przerażała, bo na poważnym związku może mi zależało, ale byłam jeszcze daleka od zakładania rodziny o czym on mówił.

Na pierwsze spotkanie poszłam od niechcenia, żeby dał mi spokój, ale jakoś go polubiłam i tak to się zaczęło. Wspólne wieczory, przegadane godziny i czułe sms-y na dobranoc. Poczułam, że ktoś się o mnie martwi, że ktoś o mnie myśli. Byłam akurat na etapie poszukiwania pracy więc miałam dużo czasu dla niego. Zawsze byłam osobą która chętnie pomagała innym, więc i tu zaczęłam, najpierw niewinnie miałam napisać parę stron jego magisterki, bo musiał coś oddać a był zapracowany więc sam nie miał czasu. Potem była pomoc w pracy: pisanie baz sklepów czy pomaganie przy ustalaniu tras ( bo on pracował jako przedstawiciel handlowy ) często tez jeździłam razem z nim, żeby było mu raźniej a przy okazji spędzaliśmy więcej czasu razem.

Były też prace zaliczeniowe, opracowania pytań na egzaminy, potem nawet zaczęłam latać po bibliotekach za książkami do jego magisterki. Wszystko dla niego, żeby się nie przemęczał i miał więcej czasu dla mnie. Były też obiadki, które gotowałam i oczywiście cały czas się spotykaliśmy, jak gdyby nigdy nic.

Pierwsze zgrzyty nastąpiły po świętach wielkanocnych. Ten wieczór spędzałam ze znajomymi z mieszkania i nie tylko, pogaduchy i trochę alkoholu, napisał do mnie jego współlokator ( zdarzało mu się to wcześniej, ale ja jakoś bardzo na to nie reagowałam, po prostu miły facet, nie wiem czy się mną interesował, jemu nic nie mówiłam, że tamten coś czasami do mnie pisze, bo nie widziałam takiej potrzeby ) - siedział sam w domu, więc go zaprosiłam, bo były święta i szkoda mi się go zrobiło.

Następnego dnia z tego powodu wybuchła duża afera, on się dowiedział od kolegi i zrobił awanturę, że zapraszam po nocach obcych. Naprawdę nie miałam złych intencji, było paru znajomych siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W końcu wszystko jakoś przycichło, wróciło do normy, on dalej pisał, że tęskni za mną, potykaliśmy się jak dawniej, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Potem nawet rozstaliśmy się na chwilę z mojej inicjatywy, ale to raczej był impuls chwili, bo dalej mi zależało, ale spotkaliśmy się porozmawialiśmy, doszliśmy do wniosku, że nam na sobie zależy i dalej byliśmy razem.

Czerwiec okazał się bardzo znaczący, bo właśnie wtedy okazało się, że jestem w ciąży. I wtedy zaczął się horror, że to niemożliwe, że nie jego, że on nie chce itp. Po miesiącu wysłuchiwania, a raczej czytania, bo nawet nie miał czasu, a może odwagi, żeby się ze mną spotkać, wróciłam do rodziców. Bardzo źle znosiłam ciążę, na początku to był koszmar schudłam 5 kg, wylądowałam w szpitalu, a on nawet tam mnie nie oszczędzał. Straszył sądem, że jak dziecko jego, to mi odbierze, bo nie mam pracy, więc jak wychowam a on to ma warunki. Wymyślił też historię, że musiałam przenieść spermę palcami , bo sobie to wszystko zaplanowałam, że spotykałam się z innymi itp.

W miedzy czasie dokończyłam jego magisterkę, on się obronił. Myślałam, że może wtedy ochłonie, że za dużo stresu, że będzie dobrze. Dużo się jeszcze naczytałam głupot i obietnic, że przyjedzie, że porozmawiamy jak dorośli ludzie...

Pokazał się w końcu we wrześniu. Spotkanie było straszne, ale zostawiło mi nadzieję, bo po kłótniach i wyzwiskach, po moich łzach powiedział, że jeszcze przyjedzie, że będzie częściej, że widzi, że jest mi ciężko. Czasami napisał nawet, może ze dwa razy był miły.

W grudniu trafiłam do szpitala - skurcze, rozwarcie groził mi przedwczesny poród ( termin miałam na koniec stycznia ), wtedy po paru dniach odpisał, że życzy mi zdrowia.

Wróciłam do domu, zaczęłam wić gniazdko dla dziecko, nie było łatwo święta spowodowały, że się rozkleiłam, nie chciałam tych współczujących życzeń czy omijania tematu.

Mój synek urodził się 2 lutego, jeszcze tego dnia ze szpitala wysłałam mu zdjęcie, nie odezwał się. Po dwóch tygodniach napisałam, że albo przyjedzie i ustalimy co dalej, albo spotykamy się w sądzie, znowu zaczął być wredny. To były radosne i straszne chwile. Ja obolała po cesarce, dziecko które wymaga non stop opieki i ten brak wsparcia ze strony jego ojca.

Obrażał mnie cały czas. Dowiedziałam się, że zaplanowałam ciążę żeby wyłudzić od niego pieniądze, że myślałam, że on będzie utrzymywał mnie i dziecko, ale on nie jest głupi, nie da się wrobić w coś, czego nie chciał.

Mój synek niedługo skończy 4 miesiące. Jest cudownym dzieckiem, chyba, jak każde dziecko dla matki. Chciałabym jakoś wszystko ułożyć, żeby kiedyś umieć odpowiedzieć na pytanie : mamo, a gdzie jest mój tata?

Teraz siedzę i piszę pozew, bo co mi zostało, próbowałam chyba naprawdę wszystkiego.

Samotna mama

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje