Miał dwa latka, gdy mi go zabrali...

Przez wiele lat byłam głupia, potwornie głupia! I mogłabym powiedzieć, że zło, które się wydarzyło w moim życiu, jakoś mi się należało. Nie mogę jednak znieść myśli, że dotknęło mojego syna!

Moi rodzice nie poświęcali mi wiele czasu i uwagi. Interesowało ich tylko robienie pieniędzy. Ojciec wraz z matką mieli firmę budowlaną, zarabiali niezłe pieniądze, ale chyba nie byli szczęśliwi. Pracowali od świtu do nocy, a po pracy, zamiast cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem, kłócili się ze sobą. Nieraz sąsiedzi słyszeli, jak z naszego domu dochodziły wrzaski i wyzwiska. Najdziwniejsze było to, że darli koty o pieniądze, jakby im było ich mało. Zaglądali też do kieliszka, ale robili to tylko w domu, więc nikt nie wiedział, że często zdarzało mi się kłaść ich pijanych do łóżek. Niejedna koleżanka zazdrościła mi, że mieszkam w willi i mam kupę forsy, a ja za jedno normalne popołudnie z kochającymi rodzicami oddałabym to wszystko bez namysłu. Ale tak myślałam tylko w czasach mojego dzieciństwa, bo potem, to już było mi wszystko jedno.

Reklama

Życie rodziców kręciło się wokół szmalu. Nie rozumieli, że mogą istnieć jakieś ważniejsze sprawy. Zdarzało się, że kiedy wieczorem chciałam pobyć z mamą, ojciec wyjmował z portfela banknot, wręczał mi go i prosił, żebym zajęła się sobą w swoim pokoju.

- Nie zawracaj nam głowy, maleńka - odpowiadał, kiedy próbowałam opowiedzieć coś o szkole, koleżankach czy o stopniach. - Widzisz, że z matką jesteśmy zmęczeni, a musimy jeszcze popracować...

Wszystko i tak kończyło się kłótniami i piciem. W końcu któregoś dnia matka spakowała swoje rzeczy i odeszła. Nie wiem dokąd i z kim. Nawet się ze mną nie pożegnała.

To wtedy przestałam się oglądać na dom rodzinny i rodziców. Skończyłam siedemnaście lat, miałam swoje towarzystwo i nagle zaczęły mnie interesować kwoty, które dostawałam od ojca - a potrzebowałam ich coraz więcej. Częściej niż zwykle wyciągałam ręce po pieniądze i nawet nie zauważyłam, że ojciec powoli zaczął się staczać. Wcześniej kłócił się z matką, ale kiedy jej zabrakło, przestał się czymkolwiek interesować. Zaniedbał interesy i pił na umór. Któregoś dnia jego serce nie wytrzymało takiego trybu życia, dostał zawału i zmarł. Zostałam sama. Bez planów na przyszłość, bez opieki. Nie wiedziałam, co zrobić z dorobkiem rodziców, bo potrafiłam się tylko bawić i rozpuszczać pieniądze. To był początek mojego końca.

Skończyłam liceum, ale do matury już nie podeszłam. Uważałam, że nie ma to sensu. Miałam osiemnaście lat i nikt nie mógł się wtrącać do moich spraw. Sprzedałam firmę rodziców za połowę jej wartości, a kasa ze sprzedaży szybko się rozeszła i zostałam z pustym kontem. Byłam przyzwyczajona do rozrzutnego życia, a tu nagle okazało się, że nie mam nawet na zapłacenie rachunku za prąd. Potrzebowałam pieniędzy, dużo pieniędzy, bo nie zamierzałam rezygnować z dotychczasowych przyjemności. Nawet przez myśl mi nie przeszło, pójść do jakiejś uczciwej pracy, za to przyszło mi do głowy coś innego...

Wiedziałam, że w hotelach można trafić na "sponsora". Im lepszy hotel, tym bogatszy sponsor. Zdobyłam paru, gdy zaczęłam kręcić się tam wieczorami. Przesiadywałam w barze, sączyłam drinki. Towarzyszyłam bogatym facetom i znów miałam pieniądze. Nie zastanawiałam się, co robię, ani ku czemu to prowadzi. Byłam młoda i z arogancją wszystkich młodych ludzi wierzyłam, że moja młodość nigdy się nie skończy. Przechodziłam z rąk do rąk bogaczy, a alkohol i narkotyki stały się moim znieczuleniem. I nagle stało się coś, czego nigdy nie planowałam. Okazało się, że jestem w ciąży. To był dla mnie szok, bo przecież się zabezpieczałam. Mój przyjaciel, a ojciec dziecka, nie chciał o niczym słyszeć.

- A co mnie to obchodzi?! - zawołał, kiedy mu o tym powiedziałam. - Idź do tego, kto ci to zrobił! - krzyknął.

- Ty jesteś ojcem, nie byłam z nikim innym od dwóch miesięcy! - wykrzyczałam.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje