Wdał się w ojca, niestety

Ze strachem nasłuchiwałam trzaśnięcia bramy i kroków na schodach. Pomyślałam z goryczą, że dwadzieścia cztery lata temu też się tak trzęsłam z lęku przed ojcem Rafała. Dlatego się z nim rozstałam. Był pijakiem i, co najgorsze, damskim bokserem.

Nie chciałam wiecznie bać się o siebie i dziecko. Chciałam syna wychować inaczej.

Reklama

Jednak Rafał też święty nie był.

W szkole średniej bardzo rozrabiał, na studia - co było moim cichym marzeniem - nie poszedł. Wcześnie wyprowadził się z domu. Nie mogliśmy się dogadać, bo nie podobało mi się jego imprezowanie i hałasowanie.

- W takim razie wynoszę się stąd - oznajmił któregoś dnia, gdy po raz szósty prosiłam, aby ściszył muzykę. - Skoro ci tak przeszkadzam!

- Nie przeszkadzasz mi, ale proszę cię tylko, żebyś nie słuchał tak głośno muzyki do dwunastej w nocy, kiedy ja wstaję wcześnie rano - odpowiedziałam.

Mieszkał wtedy rok poza domem. Od czasu do czasu wpadał na obiady. Poznałam jego dziewczynę, Violkę. Wydawało mi się, że się ustatkował, wydoroślał, cieszyłam się z tego.

Jakiś czas później okazało się, że mam już tak chory kręgosłup, że niestety nie mogę pracować. Poszłam najpierw na zwolnienie, a potem dostałam rentę. To były marne grosze i trudno mi było z tego utrzymać takie duże mieszkanie. Poskarżyłam się kiedyś przy obiedzie. Violka i Rafał wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Mam pewien pomysł - powiedział mój syn. - Mogę ci pomóc, mamo.

Wzruszyła mnie jego troska.

- Jak ty mi możesz pomóc, dziecko, skoro sam mieszkasz w wynajmowanym pokoju? To mi jest przykro, że ci więcej nie dałam. Że ci nie pomagam. Ale nie martw się, wiecznie tak nie będzie. Jak umrę, dostaniesz to mieszkanie. Przecież mam ciebie jednego.

- Jest jeszcze inne wyjście z sytuacji, mamo - odparł na to Rafał. - Właściwie od dawna chciałem ci to zaproponować. Chciałbym wrócić do domu i... nie sam, bo oświadczyłem się Violce. Chciałbym, żeby i ona z nami zamieszkała, na razie jako moja narzeczona. Tobie jest ciężko samej, a my ci przecież pomożemy.

Zgodziłam się wtedy, tak rozsądnie mówił. Na początku było nam razem bardzo miło. Oni, co prawda, często znikali na całe weekendy, ale wiadomo - młodość musi się wyszumieć. Nie minęło pół roku, jak urobili mnie, żebym u notariusza przepisała mieszkanie na Rafała. Za opiekę i utrzymanie do końca mojego życia. Miałam się już o nic nie martwić, tylko żyć z nimi spokojnie, a kiedyś pomóc przy wnukach. Przez te pół roku byli grzeczni i mili, Violka codziennie rano przynosiła mi herbatę... Ale gdy papiery zostały już podpisane, zmienili się nie do poznania. Szybko się zorientowałam, że nie zamierzają mi w żaden sposób pomagać. Że tak naprawdę marzą o tym, abym jak najszybciej odeszła w niebyt. Byłam im tylko zawadą. Po raz pierwszy dowiedziałam się o tym, gdy Rafał zrobił imprezę z okazji przejęcia mieszkania. Zamknęłam się w swoim pokoju. Muzyka dudniła, aż chodziły ściany. Postanowiłam być cierpliwa. To miała być "mała impreza", ale przyszło na nią chyba ze trzydzieści osób. Pomyślałam wtedy jeszcze, że są młodzi, niech się pobawią, raz na jakiś czas można to wytrzymać. Ale po pierwszej w nocy nie wytrzymałam i wkroczyłam do pokoju pełnego papierosowego dymu i piskliwie wrzeszczących dziewczyn. Mój salon - zawsze taki wysprzątany, wyglądał teraz jak melina. Wszędzie leżały puszki po piwie, a na kanapie przed telewizorem gziła się w najlepsze jakaś para.

- Gdzie jest Rafał? - spytałam zdenerwowana.

- W kuchni otwiera browara - wyjaśnił mi jakiś ogolony na łyso facet. - Dziś świętujemy, mamuśka!

- Nie jestem pana matką! I proszę ściszyć muzykę! - odparłam.

- Nie rzucaj się tak mamuśka, bo sobie coś uszkodzisz! - zarechotał.

Poszłam więc do kuchni. Rzeczywiście, był tam Rafał. I Violka. Ona ledwo trzymała się na nogach.

- Czego? - warknęła na mnie.

- Idź spać - polecił mi Rafał. - Nic tu po tobie.

- Trudno spać w takim hałasie - podniosłam głos. - Każ im to ściszyć. I macie porządnie posprzątać salon. Nie zgadzam się więcej na takie imprezy!

- Nie zgadzasz się?! - roześmiał się Rafał. - A co ty masz tu do gadania?! To moje mieszkanie! - krzyczał i wymachiwał pięścią. - Lepiej byłoby, żebyś zdechła! - wysyczał mi do ucha.

- Synu, co ty mówisz? - załkałam, kryjąc twarz w dłoniach.

- Przez ciebie poniewierałem się po ludziach. Ale teraz to mieszkanie jest moje i jak zechcę, to cię z niego wyrzucę.

Bałam się. Nie tylko jego, ale też Violki. Ona była zdolna do wszystkiego. Jak miałam grypę i leżałam z gorączką, żadne z nich nawet nie zajrzało do mojego pokoju. Mogłabym tam umrzeć z pragnienia, jeszcze cieszyliby się z tego. Wstałam tylko raz w nocy i poszłam do kuchni napić się wody. Nie było ani jednej butelki. Za to mnóstwo piwa.

"Rafał jest taki sam jak jego ojciec", przyszło mi nagle do głowy. Nogi ugięły się pode mną i usiadłam na podłodze. Byłam osłabiona i nie miałam siły wstać. Płakałam tak długo, aż tam zasnęłam. Na podłodze, tylko w piżamie. Obudziło mnie szturchnięcie nogą.

- Czego się tu rozwalasz? - spytała Violka. Miała na sobie tylko bieliznę, a w ręce puszkę z piwem. - Wynoś się! Będzie mi tu leżała i zawadzała!

Nawet wtedy nikomu nic nie powiedziałam, bo zżerał mnie wstyd. Ale ludzie wiedzieli o mnie więcej, niż bym chciała. Widziałam współczujące spojrzenia sąsiadek, gdy wychodziłam z domu w ciemnych okularach. Ja, dawniej chętnie zatrzymująca się na sąsiedzkie pogaduszki, teraz uciekałam przed ludźmi. Bo kto mógł mi pomóc? Po raz pierwszy w życiu, choć jestem przecież wierząca, zaczęłam myśleć o samobójstwie... Gdybym umarła, ta męka i wstyd skończyłyby się raz na zawsze. Ale i na to brakowało mi odwagi.

Któregoś wieczora Rafał długo nie wracał z pracy. Violka też gdzieś przepadła, postanowiłam więc zrobić pranie. Normalnie Rafał nie pozwalał mi korzystać z pralki - bo prąd i woda w jego mieszkaniu należały do niego! Tym razem byłam jednak sama i cieszyłam się tym. Może w ogóle nie wrócą? Zdarzało im się nocować gdzieś po imprezie u znajomych...

Właśnie pochyliłam się nad pralką, żeby wyciągnąć pranie, gdy dostałam cios w plecy. Zabolało, osunęłam się na kolana. Po chwili poczułam jeszcze jedno uderzenie. Krzyknęłam przeraźliwie i nie przestawałam krzyczeć, kiedy padały kolejne ciosy. Nagle ktoś podciągnął mnie za ramiona i zobaczyłam mężczyznę w policyjnym mundurze. Obok niego stała sąsiadka.

- Proszę usiąść. Jest już pani bezpieczna - powiedział policjant. - Zaraz przyjedzie karetka!

Kątem oka zobaczyłam, jak wyprowadzają Rafała w kajdankach. Jeden z policjantów trzymał się za nos.

- No to nieźle narozrabiał ten przyjemniaczek. Napaść na funkcjonariusza to nie byle co - usłyszałam jak przez mgłę. Potem wszystko się rozpłynęło. Zemdlałam, bardziej chyba z nerwów niż z bólu.

Byłam w szpitalu, a potem zdecydowałam się szukać pomocy w schronisku dla kobiet. Nie chciałam wracać do mieszkania, w którym wciąż była Violka. Codziennie odwiedzała mnie sąsiadka i namawiała do powrotu do domu.

Płakałam i rozpaczałam, trwało to dość długo, ale w końcu przyszło otrzeźwienie. Rafał miał stanąć przed sądem za napaść na funkcjonariusza na służbie, a policjanci i sąsiadka namawiali mnie, abym przed sądem powiedziała, jak mnie traktował. Serce mnie bolało na myśl o tym, ale... wiedziałam, że to zrobię. Zanim jednak do tego doszło, odwiedziłam syna w areszcie. Nie wyglądał już tak butnie, jak wtedy, gdy się nade mną znęcał.

- Czego chcesz? - burknął na mnie Rafał. To przeważyło szalę goryczy. Gdyby chociaż okazał odrobinę serca, skruchę, przeprosił. Ale nie - patrzył na mnie wrogo i pogardliwie.

- Jesteś i zawsze będziesz moim dzieckiem - powiedziałam. - Jednak nie pozwolę się dłużej tak traktować. Wykorzystałeś mnie, ale ja nie dam się dłużej krzywdzić tobie, tak jak nie dałam się kiedyś krzywdzić twojemu ojcu. Dosyć tego. Kocham cię całym sercem, ale nie będziesz mnie bił i poniżał. Już nigdy - dodałam ze łzami w oczach. - Może to, że się tu znalazłeś, nauczy cię czegoś, może zrozumiesz, że nie wolno tak traktować innych. Uprzedzam cię lojalnie, że w sądzie powiem o tobie wszystko i nie będę niczego kryła. I jeszcze jedno - dodałam. - Będę starała się cofnąć darowiznę. Odzyskam to mieszkanie. Tak mnie zawiodłeś... - urwałam, bo głos mi się łamał.

Rafał wstał i odwrócił się ode mnie plecami. Jednak przez moment zobaczyłam jego twarz. Widać na niej było strach i ... jakby szacunek... Wyszedł jednak z sali widzeń bez słowa.

Sąd skazał go na pięć lat pozbawienia wolności. Rafał i tak miał szczęście, bo taki czyn jest zagrożony karą do dwunastu lat więzienia. Jednak sąd wziął po uwagę to, że wyraził skruchę.

Kiedy go wyprowadzano z sali rozpraw - płakałam, ale chyba nikt się nie dziwił moim łzom. Mimo tego, jak się zachował i jakim stał się człowiekiem, wciąż jest moim dzieckiem. Nie wiem, czy się zmieni, nie chcę się na darmo łudzić, ale gdy mnie ktoś o to pyta - to tak - mam taką nadzieję.

Agnieszka W., 56 l.

Dowiedz się więcej na temat: Ojców

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje