W niewoli dobrych rad

Wszyscy zazdrościli mi takiej teściowej. Pomocna, życzliwa i kochająca. Sielanka skończyła się, gdy zamieszkaliśmy z mamusią.

Mamę Bronka polubiłam od samego początku. Była życzliwa, chętnie służyła mi radą i pomocą. Doceniałam ciepło, jakie od niej dostawałam i zawsze starałam się okazać jej oddanie i szacunek. Imponowało mi przy tym to, że była prawdziwym wulkanem energii. Miało się wrażenie, że żadna nadprogramowa przysługa nie sprawia jej trudności i z łatwością doda ją do planu dnia. Skąd brała tyle żywotności w wieku sześćdziesięciu sześciu lat, nie mam pojęcia. W każdym razie szczerze podziwiałam jej zaangażowanie we wszystko, czego się podjęła. Podlewała kwiaty i doglądała mieszkania, kiedy wyjeżdżaliśmy, przynosiła gotowe obiady w wekach, zawsze pomocna i pełna pomysłów.

Reklama

- Mamuś, jesteś niezastąpiona! - chwaliłam ją chętnie i głośno, bo naprawdę, wszystkie koleżanki zazdrościły mi takiej teściowej. Wciąż powtarzała, żebyśmy zrezygnowali z wynajmowania mieszkania i się do niej przenieśli, ale my, jak każde młode małżeństwo, chcieliśmy nacieszyć się swobodą.

- Młodzi zawsze wolą niedojadać, byle po swojemu i niezależnie - kręciła z dezaprobatą głową. - Ale pamiętajcie, jeśli kiedyś się zdecydujecie, mój dom stoi otworem. Pamiętaliśmy i gdy półtora roku później urodziła się nasza córeczka, uznaliśmy, że warto skorzystać z zaproszenia mamy. Pisałam wtedy pracę dyplomową, Bronek biegał w poszukiwaniu etatu, a nasza Zuzia oddana do żłobka, wiecznie kaszlała albo dostawała jakiejś pokrzywki.

- No i nareszcie zmądrzeliście! - zawołała teściowa, kiedy spytaliśmy, czy możemy się do niej przenieść. - Miejsca tu pełno, ogród, balkon, a stała opieka babci na pewno lepiej posłuży mojej wnusi niż jakiekolwiek żłobki! - oświadczyła i natychmiast ruszyła opróżniać szafki i szykować dla nas pokoje. Uśmiechnęłam się rozczulona. Nawet przez sekundę nie pomyślałam, że cechy, które tak podziwiałam u teściowej, wkrótce staną mi kością w gardle.

- Mamuś, czy przekładałaś gdzieś pieluszki? - zapytałam. Zawsze trzymałam je pomiędzy łóżeczkiem Zuzi a stoliczkiem do przewijania. Tak było mi najwygodniej i tak samo ustawiłam je w nowourządzonym pokoiku w domu teściowej. Teraz na ich miejscu stała półka z zasypkami. Pieluch nigdzie nie mogłam znaleźć.

- Ach, tak, kochanie - zawołała, nadchodząc swoim pospiesznym krokiem z głębi mieszkania. - Zapomniałam ci powiedzieć. Tu znalazłam dla nich miejsce - z dumą otworzyła szafkę pod oknem. Spojrzałam i zaniemówiłam. Dwa szeregi tetrowych pieluch, poskładanych bez jednej fałdki, wyglądały jak wojsko w czasie musztry!

- Oo... - powiedziałam tylko i umilkłam. Ja wprost ze sznurka wrzucałam je zwykle do wysokiego kosza, gdzie leżały sobie bezładnie. Nie przyszłoby mi do głowy mozolnie układać tego, co i tak po godzinie lądowało w miednicy z proszkiem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje