Są zdrady, których się nie wybacza

Miałam jedną zasadę: mąż jest od tego, by pracować, a żona, by cieszyć się życiem. Wydawałam więc pieniądze, a wolne chwile spędzałam z kochankiem. I los mnie ukarał…

Po obiedzie jak zwykle zawiozłam Tomka do biura. Odkąd mąż złamał nogę, stałam się jego szoferem. Odwoziłam go rano do pracy, a po południu przywoziłam na obiad i znowu odwoziłam. Tomek nie chciał iść na zwolnienie. Krótko przed wypadkiem przestawił fabrykę na produkcję eksportową, a to wymagało jego ciągłego nadzoru. Świetnie go rozumiałam, w końcu chodziło o nasze pieniądze. Bardzo lubię pieniądze, ale nie znoszę pogoni za nimi. Uważam, że mężczyzna powinien zarobić tyle, by żona nie musiała się o nic martwić. Na szczęście małżeństwo z Tomaszem dawało mi poczucie stabilizacji finansowej. Tego dnia po odwiezieniu męża do pracy pojechałam do centrum. Zaparkowałam w bocznej uliczce. "Ostrożności nigdy dość", pomyślałam. "Życie jest za krótkie, a wspaniałych mężczyzn zbyt wielu, by wiązać się tylko z jednym", stwierdziłam, wsiadając do windy.

Reklama

W mieszkaniu na ósmym piętrze jak zwykle czekał na mnie Sebastian.

- Tomek pewnie haruje? - spytał.

- Sam tego chce! Ja go do tego nie zmuszam! - odparłam.

- Jasne! Ale przyznaj, Jola, że poślubiłaś go głównie dla pieniędzy...

- Mój drogi, mężczyzna musi mieć jakieś zalety! Jeśli nie jest przystojny, to musi być bogaty - odpowiedziałam Sebastianowi.

- A gdybym cię poprosił o rękę? Mieszkanie jest, sama widzisz jakie, przed blokiem stoi wiekowy fiat, na koncie mam tysiąc złotych. Co ty na to?

- Zrobiłbyś takie świństwo przyjacielowi? - zdziwiłam się. - Głuptas jesteś i tyle. Chyba zupełnie nie znasz kobiet. To, że zdradzam Tomka, nie znaczy przecież, że go nie kocham!

- A mnie kochasz? - zapytał.

- Gdybym cię nie kochała, to nie zdradzałabym z tobą męża, którego kocham - wyjaśniłam krótko.

- Jesteś fantastyczna! - stwierdził rozbawiony. - Żądasz od życia o wiele więcej, niż ci się należy, ale innym dajesz znacznie mniej, niż na to zasługują.

A potem zaczął mnie całować i zapomniałam o całym świecie. Kiedy wreszcie doprowadziłam się do porządku, musiałam natychmiast jechać po męża. Pobiegłam do samochodu. Tyle że mój opel po prostu zniknął! Pędem wróciłam do Sebastiana.

- Poradź mi, co robić! - rozpaczałam.

- Zadzwoń na policję i zgłoś kradzież, a potem taksówką jedź po Tomka. Powiedz, że zostawiłaś tu samochód, poszłaś do miasta, a kiedy wróciłaś, zniknął. Rozumiesz?! Mnie tego popołudnia nie widziałaś! Pamiętaj!

Zrobiłam, jak mi poradził. Po drodze ułożyłam historyjkę, którą zamierzałam opowiedzieć mężowi. Tymczasem zastałam u niego panów z policji!

- Ukradli mi auto - poinformowałam więc wszystkich na wstępie. Policjanci byli bardzo zainteresowani sprawą. Musiałam im wszystko dokładnie zrelacjonować. Powiedziałam, że o szesnastej zaparkowałam przy ulicy Pochyłej, potem pochodziłam po sklepach, a o siedemnastej poszłam na kawę do "Bistro Baru". Wróciłam około dwudziestej i zauważyłam, że auto zniknęło. Policjanci mieli jednak swoją wersję zdarzeń. Powiedzieli, że o siedemnastej trzydzieści na rondzie w centrum miasta samochód marki Opel, stanowiący własność firmy mojego męża, uderzył w poloneza. Świadkowie twierdzą, że kobieta kierująca oplem oraz dwaj pasażerowie zbiegli z miejsca wypadku. Ofiar w ludziach na szczęście nie było...

Przez kilka następnych dni codziennie wzywano mnie na policję w sprawie kradzieży auta. W "Bistro" nikt nie mógł sobie przypomnieć, czy byłam tam owego popołudnia, czy nie. Obawiałam się, że moje alibi zostanie podważone. Sebastian również się martwił, że nasz romans może wkrótce wyjść na jaw.

- Nie przyjeżdżaj do mnie na razie. To nie była przecież zwykła kradzież samochodu. Policja może cię śledzić. Nie wykluczyli twojego udziału w wypadku. Brakuje jeszcze, żeby Tomek zaczął coś podejrzewać - tłumaczył mi.

Siedziałam więc w domu i oglądałam filmy na DVD. Nudziłam się okropnie, bo to Sebastian był dla mnie atrakcyjną odskocznią od codzienności... Wreszcie któregoś wieczora odwiedzili nas w domu policjanci. Chcieli ze mną rozmawiać w cztery oczy.

- Proszę, niech panowie pytają. Nie mam tajemnic przed mężem! - powiedziałam z przekonaniem.

- To nawet lepiej. Sprawa jest już zamknięta, ale... - zawahali się. - Jeden z podejrzanych twierdzi, że obserwował panią od dwóch tygodni. Codziennie około szesnastej zostawiała pani samochód w tym samym miejscu przy ulicy Pochyłej i udawała się na ulicę Warską 5... Czy to prawda?

Spojrzałam na męża. Znał ten adres równie dobrze jak ja... Pobladł, ale nie powiedział słowa. Policjanci wyszli, a Tomek zamknął się w gabinecie i tam spędził noc. Z domu wyszedł wcześnie rano. Byłam przerażona! Myślałam, że już nigdy w życiu nie będę musiała martwić się o swoją przyszłość, że raz na zawsze skończyła się moja bieda. A tu nagle taka głupia wpadka! Przez cały dzień bezskutecznie próbowałam dodzwonić się do męża. Wrócił do domu dopiero w nocy.

- Odezwij się i powiedz coś. Potępiłeś mnie, zanim cokolwiek ci wyjaśniłam! - napadłam na niego w przedpokoju.

- Niczego nie musisz mi wyjaśniać. Przyszłaś do mojego domu z małą walizką. A teraz możesz wyjść nawet z trzema. Spakuj swoje rzeczy i zostaw mnie w spokoju - odpowiedział.

- Dokąd mam pójść?

Zignorował moje pytanie. Wiedziałam, że tym razem nie zdołam go przebłagać. Wcześniej, ilekroć mąż podejrzewał mnie o zdradę, kończyło się jedynie na podejrzeniach. Ale nigdy nie chodziło o jego najbliższego przyjaciela. Czyżby pozostał mi tylko Sebastian i jego maleńkie mieszkanko? Spakowałam walizki i wyszłam z domu, tak jak tego sobie życzył mój mąż. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam prosto do kochanka. Jednak jego zaskoczona mina dała mi sporo do myślenia.

- Pytałeś niedawno, czy chciałabym zostać z tobą. Przemyślałam wszystko i jestem - powiedziałam na powitanie.

- Widzę. Ale ty odpowiedziałaś, że popełniłbym świństwo wobec przyjaciela.

- Twój przyjaciel właśnie wyrzucił mnie z domu...

- Cóż... Wejdź, jeżeli potrafisz zapomnieć o luksusie i pieniądzach...

Już po tygodniu nie mogliśmy z Sebastianem na siebie patrzeć. Codzienność zabiła naszą namiętność. Tomek nie zgodził się na mój powrót do domu. Według umowy przedmałżeńskiej nie miałam żadnych praw do majątku. Musiałam zadowolić się kawalerką i niewielką sumą pieniędzy.

- I to ma mi wystarczyć?! - spytałam.

- W życiu nie zarobiłaś grosza, więc teraz masz okazję - odparł chłodno. "Udowodnię ci, że bez ciebie też potrafię świetnie poradzić sobie w życiu", pomyślałam, patrząc na męża.
Jolanta

Imiona bohaterów, nazwy ulic i baru zostały zmienione.

Dowiedz się więcej na temat: zdrada | małżeństwa | kochanek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje