Ona znowu się odchudza...

Przespałyśmy wakacje, jako najlepszy monet do pozbycia się kilku zbędnych kilogramów. Ale nic straconego. Wszak każda pora roku może być właśnie tą, która pozwoli nam osiągnąć wymarzoną linię. I wreszcie On dostrzeże nasze boskie kształty.

Właśnie, czy dostrzeże? Odchudzanie to pasmo wyrzeczeń. Odmawiamy sobie ulubionych smakołyków. Katujemy się wyszukanymi ćwiczeniami gimnastycznymi. Co tydzień sięgamy po metr krawiecki, stajemy na wadze, przeglądamy się w lustrze. Efekty aż nadto widoczne. Ale nie dla niego. "Kochanie, i jak"? - zadajemy sakramentalne pytanie, prezentując się ukochanemu mężczyźnie w stroju do aerobiku. "Co, i jak?" - słyszymy w odpowiedzi. Można się załamać.

Reklama

Misterny plan

Spróbujmy więc może inaczej. Przygotujmy plan naszej Wielkiej Wojny o Utratę Kilogramów i Centymetrów. Zaplanujmy dzień po dniu, danie po daniu, ćwiczenie po ćwiczeniu. Rozpiszmy to (nie żartuję!) jak scenariusz filmu akcji. Usiądźmy razem i pokażmy mu ten plan (wszak on uwielbia filmy akcji). Zapytajmy: "Kochanie, co o tym sądzisz. Czy mi się uda?" Nie zrażajmy się zdawkowymi odpowiedziami ("Przecież świetnie wyglądasz") tylko powoli, cierpliwie... wciągnijmy Go do naszego planu. On też nie jest typem Apolla. Może tego nie zauważa, może jest zbyt leniwy, by to zmienić. Początki z pewnością nie będą należeć do najłatwiejszych. Zmiana zawartości lodówki, perspektywa wspólnego biegania mogą wprowadzić pewną nerwowość w Wasze życie. Ale gdy przyjdą pierwsze widoczne cielesne efekty (a przyjdą z pewnością), gdy pościg za odjeżdżającym tramwajem nie będzie już walką o każdy oddech - wszystko się zmieni. I oczywiście nie raz usłyszysz jak ON to wszystko genialnie wymyślił, jak ZMOTYWOWAŁ Cię do walki z własną słabością. Nic to! Cel uświęca środki.

Z zaciśniętymi zębami

Może się jednak okazać, że nasz partner jest wyjątkowo oporny i misterny plan rozsypie się jak domek z kart już po jego przedstawieniu. Powiedzmy sobie - trudno. Nie zważajmy na uwagi dotyczące codziennego menu, ciągłe wymówki ("Znowu wychodzisz machać nogami?"). Wszak odchudzamy się głównie DLA SIEBIE. A gdy po jakimś czasie będziecie razem gonić odjeżdżający tramwaj, On zostanie na przystanku, ciężko oddychając. Pomachaj mu przez okno. Może jutro zobaczysz, jak je jogurt, a wieczorem wychodzi na trening koszykówki z kolegami z liceum? Cuda się zdarzają.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje