Mów, kim jest ta dziewczyna

Od jakiegoś czasu czułam, że mój mąż mnie zaniedbuje. Jacek był dobrym człowiekiem i liczył się zawsze z moim zdaniem. Cudownie czułam się w jego ramionach, był taki łagodny, wyrozumiały i wyczuwał wszystkie moje nastroje. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa i bardzo mnie kochał.

Dlatego też wyjątkowo się zdziwiłam, gdy od jakiegoś czasu zaczął wieczorami znikać z domu - nigdy przedtem tego nie robił. Zdarzało mu się też późno wracać z pracy. Wtedy wymówką była jakaś dodatkowa robota "na wczoraj". Na początku tylko z lekkim niepokojem obserwowałam zmianę w jego zachowaniu, bo przecież nie miałam powodu wątpić w jego słowa. Jednak w którymś momencie zaczęłam mieć tego po prostu dosyć. Czara goryczy przelała się, gdy Jacek wyjechał beze mnie na cały weekend.

Reklama

Dostrzegałam wyraźnie, że mąż szuka czegoś poza domem, ale nic nie mogłam na to poradzić. Kolejny tydzień minął w miarę spokojnie i myślałam, że wszystko wróciło do normy. Zajęłam się własną pracą i przestałam zadręczać się zachowaniem Jacka. Niestety, mężowi weszło w zwyczaj samotne wychodzenie z domu albo późniejsze powroty z pracy. Nie wiedziałam, co się z nim dzieje i byłam coraz bardziej przygnębiona.

Kiedy pytałam, dlaczego tak się zmienił, zbywał mnie, mówiąc, że jak zwykle przesadzam. Byłam taka bezsilna. Może inna żona machnęłaby na to ręką, ale ja zaczęłam się martwić, bo instynktownie wyczuwałam, że coś jest nie tak. Sytuacja wyjaśniła się niebawem, kiedy zobaczyłam Jacka na mieście z inną kobietą. Byłam tak zaskoczona, że stanęłam jak wryta i nie mogłam się ruszyć z miejsca.

Czułam tylko, jak żołądek podchodzi mi do gardła, a serce wali jak szalone. Mąż mnie nie widział, szedł drugą stroną ulicy i był tak zajęty swoją towarzyszką, że nie dostrzegłby mnie, nawet gdybym była wielkości słonia. Spostrzegłam, że kobieta jest bardzo młoda i niezmiernie urodziwa. Ubrana z jakąś artystyczną niedbałością, ale przez to atrakcyjnie i oryginalnie.

Jej długie i proste, czarne włosy rozwiewał wiatr, a Jacek ją czule obejmował. Na pewno nie miała więcej niż dwadzieścia lat. "Co ona akurat w Jacku zobaczyła?", zastanawiałam się, gdy z trudem dowlokłam się do domu. Nie był żadnym supermanem. Zupełnie przeciętny czterdziestoletni facet, lekko łysiejący na skroniach. Szczerze mówiąc, nie pasował do takiego rajskiego ptaka, jakim wydała mi się ta niezwykła dziewczyna. Oczywiście nie brałam innej opcji pod uwagę, jak tylko taką, że byli kochankami. "To dlatego w ostatnim czasie mąż w ogóle się mną nie interesował", wnioskowałam.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje