To tylko seks...

Straciłem żonę i pracę. Przegrałem swoje życie. A wszystko przez głupią erotyczną fascynację...

Gdy niespodziewanie zobaczyłem na ulicy moją byłą żonę, Kasię z jakimś facetem, znowu cała przeszłość do mnie wróciła. Byli tak sobą zajęci, że nawet mnie nie zauważyli. Szli pod rękę, a Kaśka coś mu opowiadała. Wyglądała naprawdę ślicznie w krótkiej, modnej fryzurce, eleganckiej kurteczce i idealnie dopasowanych spodniach, które podkreślały wszystkie jej atuty. "Babka z klasą...", pomyślałem i poczułem ukłucie w sercu.

Reklama

Przystanąłem na chwilę i patrzyłem za nimi, aż zniknęli mi z oczu za rogiem ulicy. Powlokłem się do domu, ale nie mogłem przestać myśleć o Kasi i minionym okresie życia. Ze złością cisnąłem buty byle gdzie, a kurtkę rzuciłem na kanapę. Nic mi się nie chciało. Wynajmowałem od znajomych niewielkie mieszkanie i byłem zupełnie sam. Nie tak miało wyglądać moje nowe, lepsze życie, jednak nie mogłem mieć do nikogo pretensji, bo sam tego chciałem...

Pracowałem w jednej firmie już dobrych kilka lat, kiedy po raz pierwszy wziąłem udział w weekendowej imprezie integracyjnej. Przez cały czas trwania naszego małżeństwa, nigdy nie wypuszczałem się samopas. Nawet nie przyszło mi to do głowy, bo lubiłem z moją Kasią spędzać czas. Sam nie wiem, kiedy minęło dziesięć lat naszego wspólnego życia. Fakt, z czasem popadliśmy w rutynę, nigdy jednak nie brałem pod uwagę sytuacji, że inna kobieta może mi zawrócić w głowie. Myślałem, że po prostu mnie to nie dotyczy. Niestety, jak się potem okazało, słabo siebie znałem.

Na tej pamiętnej firmowej imprezie rozpoczął się mój romans z koleżanką z pracy. Gdy potem nad tym wszystkim się zastanawiałem, doszedłem do wniosku, że to Ewa mnie sobie upatrzyła. A ja nie miałem nic przeciwko temu i stałem się łatwym łupem, o ile można by tak to nazwać. Na początku byłem dość naiwny i nie pojmowałem jasnych sygnałów, wysyłanych przez Ewę. Stopniowo jednak zacząłem zwracać na nią uwagę.

Nie powalała urodą, ale miała w sobie to coś, co sprawiało, że przy niej facet potrafił się zapomnieć. Nie musieliśmy nic mówić, żeby dojść do tego samego wniosku, że noc na tej imprezie należała do nas... Kiedy przekręciła klucz w zamku hotelowego pokoju, przez moje ciało przebiegł rozkoszny dreszcz. Chwilę później czerwona sukienka mojej towarzyszki i stalowy garnitur, który dostałem od Kasi, leżały na podłodze.

Pociągnąłem Ewę na kanapę i kochaliśmy się jak szaleni. Potem nadal nie potrafiłem utrzymać rąk przy sobie, tym bardziej, że Ewa kręciła się wokół mnie nago, nalewając kolejne drinki. Miała idealną, kobiecą figurę i dziką, zmysłową naturę. Podobała mi się ta jej namiętność i radość z uprawiania seksu. W końcu zmęczony miłosnymi igraszkami zasnąłem w jej ramionach. Rano obudziłem się z kacem i wyrzutami sumienia. Nie wiedziałem, jak spojrzę w oczy żonie...

- Jak udał się wyjazd, kochanie? - zapytała Kasia, gdy wróciłem do domu.

- Trochę nudny - udawałem obojętność. Było mi głupio i niezręcznie, bo nie przywykłem do oszukiwania Kasi. Kiedy położyliśmy się do łóżka, nie mogłem zasnąć. Postanowiłem jak najszybciej zapomnieć o Ewie, nie chciałem tego ciągnąć. Wolałem chyba żyć wygodnie, ponieważ czułem się paskudnie, gdy uwierało mnie sumienie. Ale najszczersze obietnice, złożone samemu sobie, okazały się nic nie warte. Już w poniedziałek, w porze lunchu, pojawiła się w moim gabinecie Ewa.

- Zorganizuj sobie wolny czas w sobotę wieczorem - powiedziała, patrząc mi obiecująco w oczy. - Zapraszam do siebie... Na pewno będzie miło...

- Zobaczę, co da się zrobić - odparłem, bo niestety nie umiałem odmówić.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje