Życie to bajka

Są baśnie, które chętnie się opowiada, zwłaszcza gdy za oknem pada śnieg, a w domu jest ciepło i bezpiecznie. Wówczas zapadają głęboko w pamięć i zostają w nas na lata. Do momentu, gdy próbujemy się zorientować, co jest bajką, a co naszym życiem.

Dziewczynka z zapałkami - Anna Dereszowska

Reklama

- Co ja mam wspólnego z "Dziewczynką z zapałkami"? - zastanawia się aktorka, mama ośmiomiesięcznej Lenki. - Bohaterka baśni jest straszliwie samotna, zagląda ludziom w okna, karmi się widokiem świątecznych stołów, domowego ogniska za szybą. Jest po tej zimnej stronie świata. Mam wrażenie, że ja też tam kiedyś byłam.

- Moi rodzice nie mieli czasu na czytanie mi bajek - wspomina Anna Dereszowska. Baśnie Andersena poznała dopiero, kiedy sama po nie sięgnęła. Wcześniej słuchała opowieści starszego brata. Zazwyczaj krwistych, pełnych grozy horrorów.

- Uwielbiał mnie straszyć. To była jego zemsta za to, że ma młodszą siostrę. Wymyślane przez niego historie ożywały w wakacje, kiedy cała rodzina wyjeżdżała na Mazury do Siemian. Na dziecięcą wyobraźnię działała posiadłość położona na odludziu w ciemnym lesie i obco brzmiące nazwisko gospodarzy: Herman. - Panicznie bałam się piwnicy i drewnianych schodów - opowiada Dereszowska. - Tylko czekałam, aż spomiędzy szczebelków wysunie się nagle jakaś ręka i chwyci mnie za nogę.

Z tamtych czasów została jej awersja do thrillerów. - Wiem, że to fikcja, a jednak nie umiem zapanować nad emocjami - zdradza.

Boję się samotności

Dla niej "Dziewczynka z zapałkami" też jest horrorem. Jak zresztą większość baśni Andersena. I to właśnie ta bajka ma największy związek z jej prywatnym losem. Może dlatego, że jako dziewięciolatka straciła matkę. - Bohaterka baśni była kompletnie sama w świecie, który wydawał jej się całkowicie obcy. Ja na szczęście miałam brata, ojca, babcię, ale mimo to od tamtej pory obawiam się samotności - mówi Dereszowska. - Nie mieć do kogo się przytulić ani z kim porozmawiać... Gdyby mnie coś takiego spotkało, chyba rozpadłabym się na kawałki.

Aktorka zawsze musi mieć kogoś, z kim czuje intensywny kontakt. Potrafi dzwonić do bliskich po pięć razy dziennie, żeby upewnić się, że są. Nie chce wracać do pustego domu i nie lubi, gdy jej partner (aktor Piotr Grabowski - przyp. red.) gdzieś wyjeżdża. Nawet krótkie rozstanie budzi w niej niepokój. - Wiem, że życie ze mną nie jest łatwe - wyznaje.

Śmierć mamy zostawiła głęboki ślad na jej osobowości. Pamięta pierwsze święta bez niej i swoją ogromną tęsknotę. - Potwornie mi jej brakowało, szczególnie przy składaniu życzeń - wspomina. W okresie dojrzewania zazdrościła koleżankom, które miały oboje rodziców. Ona miała tylko ojca. Może dlatego ma w sobie silny "pierwiastek męski". - Łatwo podejmuję decyzje. W domu potrafię wszystko sama naprawić. Bardzo intensywnie pracuję i nigdy sobie nie odpuszczam.

Ojciec był dla niej zawsze najbliższą osobą, starała się nie przysparzać mu dodatkowych problemów, dobrze się uczyła, nie buntowała się. - Do czasu, gdy rozstał się z moją pierwszą "macoszką". Wtedy coś we mnie pękło, zacięłam się, miałam do niego pretensje. Przez rok nie rozmawialiśmy - wspomina.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje