Paulina to świetna dziewczyna

Paulinę poznałem dzięki mojej młodszej siostrze. Miała świetną figurę, tryskała energią i humorem. Poza tym była przedsiębiorcza: prowadziła salon kosmetyczny i solarium. Kierowanie własnym biznesem to nie bułka z masłem, więc cieszyłem się, że mam taką mądrą i zaradną dziewczynę.

To ja zacząłem nalegać, byśmy się pobrali, ale Paulina niezbyt spieszyła się do zamążpójścia.

Reklama

- Nie bądź taki w gorącej wodzie kąpany. Chodzimy ze sobą dopiero pół roku - studziła moje zapędy.

- Nie kochasz mnie - zarzucałem jej.

- Nie szantażuj mnie. Kocham cię, tylko małżeństwo to nie wyłącznie seks i przyjemności. Moi rodzice podobno bardzo się kochali, ale żyć ze sobą nie umieli. A ja nie chcę, by moje dzieci chowały się bez ojca.

- Ja będę cię kochać zawsze!

- Bardzo chciałabym, by tak było.

No i ja swoje, a ona swoje. Byłem bardzo zazdrosny i obawiałem się, że jeszcze mi ją ktoś sprzątnie sprzed nosa. Więc tak długo nagabywałem Paulinę i prosiłem, aż zgodziła się na zaręczyny i ustalenie daty ślubu. Postanowiliśmy też spędzić wspólnie urlop, a po wakacjach zamieszkać już razem.

Nie mogłem się doczekać tego wspólnego wyjazdu. Wyobrażałem sobie, że pojedziemy nad morze i będę wylegiwał się na plaży, popijając zimne piwko. Ale Paulina chciała jechać w góry, co mi zupełnie nie odpowiadało. Po całym roku harówki miałem ochotę poleniuchować, a nie skakać po górach jak koza.

- Jak się nie będziesz ruszać, to ci zacznie rosnąć brzuszek. Już chyba nawet zaczynasz tyć - przekonywała mnie Paulina.

- Dla dobrej kondycji wystarczy trochę poskakać na dyskotece - odparowałem.

- To za mało, jak się cały tydzień siedzi przy komputerze. Urlop jest po to, by nabrać sił - argumentowała.

- A ja myślałem że po to, aby odpocząć.

- Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, a już się kłócimy - odparła nadąsana.Wreszcie jednak zgodziła się na kompromis i zaproponowała, byśmy pojechali do Rimini we Włoszech. Chciałem lecieć samolotem, ale ona uparła się, by jechać autem.

- Po drodze zatrzymamy się w Pradze i Wiedniu. To takie piękne miasta!

- Ale tyle godzin w samochodzie! To strasznie męczące - oponowałem.

- Będziemy prowadzić na zmianę. Nie marudź - cmoknęła mnie w policzek.

W dniu wyjazdu trochę zaspałem, przyjechałem po Paulinę lekko spóźniony.

A ona już była gotowa i nie zapomniała o niczym. Na drogę zapakowała nawet termos z kawą i turystyczną lodówkę.

- Ta lodówka to chyba przesada - roześmiałem się.

- Miejsca mamy dosyć, a w podróży bywa różnie. Jaką jedziemy trasą?

- To żaden problem dojechać do Pragi...

- Oj, Radek, przyznaj się, że nie spojrzałeś nawet na mapę?

- Mam ją pod ręką. A trasa jest dobrze oznakowana.

Jechało nam się gładko przez kilka godzin, ale gdy już zbliżaliśmy się do granicy, natrafiliśmy na roboty drogowe i objazd. Nie mam najlepszej orientacji przestrzennej i krążąc długo po bocznych drogach, odbiliśmy od głównej trasy. Byłem wściekły, bo kończyła nam się benzyna.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje