K-beauty - pielęgnacji uczmy się od Koreanek

Koreański rytuał piękna to pozorny minimalizm. Składająca się z kilku etapów pielęgnacja zyskuje coraz większą popularność na świecie, równocześnie na półkach perfumerii tworzy się nowa gałąź zwana "K-beauty".

Młodzieńczy wygląd i nieskazitelna cera, to zdecydowany atrybut Koreanek, który zawdzięczają nie tylko diecie, stylowi życia, ale również skrupulatnej, codziennej pielęgnacji.

Reklama

- Ten trend ma swoje źródła w tradycji - Koreanki z pokolenia na pokolenie przekazują sobie wiedzę na temat tego, jak dbać o urodę. Dla nas to jest swego rodzaju nowinka, dla nich wielowiekowa tradycja. Myślę, że kobiety zapomniały o podstawie, czyli pielęgnacji, chętniej oddając się bardziej inwazyjnym zabiegom - wyjaśnia Isabelle Garcia-Palayo.

Jak podkreśla Garcia-Palayo, to odmienne podejście do pielęgnacji Koreanek wynika ze sposobu myślenia na temat młodzieńczego wyglądu - którego przejawem nie jest brak zmarszczek, a piękna, promienna, zdrowa cera.

 - Zdrowa skóra - to synonim młodości. Koreanki bardzo dbają o ochronę przeciwsłoneczną, zatem ich skóra jest nieskalana żadnymi przebarwieniami, jest porcelanowa, nieskazitelna i świetlista. Myślę, że to podejście udziela się kobietom na całym świecie. Zdajemy sobie sprawę z różnych zagrożeń, na jakie wystawiona jest nasza skóra - zanieczyszczone powietrze, promieniowanie UV. Zatem panie chętniej chronią i pielęgnują swoją skórę - dodaje.

Niewątpliwie początku pielęgnacyjnego przebudzenia należy również szukać w zmieniających się trendach w makijażu, które coraz wyraźniej stawiają na świetlistą zdrową cerę, a lekki podkład ma jedynie maskować pewne drobne niedoskonałości, a nie stanowić maskę skrywającą naturalność.

- Do tej pory w makijażu nosiliśmy mocno kryjące podkłady, warstwy, które kryły niedoskonałości. Od kilku sezonów, można zauważyć odmienny trend, bardzo naturalnej, świetlistej cery. Trend, który wyszedł sześć sezonów wstecz, czyli tzw. efekt glow, z minimalnym użyciem podkładu, spowodował, że wiele kobiet wpadło w panikę, że struktura ich skóry nie jest idealna, że muszą zadbać właśnie o pielęgnację, a nie o to, żeby mieć pod ręką świetnie kryjący podkład - podkreśla Sergiusz Osmański, dyrektor artystyczny i PR Sephora Polska.

Jak podkreśla Osmański, popularność trendu K-beauty, wynika z pewnej rosnącej świadomości Europejek, które nagle, oprócz ogromnej fascynacji makijażem, odkryły, że to pielęgnacja, odgrywa ogromną rolę. I tak półki perfumerii powoli wypełniają różnorodne produkty, które składają się na nasze domowe mini spa.

- Myślę, że kobiety chcą i mają czas na to, aby dbać o siebie tak jak czynią to Koreanki, dlatego też taka fascynacja tym trendem. A mówiąc o tego typu dbałości o urodę należy mieć na względzie siedem czy dziesięć etapów pielęgnacji krok po kroku. W tej chwili bardzo rozrasta się ta przysłowiowa półka, na której nie znajdziemy już tylko podstawowych produktów jak mleczko, tonik, dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Zaczynamy skupiać się na odpowiednim serum, bazie pielęgnacyjnej, mgiełkach nawilżających, maskach. I nagle okazuje się, że te przysłowiowe 15 minut przygotowania cery przed snem rozrasta się do 35 minut, a nawet godziny - wyjaśnia Osmański.

Jak zatem wygląda Koreański rytuał piękna? "Najpierw w trzech, a nawet czterech etapach oczyszczamy skórę, następnie nakładamy serum, później nakładamy maskę. To bardzo ciekawe, bo wspomniane maski, o różnorodnych właściwościach, to obowiązkowy, niemal codzienny element pielęgnacji skóry Koreanek. Na końcu nakładamy krem. Kobiety poświęcają na pielęgnację godzinę rano i wieczorem - a są zapracowane tak samo jak my. Zresztą nie bez kozery mówi się, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko leniwe" - wyjaśnia Isabelle Garcia-Palayo.



Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje