To nie jest dziewczyna dla ciebie

Gdy syn przedstawił nam swoją wybrankę, jakoś nie potrafiłam jej zaakceptować.

Miałam mieszane uczucia, kiedy syn przedstawił mi swoją dziewczynę. Elżbieta zrobiła na mnie miłe wrażenie, była ładna, mówiła z sensem. Ale frapowała mnie różnica wieku między nimi...

Reklama

- Robert, ona jest siedem lat starsza! - policzyłam głośno.

- Mnie to nie przeszkadza - szybko uciął dyskusję.

On dopiero zdał maturę, ona zaś była już kobietą po przejściach. Widziałam w tym coś podejrzanego i niewłaściwego. Młody chłopak powinien interesować się młodymi dziewczętami, a nie starszą rozwódką.

Chyba po prostu potrzebowałam czasu, żeby zaakceptować tę sytuację, ale w końcu znalazłam jej plusy.

- Jest dojrzała, rozsądna, nie jak te jego koleżanki - przekonywałam męża.

Ostatecznie polubiliśmy Elżbietę. Gdy przestałam zaglądać jej w metrykę, zobaczyłam sympatyczną, pracowitą, bardzo opiekuńczą osobę.

- Kochanie, powinieneś brać magnez - zwróciła uwagę Robertowi. - Jesteś przemęczony po tych egzaminach.

Właśnie, to ona przekonała go, że powinien spróbować dostać się na wymarzone studia ekonomiczne. On w siebie nie wierzył.

- Masz na niego dobry wpływ - powiedziałam jej szczerze. - Pokazujesz mu perspektywy i ścieżki, których się bał albo ich w ogóle nie widział.

- Staram się - uśmiechnęła się.

Przestałam też czepiać się faktu, że to rozwódka.

- Czy wiesz, czemu się rozwiodła? - wypytałam wcześniej Roberta.

- Mamo, to był damski bokser - cierpliwie wyjaśniał. - Ela do dziś ma bliznę na ramieniu po tym, jak ją popchnął.

Czemu miałabym nie wierzyć? Ich małżeństwo trwało rok, dziewczyna uciekła, gdy zorientowała się, za kogo wyszła.

- Szkoda, że tak się ułożyło, ale cieszę się, że miałam dość odwagi, aby uwolnić się w porę - opowiedziała mi kiedyś Ela.

Z Robertem była szczęśliwa. Obserwowałam, jak na siebie patrzą. Nie poznawałam syna - cały czas rozpieszczał swoją dziewczynę, nieba by jej uchylił.

Pewnego dnia postanowili wspólnie wynająć mieszkanie. Oboje pracowali, należało się tego spodziewać. Wolałam, aby syn został jeszcze z nami, ale wiedziałam, że nie uda mi się go zatrzymać.

- Pamiętaj, tu nadal jest twój dom i zawsze możesz wrócić - głos mi się łamał.

- Oj, mamo, ty znowu z tym czarnowidztwem! - przewrócił oczami.

- Ja po prostu znam życie - odparłam. - A ty jesteś młody, jeszcze się nie sparzyłeś. Bądź ostrożny i czujny, dobrze? -  ostrzegałam go.

Wierzyłam, że dobrze robi. "Przynajmniej się wypróbują", myślałam racjonalnie. Zawsze mi się wydawało, że Robert jest dojrzalszy od swoich kolegów, więc może to był właściwy moment, by zasmakować dorosłości i życia z kobietą, choć miał raptem 21 lat.

Kiedy wpadali do nas na obiad, wydawali się szczęśliwi, dlatego byłam spokojna. Potem zaglądali coraz rzadziej, ale rozumiałam to - oboje dużo pracowali, Robert robił zaoczne studia, a w wolnym czasie lubili gdzieś wyskoczyć czy zwyczajnie odpocząć w domu i cieszyć się sobą.

Nagle Robert zaczął przychodzić sam...

- Dawno nie widzieliśmy Eli. Coś się stało? - spytałam podejrzliwie.

- Nie, no co ty! - zbył mnie syn. - Akurat wypadł jej dyżur.

Jako pielęgniarka często musiała pracować w weekendy lub święta.

- Ale między wami jest okej? - podpytywałam.

- Jasne - rzucił niedbale.

Nie było powodów, ale jednak się martwiłam. Nawet kiedy młodzi odwiedzali nas razem i wszystko wydawało się w porządku. Ela wyglądała ślicznie, wypełniała dom swoim dowcipem i miłym głosem. Tylko mój Robert jakby przycichł. Ale może mi się wydawało...

A jednak! Miałam rację, coś było na rzeczy. Niestety, przekonałam się o tym dopiero po fakcie.

- Państwa syn jest w szpitalu - poinformowała mnie przez telefon jakaś kobieta.

Wszystko działo się tak szybko, że niemal w ogóle nie zarejestrowałam, jak dotarliśmy z mężem na oddział, gdzie leżał nasz syn... pobity przez swoją dziewczynę.

- Jezu, co się stało? - rozpłakałam się, kiedy zobaczyłam jego opuchniętą twarz i ramię w gipsie. Był nieprzytomny.

- Miał wstrząs mózgu - poinformował lekarz - oraz pękniętą kość policzkową, złamany obojczyk i sporo siniaków. Teraz śpi po silnych lekach, w ciągu kilkunastu godzin powinien się ocknąć - uprzedził moje pytania.

Nie mogłam w to uwierzyć. "Nie, to jakaś pomyłka", myślałam. Dopiero po kilku godzinach spędzonych w szpitalu, gdzie nie pojawiła się Elżbieta, zaczęłam się niepokoić. Nie odbierała też telefonów.

- To ona mu to zrobiła - stwierdził mój mąż. - Boi się i nas unika. Poza tym... Nie mówiłem ci, ale kiedyś widziałem, jak go szarpie w samochodzie.

- Co?! - oburzyłam się. - Czemu nic nie powiedziałeś?

- Bo ty jesteś panikara i kwoka - miał trochę racji. - Pomyślałem, że to ich prywatne sprawy, ale w sumie nie wyglądało to dobrze - zwiesił smutno głowę.

Dopiero teraz zaczęliśmy składać jak puzzle pewne sceny czy domysły i zrozumieliśmy, w co wpakował się nasz syn.

- Pamiętasz, jak on szybko zbierał się do wyjścia, ledwie ona spojrzała na kurtkę? - Roman marszczył czoło. - Bał się jej.

- A kiedy dzwoniła, to się spinał i tłumaczył jak małe dziecko - dołożyłam swoje.

To były tylko nasze przypuszczenia. Dopiero Robert opowiedział, co się tam działo. Zdobył się na odwagę i szczerość jeszcze w szpitalu. Coś w nim pękło, wiedział dobrze, że już nie uda mu się nas zwieść.

- Szybko wpadała w furię, nigdy nie wiedziałem, kiedy się wścieknie - mówił. -  Kiedyś mnie spoliczkowała - wspominał. - Miłe to nie było, ale uznałem, że zasłużyłem. Wiadomo, kobiecie nie oddam...

- A ona stwierdziła, że ma prawo cię bić, tak? - dopowiedziałam.

- Zdarzało jej się to coraz częściej - kontynuował. - Strasznie mi wstyd - schował twarz w dłoniach.

Syn przeszedł dwie operacje kości twarzy, ma bliznę na policzku i okropne migreny. To jego pamiątka po toksycznym związku. Udało nam się skontaktować z byłym mężem Elżbiety i okazało się, że i on miał podobne doświadczenia.

- To chora osoba. Kłamie, stosuje przemoc fizyczną i psychiczną, chociaż pozornie wygląda jak aniołek - opisał ją.

Trafił w dziesiątkę.

Pocieszam się, że Robert jest młody, i liczę, że odbuduje zaufanie do kobiet oraz wiarę w uczucia. Miłość jest przecież piękna i dobra, to ludzie bywają źli.

Maria D., 49 lat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje