Nie powinienem wiązać się z kobietą

Musiałam poznać prawdę i dowiedzieć się, dlaczego matka przez tyle lat ukrywała przede mną fakt, że ojciec pisał do mnie listy.

Próg szpitala przekroczyłam na trzęsących się nogach, a plik listów, które niosłam w torebce, ciążył, jakby ważył sto kilo.

Reklama

- Pani mama leży od dzisiaj na drugim piętrze - powiedziała wychodząca z dyżurki pielęgniarka.

- Coś się stało? - zaniepokoiłam się.

- Przenieśliśmy ją do jednoosobowej sali

- Dziękuję! - pokiwałam głową i zanotowałam w myślach, że trzeba się będzie zrewanżować oddziałowej. Weszłam do sali numer dwadzieścia. Mama leżała z zamkniętymi oczami. Taka maleńka, skurczona, bezbronna. Trudno mi było na nią patrzeć, gdy była w takim stanie. Pamiętałam ją jako silną, energiczną gospodynię, a teraz ta choroba odbierała jej życie. Patrząc na nią, przypomniałam sobie o listach i naraz powróciła złość. "Jak mogłaś mi to zrobić?", pomyślałam, patrząc na jej kruche ciało.

- Gosia? - mama uniosła powieki. Mówiła z trudem, próbując się do mnie uśmiechać. W tym momencie cała złość ustąpiła współczuciu, a serce aż mi się ścisnęło z żalu.

- Cześć mamo - powiedziałam. Usiadłam na skraju łóżka i dotknęłam jej przezroczystej, chłodnej dłoni.

- Jak tam? - zapytała.

- Dobrze... - odparłam. - Chyba dostaniemy z Waldkiem te pieniądze z Unii. Wczoraj byliśmy w urzędzie gminy i uzupełniliśmy brakujące dane.

- To dobrze, kochanie... Musicie rozruszać to gospodarstwo... To wasza szansa... Bardzo mi na tym zależy...

- Wiem, wiem. Nam też. Przecież to gospodarstwo, to całe twoje życie. Nie martw się, dbamy o nie. Na moment zapadła cisza. "Powinnam jej pokazać te listy, zażądać wyjaśnień", pomyślałam.

- Mamo... - zawahałam się. - Robiłam porządki i... - jakoś nie mogłam z siebie wydusić tego, o co chciałam zapytać.

- Tak? - ponagliła mnie. Poczułam, że mama mogłaby tego nie wytrzymać... Powiedziałam więc tylko:

- Nie wiem, gdzie są zdjęcia z mojej komunii.

- Powinny leżeć w dolnej szufladzie kredensu...

- A widzisz! - klepnęłam się w czoło. - Tam nie zajrzałam!

- Po co ci one?

- Chciałam Ani pokazać - wymyśliłam na poczekaniu. - Przecież już w maju będzie szła do pierwszej komunii...

- Szkoda, że tego nie dożyję - westchnęła, a po policzku spłynęła jej łza.

- Nie mów tak, proszę - nie wiedziałam, co mówić, żeby ją pocieszyć.

- Przecież to prawda - mama popatrzyła na mnie. - Nie zobaczę mojej wnuczki w białej sukience, ani w tej komunijnej, ani w tej ślubnej...

Gdy wyszłam ze szpitala, wsiadłam do samochodu i zalałam się łzami. Dopiero po jakimś czasie wyciągnęłam z torebki listy. Po raz kolejny przejrzałam każdą kopertę. Wszystkie były opatrzone tym samym adresem nadawcy. Zapaliłam silnik. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiłam załatwić sprawę jeszcze tego samego dnia, ale najpierw pojechałam do domu.

- I co z mamą? - zapytał mój mąż.

- Bez zmian. Słuchaj... Muszę jeszcze załatwić coś w Warszawie.

- W Warszawie? A co takiego?

Przez krótki moment rozważałam, czy nie powiedzieć mu prawdy, ale nie czułam się na siłach, aby tłumaczyć mu wszystko od początku.

- Mama mnie prosiła, żebym wpadła do jakiegoś jej starego znajomego. Mam coś odebrać. Nic ważnego, ale wiesz...

- Rozumiem - głos Waldka zabrzmiał poważnie. - Jedź...

Zanim wyjechałam, wyjęłam z dolnej szuflady kredensu swoje zdjęcia komunijne i wrzuciłam do torebki. Od czasu komunii minęło dwadzieścia lat, a to był chyba ostatni raz, kiedy on mnie widział. "On... mój ojciec...", myślałam. "Boże, to słowo brzmi tak dziwnie, tak obco." Wcześniej nigdy o nim nie myślałam. Nie znałam go i nie miałam pojęcia, kim jest. Przyjęłam wyjaśnienia mamy, że wkrótce po moich narodzinach zniknął i tyle. Więcej mnie nie obchodziło. Nawet go nie nienawidziłam, choć mama z całą pewnością czuła do niego żal... Ja nie myślałam o nim źle, prawdę mówiąc w ogóle o nim nie myślałam. Po co zawracać sobie głową kimś, kto odszedł, kto mnie nie chciał?... Wierzyłam, że jest mi zupełnie obojętny, do momentu, w którym znalazłam na strychu listy i przeczytałam je. Odkryłam straszną prawdę - mój ojciec do mnie pisał, a moja matka ukrywała to przede mną. Opowiadał w listach, co robi, jaka pogoda jest w Warszawie...

Niby bzdury, ale zawsze zakończone prośbą o odpowiedź i zapewnieniem, że mnie kocha i że codziennie myśli "o swojej małej córeczce". To mnie najbardziej poruszyło. Zrozumiałam, że nie jest tak, jak zawsze mi się wydawało. Miałam ojca, któremu odmówiono kontaktu ze mną. Nie mogłam pojąć, dlaczego matka postąpiła w ten sposób? Dlaczego z premedytacją pozbawiła mnie kontaktu z tym człowiekiem? Każdy z listów był zaadresowany do mnie i żaden nie był wcześniej otwierany. Wyglądało na to, że mama wyjmowała korespondencję ze skrzynki i chowała ją na strychu. "Dlaczego ich po prostu nie spaliła?", zastanawiałam się w myślach. Nie miałam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Wiedziałam jedynie, że muszę to wyjaśnić. W tym celu pędziłam szosą w stronę Warszawy... W drodze myślałam o tym mężczyźnie, który był moim ojcem. Ostatni list wysłał po mojej komunii. Jakoś się dowiedział, o uroczystości i przyjechał do kościoła, żeby zobaczyć "swoją księżniczkę". Napisał, że wyglądałam ślicznie i że żałuje, że nie mógł podejść i mnie przytulić. "Pewnie nie chciałabyś tego. Nie odpowiadasz na listy, więc nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. Żałuję, córeczko, ale rozumiem. Nie będę więc już pisał. Pamiętaj jednak, że zawsze czekam na wieści od Ciebie. I mam nadzieję, że kiedyś się odezwiesz. Zawsze będę Cię kochał. Tata", tak mi napisał w ostatnim liście...

W Warszawie znalazłam ulicę, którą ojciec podawał w adresie nadawcy na każdej z kopert. Weszłam na drugie piętro starej kamienicy i natychmiast, żeby się nie rozmyślić, nacisnęłam dzwonek. Po chwili ktoś otworzył drzwi.

- W czym mogę pomóc? - zapytał stojący w progu mężczyzna. To był on! Z całą pewnością. Poznałam po lekko skośnych, błękitnych oczach. Takich samych jak moje. Drżącą ręką sięgnęłam do torebki, wyjęłam jedno z komunijnych zdjęć i podałam mu bez słowa.

- Co to jest? - zsunął okulary na czubek nosa, żeby się przyjrzeć. Mogłam obserwować, jak zmienia się wyraz jego twarzy.

- Mój Boże, to... - urwał, żeby popatrzeć na mnie uważnie. - Gosia?

- Tak, to ja - wyszeptałam.

- Nie wierzę... - w jego głosie brzmiało wzruszenie. - Jak to, ty tutaj? - zreflektował się nagle. - Wejdź, proszę...

Gdy przekroczyłam próg, zobaczyłam, że mieszkanie było maleńkie i zagracone. Szukałam śladów czyjejś obecności, spodziewałam się, że ojciec mieszka z jakąś kobietą, ale nic takiego nie znalazłam. Usiedliśmy w kuchni. Ojciec zaparzył herbatę. Obserwowałam jego niezgrabne ruchy, trzęsące się ze zdenerwowania ręce i milczałam. Musiałam zebrać się w sobie, zanim zaczęłam.

- Przyjechałam tutaj, jak tylko znalazłam listy, które do mnie pisałeś. Mama nic mi nie mówiła, nie miałam wcześniej pojęcia, kim jesteś. Myślałam, że się mną nie interesujesz. Dlatego nie odpowiadałam. Wczoraj czytałam je po raz pierwszy w życiu. - wyrzuciłam z siebie jednym tchem. Ojciec patrząc na mnie, westchnął ciężko i powiedział:

- Tak właśnie myślałem...

- Dlaczego mama nie pokazywała mi tych listów? - zapytałam.

- Rozmawiałaś z nią dzisiaj?

- Nie, bo ona... - urwałam.

Nie byłam w stanie nic powiedzić. Rozpłakałam się. Ojciec zupełnie się tego nie spodziewał. Przez chwilę siedział w milczeniu, a potem zbliżył się do mnie i mocno mnie przytulił. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, a potem opowiedziałam mu wszystko. O mamie, która leży umierająca w szpitalu. O tym, że mam do niej ogromny żal, ale boję się z nią teraz o tym rozmawiać, bo mogłaby tego nie wytrzymać.

- Gosiu, ja... To wszystko moja wina, dziecko...

- A co takiego zrobiłeś? - zapytałam.

- Nie powinienem nigdy wiązać się z twoją mamą. Z żadną kobietą...

- Dlaczego?! - krzyknęłam.

- Bo jestem... Jestem homoseksualistą...

- Co?! Tego się nie spodziewałam...

Ojciec zaczął swoją opowieść. A ja słuchałam go najpierw z zażenowaniem, potem z bólem, na końcu ze smutkiem.

- Już jako młody chłopak zacząłem się orientować, że coś jest ze ną nie tak, ale za wszelką cenę chciałem być normalny. To były inne czasy. Moi rodzice i koledzy nigdy by mnie nie zaackeptowali. Nie miałem nikogo, komu mógłbym o tym powiedzieć, nikogo, kto by mnie zrozumiał. Postanowiłem udawać, że wszystko jest ze mną w porządku. Wtedy poznałem twoją matkę. Ona zakochała się we mnie, sam nie wiem, z jakich powodów. Doszedłem do wniosku, że to najlepsze, co mogło mnie spotkać. Piękna dziewczyna, dobra partia... Po prostu założę rodzinę i jakoś to pójdzie, zapomnę o dziwnych ciągotach. Byłem głupi, wmawiając to sobie. Później ty się pojawiłaś i pokochałem cię, jak nikogo na świecie. Niestety w małżeństwie dusiłem się, a przy tym unieszczęśliwiałem Irenę. W końcu uznałem, że nie wytrzymam tak dłużej. Wyznałem wszystko twojej matce. Myślałem, że może ona mnie zrozumie. Pomyliłem się, Irena naubliżała mi i kazała się trzymać od was z daleka.

Pomyślałam o mamie, o tym, jak musiało być jej ciężko. Ojciec upokorzył ją jako kobietę, matkę, żonę...

- Nie dziwię się, że nie chciała cię znać... - szepnęłam.

- Właśnie. To byłby skandal na całą wieś. Twoja matka nie udźwignęłaby czegoś takiego. Jej mąż pedałem! - ojciec ukrył twarz w dłoniach.

- Wiesz, mama nie otworzyła ani jednego listu. Po prostu je przede mną schowała. O na chyba chciała mi je kiedyś dać. Albo miała nadzieję, że je kiedyś sama znajdę... Przecież gdybym je spaliła, nie byłoby mnie teraz tutaj, u ciebie... Tato...

Popatrzył na mnie ze wzruszeniem. I znowu przytulił. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo brak mi ojcowskiego uścisku.

- Moja córeczka...

Kiedy wypłakaliśmy się oboje, zaczęliśmy rozmawiać. O wszystkim tym, co wydarzyło się w ciągu minionych lat. Gdy wychodziłam od ojca, czułam się radosna, wolna. Nie miałam pretensji do nikogo... Tego samego wieczoru odebrałam telefon ze szpitala. Mama straciła przytomność. Trzy dni później zmarła, więc nie zdążyłam już z nią porozmawiać o odnalezionym ojcu. Nie rozpaczałam jednak z tego powodu, bo nie potrzebowałam jej wyjaśnień. Wszystko rozumiałam i wszystkim wybaczyłam...

Małorzata D., 30 lat


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje