Reklama

  •  

    Pragnę obudzić się jako mężczyzna

Przez całe życie czułam wstręt do swojego ciała. Nie chciałam być kobietą.

Zdjęcie

Próbowałam wyglądać jak dziewczyna, ale nie byłam szczęśliwa /© Panthermedia
Próbowałam wyglądać jak dziewczyna, ale nie byłam szczęśliwa
/© Panthermedia
Z okazji moich czwartych urodzin mama wystroiła mnie jak lalkę. Nie lubiłam dziewczęcych ubranek i uważałam, że dziewczynki są głupie. Wolałam biegać z chłopakami po podwórku, grać z nimi w piłkę i wspinać się na drzewa. Sama też wyglądałam jak chłopak - krótkie włosy, spodnie, "żałoba" za paznokciami. Jednak od czasu do czasu musiałam wyglądać jak dziewczynka.

Pamiętam, jak cierpiałam, gdy mama kazała mi zapuścić włosy przed pierwszą komunią. W nocy przed uroczystością wykradłam z kuchni nożyczki i obcięłam je.

- Coś ty zrobiła! - wybuchła mama, gdy zobaczyła mnie rano. Po chwili wróciła z nożyczkami.

Reklama

- Przynajmniej ci je wyrównam - oświadczyła. - A lanie dostaniesz jutro. Dziś nie wypada.

- Nienawidzę długich włosów - wycedziłam przez ściśnięte zęby. Tamtego dnia byłam jedyną dziewczynką, która pod wiankiem miała krótką fryzurkę. W przeciwieństwie do mojej mamy, wcale mnie to nie martwiło.

- Nie wiem, co ją napadło - skarżyła się ciotce.

- Nie martw się, dzieci miewają rożne pomysły - pocieszała ją ciotka. - Wyrośnie z tego.

- Poza tym wygląda uroczo z tą krótką czuprynką - stwierdziła moja babcia. Ona jako jedyna z całej rodziny akceptowała mnie taką, jaką byłam. Bardzo ją kochałam i uwielbiałam jeździć do niej na wakacje. Z biegiem lat wcale nie wyrosłam z chłopięcych upodobań. Chciałam być chłopcem i marzyłam, że pewnego ranka obudzę się jako chłopak. Ale zaczęłam dojrzewać. Rosły mi piersi, biodra stawały się okrągłe. Nienawidziłam własnego ciała. Zaczęłam się owijać bandażem elastycznym, żeby być płaska. Nie mogłam jednak zaradzić naturze. Chłopcy zaczęli patrzeć na mnie jak na odmieńca. Nawet ci, których uważałam za najlepszych kolegów, odsuwali się ode mnie. Moje rówieśniczki też nie przepadały za moim towarzystwem. Coraz częściej spędzałam czas w samotności.

Niepokoiły mnie też pewne moje reakcje: na przykład na widok ładnej dziewczyny zaczynało mi bić mocniej serce. Z przyjemnością patrzyłam na jej kształty, sposób poruszania się. "Coś ze mną jest nie tak", doszłam do wniosku. "Muszę być chora. Albo zboczona", przestraszyłam się. "I co ja mam zrobić?", czułam się bezradna.

Wtedy akurat przyszedł czas na wybór szkoły średniej. W mojej miejscowości było jedno liceum, ale uparłam się, żeby dojeżdżać do większego miasta. Wydawało mi się, że w ten sposób ucieknę od swoich problemów. Tak naprawdę chciałam zacząć nowe życie tam, gdzie nikt mnie nie znał. Postanowiłam, że spróbuję żyć jak normalna dziewczyna, chociaż napawało mnie to obrzydzeniem. Ale wolałam już to, niż brak przyjaciół i bycie traktowaną jak wybryk natury. Rodzice zgodzili się w końcu.

Nowy rok szkolny zaczęłam z wielkimi nadziejami. Starałam się być dziewczyną. Nosiłam spódnice, zapuściłam włosy i robiłam sobie makijaż. Próbowałam zaprzyjaźnić się z koleżanką z klasy, Beatą. Mimo najlepszych chęci nie traktowałam jej jak tylko przyjaciółki. Podobała mi się. Oczywiście ukrywałam to. Pewnego razu na imprezie wypiłam trochę wina. Poczułam się za bardzo wyluzowana. Zaczęłam obejmować Beatę, przytulać ją i w końcu odważyłam się ją pocałować.

- Co ty wyprawiasz?! - odepchnęła mnie. - Zwariowałaś! Lesbą jesteś czy co?!

- Wygłupiam się - odparłam zmieszana. Ale chyba mi nie uwierzyła, bo po tym wydarzeniu ona i inne dziewczyny w klasie odsunęły się ode mnie. Kto by chciał zadawać się z lesbijką? Wtedy uzmysłowiłam sobie, że może rzeczywiście jestem lesbijką. Ale chyba dzięki temu uspokoiłam się. Wiedziałam, kim w końcu jestem. A to, co sądzą o tym inni, wydawało mi się mniej ważne. Z ulgą wróciłam do męskiego sposobu ubierania się. Maturę zdałam z dobrymi wynikami i bez problemów dostałam się na politechnikę. Jeszcze przed rozpoczęciem zajęć chciałam poszukać pracy, aby finansowo odciążyć rodziców. W końcu mieli na utrzymaniu jeszcze moje trzy młodsze siostry. Ale najpierw postanowiłam sobie zrobić krótkie wakacje u babci na wsi.

- Justynko, tak się cieszę, że przyjechałaś! - kochana babunia wyściskała mnie na przywitanie. - Co tam u ciebie? A masz już chłopaka?

- Oj, babciu! - machnęłam ręką. - Daj spokój!

"Nie mogę jej przecież powiedzieć, że podobają mi się dziewczyny. Nie zrozumiałaby", pomyślałam. Poczułam się jednak jak kłamczucha. Zawsze z babcią rozumiałam się lepiej niż z rodzicami. Któregoś wieczoru nie wytrzymałam i postanowiłam powiedzieć jej o mojej tajemnicy.

- Babciu, pytałaś mnie o chłopaka - zaczęłam. - Wiesz, ja chyba nigdy nie będę go miała.

- Dlaczego? - zdziwiła się.

- Bo mnie... - zająknęłam się. - Bo mnie podobają się dziewczyny...

Artykuł pochodzi z kategorii: Z życia wzięte

Zobacz również

  • Okazja czyni kochanka

    Laura i Emil jawili mi się jako para idealna, dopóki nie zamieszkałem u nich. Wysłuchałem wtedy wielu kłótni. Żal mi było gospodyni, bo jej mąż okazał się draniem. więcej

  • Wasze komentarze

  • Oceń tekst

    Ocen: 9

Reklama

Wasze komentarze (17)

  • 29.11.2011 (09:56)
    ~hybrydowski
    może być i to i to, nasjgorsza z możliwych opcja to biseksualny transseksualista, transseksualizm to tylko główny profil, a pozostała orientacja jest jak u osób nietransseksualnych, czyli może być hetero, homo lub bi, będąc jednocześnie transseksualistą
  • 29.11.2011 (09:36)
    ~realista inaczej
    i tak ma lepiej od homoseksualnego transseksualisty , poza tym istnieją jeszcze rozwody. Natomiast co ma zrobić transseksualista, który jest jednocześnie homoseksualny? Wyjść jako mężczyzna za kobietę (ponieważ się zakochał), ale traktować tę kobietę jak lesbijkę, a potem płeć zmienić? A może płci nie zmieniać, ponieważ niby wizualnie i opcjonalnie WSZYSTKO jest w porządku? Tylko, ze on wtedy musi podwójnie udawać i czuje się wtedy dwa razy gorzej niż przeciętny transseksualista bez homoseksualnego ukierunkowania - to już jakaś całkiem opcja bez wyjścia, a to małżeństwo i tak się rozpadnie (zaczyna malować paznokcie i podbierać żonie ciuchy), może też zmienić płeć, ale tak czy inaczej i tak będzie na marginesie, zawsze jako odmieniec czy "zboczeniec"
  • ~Link sponsorowany
  • 29.11.2011 (01:15)
    ~miłośćgucia
    Nie grozi ci
    to. Musiałbyś
    się drugi raz
    urodzić. Ty nawet
    jako chłop nie
    jesteś przystojny.
    Nie to co mój
    ukochany;)
  • 28.11.2011 (23:45)
    ~realista
    Dobrze zrobił, lepiej zyc w zgodzie z samym soba niż zyc tak jak chca inni. Lepiej być szczęsliwym i zyc tak jak sie chce ( nikomu to nie powinno przeszkadzac) niż prowadzic podwójne zycie jak to wielu Polaków katolików robi. Jest ogrom męzczyzn majacych zony i dzieci a marza o zwiazku z drugim facetem, a ozenili sie tylko dlatego bo ich rodziny tak chciały,rodzice, dziadkowie, ciotki itd. Potem zakladają rodziny i męcza się niszcząc zycie drugiej osobie, dzieciom.
    Zona zastanawia sie dlaczego mąż nie chce sie z nią kochać, a on po prostu marzy o facecie...
  • 28.11.2011 (23:05)
    ~Koniecpolski
    a ja jestem po UW i pragnę być dozorcą w Kanadzie. Już mam dość Polski!