Kochaj mnie szeptem

Nie mogliśmy się doczekać nocy, kiedy w spokoju, bez rodziców za ścianą, będziemy się cieszyć miłością. Dlatego po wprowadzeniu się do własnej kawalerki daliśmy upust swoim uczuciom. Bo czy głośna miłość to wstyd?

Jest taki żart o młodym żonkosiu, który na pytanie: "I jak tam po ślubie?", odpowiada: "Tak samo, tylko częściej". Mnie ten dowcip jakoś nigdy nie bawił. Nie o to chodzi, że byłem prawiczkiem, bo nie byłem... Po prostu marzyło mi się, że po ślubie będzie właśnie inaczej! Znaliśmy się z Eweliną od sześciu lat. Poznaliśmy się na początku liceum. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Taka pierwsza, wielka i od razu na całe życie. Przez te wszystkie lata bycia razem powoli poznawaliśmy siebie nawzajem. Pierwsze namiętne pocałunki w pokoju Eweliny, dłonie błądzące gorączkowo pod bluzką ukochanej... Moje serce waliło wtedy jak szalone - zarówno z podniecenia, jak i ze strachu, że zaraz wejdą rodzice Eweliny i nas nakryją. Pewnie dlatego, przez ten lęk, nasze "randki" były urocze, ale na... pół gwizdka.

Reklama

Kochaliśmy się szybko, krótko i gorąco. Marzyłem tylko, że jak kiedyś zamieszkamy razem, że jak się pobierzemy, to nie będziemy mogli się sobą nacieszyć. Bo to, że weźmiemy kiedyś ślub, wiedzieliśmy od początku. Owo "kiedyś" nastąpiło po czwartym roku studiów. Udało mi się zatrudnić na pół etatu w kancelarii adwokackiej, Ewelina miała wysokie stypendium naukowe, chcieliśmy się usamodzielnić, żyć na własny rachunek. Nie planowaliśmy wystawnego ślubu ani hucznego wesela. Zorganizowaliśmy skromne przyjęcie dla rodziny i przyjaciół.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze chcieliśmy przeznaczyć na urządzenie kawalerki, którą w prezencie ślubnym kupili nam rodzice. Wprowadziliśmy się do niej dzień po ślubie. Od razu zaplanowaliśmy sobie taką spóźnioną noc poślubną. My sami. Bez rodziców za ścianą. Do kawalerki wtaszczyliśmy dwa wielkie plecaki i butelkę taniego szampana. Wypiliśmy go, półleżąc na rozłożonym na podłodze materacu - tylko tyle mebli mieliśmy na początku. Patrzyliśmy na puste ściany, gołą podłogę. Żeby było przytulniej, zawiesiliśmy w oknie firankę... Teraz wydymała się nad naszymi głowami, ruszana podmuchami wiatru wiejącego zza uchylonego okna.

- Ale tutaj będzie pięknie... - powiedziała Ewelina.

- Kiedyś - dodałem ze śmiechem.

- Yhm - rozmarzyła się moja żona.

- Ale wiesz, ja już dziś jestem strasznie szczęśliwa - wyznała. Objąłem ją i pocałowałem w czoło. Zapadła cisza. I jakieś dziwne napięcie. Byliśmy sami, nikt nam nie przeszkadzał, tymczasem czuliśmy się dziwnie skrępowani... Gładziłem dłonią głowę Eweliny, wdychałem zapach jej włosów. Jej piersi przyjemnie drażniły mój tors. Czułem narastające podniecenie, a mimo to, kurczę, nie miałem odwagi!

- Kocham cię! - wyznałem nagle. - Bardziej niż kiedykolwiek!

Żona bez słowa pocałowała mnie w usta. Nagle cale wcześniejsze napięcie gdzieś znikło. Poddałem się urokowi chwili. Przygryzałem delikatnie wargi Eweliny, mój język wędrował w poszukiwaniu jej języka. Przestaliśmy się całować. Zacząłem pieścić jej szyję. Niezdarnie rozpinałem guziki jej bluzki.

- Chodź, pomogę ci - śmiała się Ewa.

- Nie, ja sam - zaprotestowałem i nieoczekiwanie dla samego siebie szarpnąłem za poły bluzki. Perłowe kulki rozsypały się po podłodze.

- Och, podobasz mi się taki... ostry!

Wyznanie żony dodało mi skrzydeł. Nagle zapragnąłem mieć ją całą. Zdjąłem z niej biustonosz, nachylając się nad sterczącymi brodawkami. Kiedy ująłem je wargami, z ust Eweliny wydobył się cichy jęk. Nasilał się, im bardziej drażniłem te słodkie kuleczki.

- Aaach! - usłyszałem cichy krzyk tuż nad swoim uchem i, nie powiem, podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Dotąd nigdy nie mogliśmy sobie pozwolić na głośne reakcje podczas seksu. Przecież za ścianą zawsze ktoś był! A teraz, kiedy zostaliśmy sami, w swoim własnym mieszkaniu, mogliśmy robić wszystko. No i robiliśmy.

- Och! Ech! - Ewelina krzyczała, kiedy zagłębiałem się w jej pulsujące, gorące wnętrze.

- Tak, tak! Jeszcze... Oooch! Wooojtek! Mocniej! Mocniej! - te okrzyki ekstazy sprawiały, że starałem się jeszcze bardziej. Kiedy nadszedł orgazm, krzyczałem równie głośno. Takie totalne nieskrępowanie okazało się niesamowite!

- Byłeś boski - mruknęła po wszystkim Ewelina.

- Byłeś? - zdziwiłem się. - Moja droga, ja jeszcze nie skończyłem! - zapewniłem żonę i zanurkowałem między jej udami. Po chwili z jej ust wydobyły się kolejne krzyki o różnym natężeniu. Tamtej nocy kochaliśmy się kilka razy. Daliśmy upust całej swojej młodzieńczej miłości. Nasze okrzyki do czwartej rano odbijały się od pustych ścian kawalerki. Na następny dzień zaplanowaliśmy słodkie lenistwo. Koło południa wyszliśmy na zakupy do osiedlowego sklepu. Kupiliśmy też paczkę kawy, którą chcieliśmy wręczyć sąsiadom z piętra. Bo postanowiliśmy się z nimi zapoznać - ot, tak na dobry początek wspólnego mieszkania. Po powrocie do bloku zapukaliśmy do ich drzwi. Otworzyła je miła starsza pani.

- Dzień dobry - uśmiechnąłem się. - Jesteśmy państwa nowymi sąsiadami zza ściany... - zacząłem.

- A witam, witam... - przerwała mi z entuzjazmem, odwróciła się i krzyknęła w głąb mieszkania: - Władziu,  pan Wojtek z żoną przyszli!", oznajmiła mężowi. "Skąd ona znała moje imię?", zdziwiłem się

- Czasem nawet słychać, o czym rozmawia się podczas posiłku, więc lepiej zamykać okna. Na noc również - doradziła sąsiadka.

- Zapamiętamy! - pojąłem aluzję.

- A teraz już chyba pójdziemy - Ewelina podniosła się z miejsca. Kiedy zamknęliśmy za sobą drzwi naszego mieszkania, zacząłem się śmiać.

- I co w tym takiego śmiesznego? - zdenerwowała się Ewa.

- Śmieją się z nas...

- Śmieją? - powtórzyłem. - Jestem pewien, że nam zazdroszczą!

- I co teraz? Powrót do cichego seksu? - spytała Ewelina.

- Ja tam mogę cię kochać nawet szeptem, ale od czasu do czasu chyba możemy sobie... zaszaleć. Przecież miłość to nic strasznego - uśmiechnąłem się do żony. A potem zademonstrowałem jej, jak wygląda miłość szeptem...

Wojciech

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Dowiedz się więcej na temat: seks | krzyk | sąsiedzi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje