Nie uderzysz mnie nigdy więcej

Mąż bardzo się zmienił, odkąd zaczął pracować za granicą. Stał się innym człowiekiem.

Stefan dopił piwo i jakby nigdy nic wyszedł z pokoju. Trzasnęły drzwi, potem usłyszałam kroki na schodach...

Reklama

Leżałam koło kanapy, czując w ustach metaliczny smak krwi. O dziwo było mi wszystko jedno. Dźwięki docierały do mnie jak zza szklanej szyby. Jakbym miała uszy pełne waty... Przez tę watę słyszałam tylko szum. Czy to był krzyk, czy płacz? I czyj? Nie wiedziałam. Nie czułam już nawet bólu.

Leżałam i patrzyłam na ścianę, na kawałek oddartej tapety i pomyślałam, że przecież trzeba będzie wstać i go przykleić, bo jak to wygląda... Potem zobaczyłam małą rączkę, która próbowała podnieść moją twarz. Usłyszałam tupot nóg. Ktoś gdzieś pobiegł. Dzieci. A potem zapadła cisza i nagle ktoś przy mnie przyklęknął.

- Jezus Maria, Magda, jak ty wyglądasz?! Tomek, zadzwoń na pogotowie. I na policję! Kto ci to zrobił? Dziewczyno, słyszysz mnie? Gdzie Stefan?Sąsiadka prawie się przy mnie położyła. Popatrzyłam na nią tym jednym okiem, które nie było spuchnięte.

- Stefanowi zabrakło piwa - powiedziałam i zemdlałam.

Kiedy parę miesięcy wcześniej Stefan powiedział mi, że dostał dobrą fuchę w Holandii, ucieszyłam się. W domu się nie przelewało, a mieliśmy trójkę dzieci. Poza tym Stefan robił się nieprzyjemny, kiedy brakowało roboty albo mało płacili. Teraz jednak był wesoły jak skowronek.

Nie cieszyłam się, że mąż wyjeżdża, ale rozumiałam, że tak być musi.- Wpadnę co jakiś czas - usłyszałam.

Pierwszy miesiąc bez niego ciężko mi było przeżyć. Tęskniłam, popłakiwałam wieczorem w łóżku, które zrobiło się za duże i za zimne. Dlatego gdy mąż przyjechał obładowany prezentami, dumny z siebie, z grubym plikiem euro w portfelu, urządziłam na jego cześć przyjęcie. Było miło, do momentu, kiedy Stefan się upił. Nigdy wcześniej go takim nie widziałam.

- I co się gapisz? - zwrócił się do sąsiada, który tylko przypatrywał się jego próbom wyjścia na taras. - W mordę chcesz?

- Stefek, daj spokój! - zgorszyłam się. Popatrzył na mnie przekrwionymi oczami.

- A co, szefem moim jesteś? Zamknij się!

Zrobiło się niemiło, więc goście pożegnali się i poszli. Dzieci już spały, ale Stefan kiwał się na stołku z kolejnym piwem.

- Może już dość? - powiedziałam cierpko.

Zwykle to wystarczało, żeby poczuł się głupio i poszedł spać. Ale nie tym razem. Teraz zerwał się, chwycił mnie za włosy i dwa razy uderzył w twarz, potem pchnął na lodówkę jak szmacianą lalkę. I poszedł. Zgasił światło, jakby mnie w kuchni w ogóle nie było.

Siedziałam w szoku pod tą lodówką, niezdolna nawet do płaczu. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Nie wiem, ile to trwało, w końcu jednak jakoś się pozbierałam i poszłam do sypialni. Stefan chrapał, ułożony w poprzek łóżka. Dla mnie już nie było tam miejsca. Wyjęłam z szuflady koc i położyłam się na kanapie w salonie. Nie mogłam zasnąć. Co i rusz dotykałam ręką spuchniętego policzka. Łzy same ciekły mi po twarzy.

Rano Stefan jakby nigdy nic poszedł do łazienki. Kiedy wyszedł, stanął jak wryty na mój widok. Na twarzy miałam ogromnego siniaka. Przełknął ślinę i podszedł do mnie, ale cofnęłam się o krok.

- Madzia, ja...

- Nie dotykaj mnie! - załkałam. - Nie zbliżaj się!

- Magda, przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło - tłumaczył się Stefan. - Zawieźć cię do lekarza?

- Z czym? Z siniakiem na twarzy? - prychnęłam i odwróciłam się od niego. - Lód sobie przyłożę.

Dzieciom powiedziałam, że wpadłam na drzwi. Stefan kupił mi kwiatki i uznał sprawę za załatwioną. To duży błąd z mojej strony, że na to pozwoliłam. Ale wszystko, co mnie spotkało, było tak straszne, że chciałam o tym zapomnieć. Kiedy Stefan wyjeżdżał w niedzielny wieczór, nadstawiłam mu policzek do pocałowania.

- Do zobaczenia za dwa tygodnie! - oznajmił Stefan wesoło i uściskał dzieci.

Pomyślałam, że to, co się stało, nigdy się już nie powtórzy. Bardzo się myliłam...

Dwa tygodnie później mąż uderzył moją głową o ścianę. Dostało się też najstarszej córce, która odpyskowała mu przy obiedzie. A potem wszystko potoczyło się jak lawina...

Za każdym razem, gdy przyjeżdżał, zostawiał mi na pamiątkę zadrapania i siniaki. Bił mnie, obrażał, upijał się do nieprzytomności. Zaczęłam się go bać i nienawidzić, ale to go najwyraźniej jeszcze bardziej nakręcało. Prosiłam dzieci, żeby schodziły mu z drogi, więc bił mnie za to, że nastawiam je przeciwko niemu. Wkrótce już każde moje zachowanie było powodem do kolejnej awantury i przemocy.

- Wystarczy, że wyjadę, a ty już się puszczasz - warczał na mnie, gdy pozdrowiłam na ulicy znajomego. - Co to za laluś?

- To kolega. Ma żonę, dzieci! - tłumaczyłam zupełnie niepotrzebnie, bo Stefan i tak nie słuchał, tylko coraz mocniej szarpiąc mnie za ramię, ciągnął do domu.

Opierałam się, wymyślałam przeróżne preteksty, aby tam nie wracać, bo wiedziałam, co mnie czeka. Najpierw zjemy kolację, potem Stefan wypije parę piw i znów skończy się biciem i upokorzeniem. Nie widziałam jednak wyjścia z tej sytuacji. Z miesiąca na miesiąc utwierdzałam się w przekonaniu, że jestem nikim i nic nie mogę. To on zarabiał pieniądze na naszą rodzinę, to on decydował o tym, jak je wydamy.

Tak naprawdę żyliśmy normalnie tylko, gdy wyjeżdżał. Wtedy dom był pełen śmiechu dzieci. Gdy mój mąż wracał, na te dwa-trzy dni, w domu zapadała cisza, a dzieci siedziały w swoich pokojach.

Najstraszniejsze były jednak jego monologi. Cała drżąc, siedziałam wieczorami na skraju łóżka, bojąc się położyć spać. Z kuchni, oprócz dźwięku otwieranych puszek, dobiegało wściekłe mamrotanie Stefana: - Szef - świnia i oszust. Najchętniej bym go zastrzelił. Złodziej, oszust, świnia! Mnie oszukać? Mnie? Zabiję go, gardło mu poderżnę! Kłamca i dziwkarz jeden!

"Wydawać by się mogło, że Stefana otaczają sami źli ludzie. Czy to dlatego aż tak się zmienił?", myślałam z przerażeniem."Co się dzieje w tej Holandii?". - Pomóż mi, Boże! - modliłam się przed pójściem spać. - Pomóż mi wytrzymać! To dzieje się tylko raz w miesiącu. Muszę jakoś wytrzymać!

Bóg jednak znał lepsze rozwiązanie...

Kiedy Stefan przyjechał ostatnim razem, nie czekał nawet do wieczora na zrobienie awantury. Zaczął mi opowiadać, jak to żona jego kolegi złożyła pozew o rozwód. On tam ciężko pracował, zarabiał pieniądze, a ta baba tylko to wykorzystywała.

- Wszystkie takie jesteście, jedna w jedną - dodał z obrzydzeniem.

Nachylił się nade mną i wtedy zrozumiałam, że już był pijany. Zdjął mnie strach. Jechał tak samochodem. Mógł przecież kogoś zabić. Mógł zabić... siebie?

Tym razem bił mnie bez opamiętania. Rozciął mi wargę, dusił, kopał i cały czas przeklinał, że chcę go oszukać. Że jestem jeszcze gorsza od tamtej i że on woli dziwce zapłacić, niż się ze mną zadawać. A potem upadłam koło kanapy...

To dzieci mnie uratowały. Myślały, że nie żyję i z płaczem pobiegły do sąsiadów. Sąsiadka już od jakiegoś czasu mnie nagabywała, pytała, co słychać, ale ja wciąż odpowiadałam, że wszystko jest w porządku. Gdy zobaczyła przerażone dzieci, bez wahania przybiegła wraz z mężem. Wezwali pogotowie. Zabrało mnie do szpitala. Tam okazało się, jak jestem twarda. Miałam tylko siniaki i opuchnięte oko, ale na szczęście żadnego złamania. Jednak policja, która przyjechała zaraz potem, i tak założyła z urzędu sprawę o znęcanie się.

Wszystko potoczyło się tak szybko. Jeszcze wczoraj nie miałam znikąd pomocy, byłam bezradna, przerażona i bezsilna. A teraz przyjechali moi rodzice i zabrali mnie i dzieci do siebie. Mama ciągle płakała. Sąsiadka z sąsiadem poszli spakować nasze rzeczy. Nagle okazało się, że wokół mam mnóstwo życzliwych ludzi, że nie jestem sama.

- Jednego tylko żałuję - powiedziała sąsiadka, gdy wychodziłam ze szpitala. - Powinnam wcześniej zadzwonić na policję, zaraz gdy zauważyłam twoje siniaki. Ale ty zawsze mówiłaś, że masz delikatną skórę, że zrobiłaś je sobie w domu. Że nie ma o czym mówić. Powinnam się wtrącić!

- Nie żałuj - odpowiedziałam. - Jestem ci wdzięczna za wszystko.

Stefan przyjechał do moich rodziców skruszony, aby błagać o wybaczenie. Nie uwierzyłam mu i nie ugięłam się. Zostawiłam za sobą ponad dziesięć lat małżeństwa i marzenia o przyszłości. Na moich oczach rozpadła się rodzina, ale musiałam to zrobić. Siniaki i rany zagoiły się już, ale to, co przeszłam, na zawsze mnie zmieniło. Bicie nawet raz w miesiącu, to o jeden raz za dużo. Muszę przed takim traktowaniem chronić siebie i dzieci.

Z życia wzięte 8/2012

Dowiedz się więcej na temat: okładka | pobicie | przemoc w rodzinie | siniaki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje