A była taką idealną córką

Ola miała kłopoty w szkole. Sądziłam, że są przejściowe, ale sprawa wyglądała znacznie poważniej

Wróciłam ze szkolnej wywiadówki zaniepokojona. Moja siedemnastoletnia córka, dotychczas prymuska, miała bardzo złe oceny. Wychowawczyni klasy zaznaczyła, że zdarza jej się przysypiać na lekcjach. A przecież do tej pory Ola miała bardzo dobre stopnie. Od dzieciństwa marzyła o tym, żeby zostać lekarzem.

Reklama

- Wiesz, że to wymaga wiele pracy - mówiłam jej często. - Aby dostać się na medycynę, ukończyć ją i jeszcze zrobić specjalizację, trzeba wielu lat nauki. Musisz być najlepsza.

Ola to rozumiała. Nie opuszczała lekcji, uczyła się zawzięcie i brała udział w dodatkowych zajęciach z biologii. Dotychczas robiła wszystko, aby mieć jak najlepsze oceny, zależało jej na tych studiach. Skąd nagle taka zmiana? Może się zakochała?... Bardzo martwiło mnie to przysypianie na lekcjach. Przecież Ola nie wychodziła wieczorami i zawsze kładła się spać po jedenastej. Dlaczego więc była niewyspana? "A jeżeli córka jest chora?!", przeraziłam się. "Może mieć anemię... Dlaczego niczego nie zauważyłam?"  

Złościło mnie to. "Tak, to pewnie osłabienie po zimie", tłumaczyłam sobie. "Zamiast zadbać o jej dietę, złoszczę się o kilka jedynek. A Olka po prostu nie daje sobie rady z obowiązkami!" Postanowiłam z nią pomówić. Ot, tak, aby pokazać córce, że jestem z nią i razem rozwiążemy problem.

- Olu - zapukałam do drzwi jej pokoju. Szanowałam prywatność córki i nie zamierzałam pakować się do niej bez uprzedzenia. Męża trochę to irytowało. Wolałby mieć nad Olą większą kontrolę. Chciał dokładnie wiedzieć, z kim córka wychodzi i jakich ma znajomych.

- Jak zechce, i tak to ukryje - tłumaczyłam wtedy. - Zacznie  kłamać, a nam będzie przykro, gdy złapiemy ją na tym. Musimy wierzyć, że jest rozsądna.

- Jesteś tam? - zapukałam ponownie.

- Muszę się przebrać i już otwieram.

Dobiegł mnie odgłos zamykanego okna. Przebierała się przy otwartym oknie? Na litość boską, przecież była zima... Zirytowana chwyciłam za klamkę, ale drzwi musiała zamknąć na klucz.  

- Olka, otwórz drzwi, co ty wyprawiasz!? - zawołałam zdenerwowana.

- Już - w progu stanęła moja córka. Była blada i miała podkrążone oczy.

W pokoju panował przenikliwy ziąb.

- Chciałam wywietrzyć, bo źle się czuję...

Spojrzałam na nią podejrzliwie. Czy to było moje dziecko? Patrzyła na mnie nieufnie. Westchnęłam i weszłam do pokoju.

- Byłam na wywiadówce... - zaczęłam.

- Możesz mi wyjaśnić, dlaczego tak bardzo opuściłaś się w nauce?

Usiadła na tapczanie. Podkuliła nogi. Wyglądała żałośnie. Zaczęła mi tłumaczyć, że sobie nie radzi, że się stara, ale już nie wie, co robić. Nie patrzyła mi w oczy.

Powiedziałam, że zrobimy badania, bo może ma anemię.

- Nie, nie! - zareagowała gwałtownie. - Nie trzeba. To ta zima, mamo. Naprawdę. Wszystko poprawię. Kup mi tylko jakieś witaminy - poprosiła cicho.

Dałam jej miesiąc na uporządkowanie spraw w szkole i postanowiłam kupić jakiś preparat wzmacniający.

Mijały dni i robiło się coraz cieplej. Ola sporo się uczyła. Prawie codziennie wychodziła do biblioteki albo do koleżanki, z którą przygotowywały materiał na referat z biologii. Kilka razy prosiła mnieo pieniądze na jakieś potrzebne książki.

- Dwieście złotych na podręcznik?! - zaprotestował mój mąż. - Co to za książki, że tyle kosztują?

- Zagraniczne, tatusiu - zapewniła córka. - Muszę czytać opracowania po angielsku, jeśli chcę się dostać na medycynę.

Skapitulowaliśmy. A książki podobno były tak dobre, że córka pożyczyła je koleżankom, z którymi zakuwała. "Chociaż tyle dobrze, że znowu zabrała się za naukę", myślałam.

Pewnego dnia mąż stanął w drzwiach  kuchni i powiedział poirytowany:

- Chyba zgubiłem gdzieś trzysta złotych.

Dowiedz się więcej na temat: narkotyki | Z życia wzięte

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje