Nikt nie jest doskonały

Możesz spędzić całe życie, próbując upodobnić się do modelki, ale większość z nas nigdy nie będzie drugą Claudią Schiffer. Nie porównujmy się z gwiazdami. Chociaż aktorki zapewniają, że ich atrakcyjny wygląd jest zasługą genów i diety, to zwykle nieprawda, mówi Wendy Lewis, ekspertka odmładzania.

Nie jest lekarzem, ale o liftingach, pilingach, wypełniaczach i kremach wie wszystko. Od jedenastu lat Wendy Lewis, nowojorska konsultantka ds. wizerunku, doradza klientom z całego świata, co zrobić, gdzie i za ile, by wyglądać młodziej. Dziennikarze mówią o niej "knife coach" (trener od skalpela). Szlify zdobywała w dwóch nowojorskich klinikach chirurgii plastycznej, którymi zarządzała przez dwanaście lat. Teraz jako niezależny ekspert pisze książki, występuje w telewizji, a ostatnio była konsultantem firmy Procter&Gamble przy wprowadzaniu serii kosmetyków Regenerist Olay.

Reklama

Ilu osobom doradzała już Pani w sprawie odmładzania i pielęgnacji?

Wendy Lewis: Nie wiem. Pewnie już tysiącom. W moich biurach w Nowym Jorku i 

Londynie przyjmuję ludzi z całego świata. Doradzam też czasem w miastach, do których przylatuję na konferencje. Konsultuję również przez telefon. Klient przysyła mi dobrej jakości cyfrowe zdjęcia, a potem umawiamy się na rozmowę albo kontakt e-mailowy. Wkrótce będę używała kamery internetowej. Tak jest dużo szybciej i łatwiej, ludzie nie mają ani czasu, ani pieniędzy, żeby latać do Nowego Jorku na jedno spotkanie ze mną.

Po co kobietom konsultantka odmładzania? Nie lepiej polegać na opinii lekarza?

Jestem niezależna. Nie mam żadnych powiązań z lekarzami, klinikami ani firmami kosmetycznymi. Polecam preparaty, zabiegi i specjalistów. Wyłącznie takich, którzy moim zdaniem są dla danej kobiety najlepsi. Kiedy zaczynałam pracę dwadzieścia lat temu, ta branża wyglądała zupełnie inaczej. Było mniej chirurgów plastycznych, znano tylko jeden sposób wykonywania liftingu twarzy, jedną technikę korekcji powiek. Klienci też byli nieliczni, zwykle bogaci i sławni. Nie zastanawiali się długo nad zabiegiem, bo wybór mieli niewielki. Albo kupowali kremy, albo robili lifting. Nie istniało nic pomiędzy. Dziś jest botoks, wypełniacze, lasery, dermabrazja, pilingi, ultradźwięki, mnóstwo kosmetyków.

Poza tym odmładzanie nie ogranicza się już tylko do twarzy: wypełniacze używane są także przy zmianie kształtu biustu, pilingi do wygładzania dekoltu i dłoni, fale wysokiej częstotliwości do ujędrniania brzucha po porodzie. Ludzie nie wiedzą, co wybrać, zwłaszcza że producenci często składają obietnice na wyrost. Zmienili się też specjaliści. Dziesięć lat temu większość lekarzy odmawiała wykonania zabiegu, jeśli uważali, że pacjentka go nie potrzebuje. A dziś presja rynku jest tak wielka, że się zgadzają. Jedna z moich klientek, atrakcyjna trzydziestolatka, uparła się chodzić raz w miesiącu na thermage, czyli ujędrnianie skóry falami radiowymi.

Dowiedz się więcej na temat: diety | oczy | implanty | USA | zabiegi | Piersi | zmarszczki | botoks | wygląd | lifting

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje