Jacek Bilczyński: Gwiazda "z właściwościami"

Trenuje najbardziej znanych Polaków, uczy, jak być fit, gości stale w programach telewizyjnych. Sprzedał już ponad 50 tys. egzemplarzy książki "FIT jest sexy!", a kilka tygodni temu został redaktorem naczelnym magazynu "LifestyleCoach". Synonim "zdrowego stylu życia", Jacek Bilczyński, po raz drugi zgodził się pojawić w EksMagazynie.

EksMagazyn: Jak to jest po raz drugi zdobić okładkę najseksowniejszego magazynu w Polsce?

Reklama

Jacek Bilczyński: - To ogromna przyjemność i duże wyróżnienie znaleźć się po raz kolejny w doborowym gronie facetów, na których kobiety patrzą z uśmiechem na twarzy. Jest to też moment, w którym mogę się na chwilę zatrzymać i spojrzeć za siebie, pomyśleć, ile wydarzyło się w moim życiu od czasu naszej poprzedniej sesji. Po poprzedniej sesji usłyszałem wiele ciepłych słów, mam nadzieję, że to wydanie również sprosta oczekiwaniom czytelniczek damskiego Playboy’a

Ostatnie dwa lata twojej kariery to mnóstwo projektów, nowych wyzwań, kolejnych pomysłów i rosnąca popularność. Jak odnajdujesz się w tym "medialnym zamieszaniu"?

- Na początku była to zupełnie nowa sytuacja, teraz mam spory dystans do wielu spraw. Nauczyłem się zawodowej swobody. Cieszę się z sukcesów i wyciągam wnioski z porażek. Uważam, że tak jest z całym życiem - nowe sytuacje zawsze rodzą niecodzienne emocje, a po pewnym czasie okazuje się, że "nie taki diabeł straszny, jak go malują". Ważne, by pozostać sobą i mieć swój mały, nienaruszalny kodeks codzienności, który skutecznie rozgraniczy to, co zawodowe od tego, co prywatne.

- Czasem odnoszę wrażenie, że całe to zamieszanie zmieniło ludzi z mojego otoczenia, nie mnie, że teraz patrzą na mnie, jak na obcego człowieka z gazety czy telewizji, a nie na Jacka, którego znają od dawna.

 Jesteś często porównywany do Ewy Chodakowskiej, ale - wbrew temu, co kreują media - nie jesteś "trenerem tylko dla facetów"?

- Staram się nie skupiać tylko na treningu. Moim celem jest pokazywanie nowego stylu życia. Wszystkiego, z czym spotykamy się każdego dnia. Żywienie, wysiłek, różnorodne formy relaksu i spędzania wolnego czasu. Takie przekrojowe spojrzenie na codzienność, tyle że w wydaniu bardziej fit.

- Chcę pokazać ludziom, że mogą czuć się lepiej, wyglądać lepiej i cieszyć się lepszym zdrowiem, ale nie za sprawą drakońskich wysiłków, tylko codziennych nawyków, które nie wykluczają solidnej dawki przyjemności. To, o czym mówię, ma uniwersalny charakter, nie jest skierowane jedynie do mężczyzn czy też kobiet.

Nad kim łatwiej zapanować podczas diety i treningu? Nad płcią piękną czy tą brzydszą?
- Myślę, że nie chodzi o panowanie. To słowo jest zabarwione dyktatorskimi praktykami. Ja nie stawiam warunków, raczej wskazuję najskuteczniejszą drogę do obranego celu. Trudno jednoznacznie powiedzieć, kto lepiej sobie z tym radzi. Potrzeba tu pewnej dozy zaufania, samodyscypliny i cierpliwości, a to raczej cecha charakteru i trudno klasyfikować ją w kategoriach płci.
- Najlepiej pracuje się z ludźmi, którzy dokładnie wiedzą, czego chcą od życia, mają wysokie wymagania i nie boją się sięgać po marzenia, nawet te najwyższych lotów.

Twoją książkę "FIT jest sexy!" kupiło już ponad 50 tys. Polaków. Setki osób dziennie śledzą twoje porady na FB. Czujesz się gwiazdą?

- Istnieje ogromna różnica między rozpoznawalnością i byciem gwiazdą. Można rozdawać autografy, pojawiać się telewizji czy prasie, uczestniczyć w życiu towarzyskim ludzi ze świecznika show-biznesu, odnosić medialne sukcesy, ale to wciąż tylko rozpoznawalność. Na miano gwiazdy pracuje się latami, tego rodzaju etykietkę powinno przypisywać się tylko nielicznym, którzy swoim życiem zasłużyli na to by ich zapamiętano na długie lata.

Dziś świat kreowany przez media lifestylowe i plotkarskie to świat "gwiazd" bez właściwości. Ty unikasz tego typu "promocji", stawiając, jak podkreślasz w wywiadach, na merytoryczną część tego, co masz do przekazania. Myślisz, że to rzeczywiście działa?

- Media lubią kontrowersje i skandale. To swego rodzaju bezpłciowy produkt, który rządzi się jednym prawem: “Nieważne, co mówią, ważne by mówili". To krótka droga "na skróty". Nie ma w tym nic złego, są ludzie, którzy takiego właśnie przekazu oczekują, więc media im to zapewniają. Miejsce jednej "gwiazdy" zajmują trzy następne.

- Ale istnieją również ludzie, którzy oczekują czegoś więcej, jakiejś konkretnej właściwości, która będzie definiowała osobę - dobre aktorstwo, dobry wokal, autorytet. Te właściwości są dużo trwalsze i budują szacunek, którego nie da się kupić jednorazowym skandalem.

Zdradzisz nam swoje zawodowe plany na najbliższe miesiące?

- Nowy ogólnopolski magazyn, kilka cyklów wideo, a w przyszłym roku, chyba mogę powiedzieć, program telewizyjny, jakiego w Polsce jeszcze nie było.

Jakieś szczegóły?

- Niestety, żeby nie zapeszyć, na razie nie wolno mi niczego więcej zdradzić (śmiech).

Gdybyś chciał zmotywować czytelniczki EksMagazynu do zdrowego trybu życia, jakiego użyłbyś zaklęcia?

- Magię staram się uprawiać patrząc prosto w oczy i tylko w wyjątkowych sytuacjach... Myślę, że tego rodzaju zachęta nie wymaga uciekania się do kuglarskich sztuczek.

- Smakowanie, nowej fit-codzienności to wspaniała inwestycja w siebie i może okazać się wyjątkowo uzależniającą przygodą. Kobieta ubrana w zdrowy styl życia emanuje energią, pasją i pewnością siebie, a to wszak kwintesencja kobiecości w najbardziej zmysłowym i seksownym wydaniu.

Rozmawiała: Ela Prochowicz

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.
Dowiedz się więcej na temat: Jacek Bilczyński | fot. Olivia A. Davis

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje