Kosmetyka i medycyna

Znamy już spa miejskie, egzotyczne i ekologiczne. Pora na nowy kierunek zwiedzania: spa medyczne.

Można w nim zrobić odmładzający piling, wyleczyć trądzik, a potem kontynuować pielęgnację np. podczas relaksującego masażu twarzy. Wszystko pod kontrolą dermatologa i kosmetyczki. Ten duet przypomina policjantów z filmu kryminalnego. Jeden miły, drugi już nie tak bardzo, ale tylko razem są superskuteczni.

Reklama

Chodzę do dermatologa, bo chcę dobrze wyglądać

Tych wizyt nie zaliczam do kategorii przyjemnych - likwidowanie przebarwień pilingiem piecze, a odmładzanie skóry laserem boli. Ale wiem, że to wszystko warto przetrwać. Gdy za dwa, trzy tygodnie popatrzę w lustro na rozjaśnioną skórę i wygładzone zmarszczki, już nie będę pamiętać o niemiłym zabiegu. Jednak czasem chciałabym zapomnieć o nim szybciej. Dlatego parę dni po seansie upiększającym u dermatologa chodzę do kosmetyczki na zabieg relaksująco-pielęgnacyjny. Teraz będzie mi łatwiej, bo już chwilę po upiększaniu u lekarza odprężę się u kosmetyczki przyjmującej w gabinecie obok. Gdzie to wszystko? W medispa.

Udane połączenie

Gdy kilka lat temu pisałam o spa, powstawały właśnie pierwsze salony typu medi. Były to właściwie małe kliniki chirurgii plastycznej położone kilka kilometrów za miastem. Jechało się tam na lifting, liposukcję, powiększanie biustu albo na inwazyjne kuracje dermatologiczne, np. dermabrazję. Pacjentki na miejscu korzystały z zabiegów kosmetycznych, które miały przygotować ich skórę do operacji. A tuż po niej mogły umilać sobie rekonwalescencję, np. chodząc na masaże.

Później nastąpiła zmiana. I pod szyldem medispa powstawały nowoczesne ośrodki rehabilitacyjne albo sanatoryjne wyspecjalizowane w leczeniu problemów ortopedycznych czy chorób przewlekłych, np. cukrzycy. Zabiegi dermatologiczne i kosmetyczne były tam tylko dodatkiem, po prostu jedną ze świadczonych usług.

Obie hybrydy niewiele miały wspólnego z tym, co na świecie rozumiano pod pojęciem medispa. - Sam pomysł powstał w Stanach Zjednoczonych, chodziło o to, by w jednym salonie przyjmowali i dermatolodzy, i kosmetyczki - mówi dr Monika Kuźmińska z Medi-Spa w Warszawie.

- A to dlatego, że amerykańskie kosmetyczki mogą wykonywać mniej zabiegów niż polskie. Np. nie zamykają naczynek i nie robią głębszych pilingów. Bo prawo zabrania im samodzielnego przeprowadzania zabiegów naruszających naskórek. Mogą je robić tylko pod nadzorem lekarza. W medispa taka kontrola jest zapewniona. Od niedawna również w Polsce powstają tego typu ośrodki. Wreszcie medispa zaczyna u nas oznaczać to, co na całym świecie.

Pielęgnacja kontrolowana

Wizyta w medispa powinna zaczynać się od konsultacji u dermatologa. Lekarz wypyta nie tylko o skórę, również o przebyte choroby, uczulenia, stan zdrowia krewnych. Potem przyjrzy się dokładnie naskórkowi, zbada znamiona, pieprzyki. Dopiero wtedy orzeknie, co może poprawić, i opowie, w jaki sposób. Część zaleconych zabiegów wykona dermatolog, część pracująca w tym samym medispa kosmetyczka. Dlaczego nie mogę pójść do swojej zaprzyjaźnionej, na osiedlu?

- Chcę mieć pełną kontrolę nad tym, co się dzieje ze skórą pacjentki - wyjaśnia dr Marzena Lorkowska-Precht z medispa Artismed w Warszawie.

- Przez cały czas trwania kuracji zajmuje się nią jeden dermatolog i jedna kosmetyczka. Czy to takie ważne?

- Wielokrotnie zdarzało mi się, że pacjentka po zabiegu medycznym, np. głębokim pilingu, szła do przypadkowej kosmetyczki, żeby się zrelaksować, i wracała do mnie z podrażnioną cerą - mówi dr Ewa Chlebus z medispa Nova Derm w Warszawie. Albo kosmetyczka nie zapytała, czy klientka przechodziła niedawno kurację dermatologiczną, albo nie wiedziała, że nie wolno po niej robić niektórych zabiegów. A powinna pytać i wiedzieć.

Dowiedz się więcej na temat: wizyta | preparaty | zabiegi | lekarz | Warszawa | dermatolog | kosmetyka | medycyna | spa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje