Zdrada? To boli!

Mój mąż zdradził mnie z koleżanką z pracy. Twierdził, że ona nic dla niego nie znaczy. Miałam mu wierzyć?

Drań! Podła świnia!", krzyczałam w myślach. "Jak mógł?! Wszyscy faceci są tacy sami! Niech idzie w cholerę, do tej zdziry! Nie chcę go więcej widzieć! Rozwiodę się z nim!", odgrażałam się. Przez dziesięć lat byłam wierna jednemu facetowi, mojemu mężowi i sądziłam, że ze wzajemnością. Ufałam mu i nawet przez myśl mi nie przeszło, że on mógłby mnie zdradzić. "Każdy, ale nie on". Ale tak pewnie mówi każda żona...

Reklama

Byliśmy dobraną parą. Owszem, kłóciliśmy się od czasu do czasu, ale szybko godziliśmy się w sypialni. Wszędzie chodziliśmy razem, wolny czas też spędzaliśmy w swoim towarzystwie. Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic, o wszystkim otwarcie rozmawialiśmy. Mieliśmy siebie tylko dla siebie.

To się trochę zmieniło, kiedy na świat przyszedł nasz synek, Antoś. Dla Jarka nie miałam już tyle czasu i uwagi, owszem kochaliśmy się, ale już nie tak namiętnie i często jak kiedyś. On nic nie mówił, nie narzekał, myślałam, że rozumie sytuację i nie chce niczego na mnie wymuszać. W pewnym momencie dopadła nas proza życia. On szedł rano do pracy, ja zostawałam w domu z synkiem, chodziłam na spacery, sprzątałam, gotowałam obiady, robiłam zakupy. Kiedy Jarek wracał z pracy, próbował ze mną pogadać, ale ledwo zaczęliśmy, Antoś zaczynał płakać, marudzić. Poza tym ja też byłam zbyt zmęczona, by angażować się w poważne rozmowy. A kiedy w końcu wróciłam do pracy, nie było wcale lepiej.

Praca, odbieranie dziecka z przedszkola, zakupy, obiady. Brak czasu i wieczne zmęczenie. Teraz wiem, że w dużej mierze sama się do tego przyczyniłam, bo wszystko wzięłam na siebie, wszystkie obowiązki matki, żony i kochanki oraz pani domu...

- Kasieńko, czy ty nie możesz posiedzieć spokojnie? Zostaw to sprzątanie, obejrzyj sobie jakiś film, poczytaj albo pobaw się z nami. Skarbie, od rana do wieczora latasz ze szmatką. Daj spokój - mówił Jarek niejeden raz.

Dopiero wieczorem, kiedy synek już zasnął, mieszkanie lśniło, pranie było wyprasowane, mogłam ze spokojnym sumieniem oddać się rozmowie i pieszczotom męża. Sielanka trwała. W zachowaniu męża nie dostrzegałam niczego, co budziłoby mój niepokój. Nic, kompletnie nic. Pewnego dnia mieliśmy jechać samochodem całą rodziną nad wodę. Zapięłam Antosia w foteliku na tylnym siedzeniu. Wyjęłam z torby mokre chusteczki do wycierania rączek i wrzuciłam je do kieszeni na przednim fotelu pasażera. Potem wyjęłam jeszcze książeczki, picie dla małego, jakieś słodycze.

- Mamo, pić - oznajmił Antoś.

"Jezu, jeszcze nie wyjechaliśmy, a już się zaczyna", pomyślałam ze złością.

- Proszę - podałam mu sok. Mały za mocno przechylił butelkę i zalał się tym sokiem.

- Cholera jasna! - zaklęłam pod nosem. Mały skrzywił buzię, oczy napełniły mu się łzami.

- Już dobrze, synku, przepraszam. Poczekaj, zaraz powycieram - wsadziłam rękę do kieszeni na fotelu i zaczęłam w niej grzebać. Nagle wyczułam coś, co nie było z pewnością woreczkiem z chusteczkami. Wyjęłam to. Czułam, jak zaczyna mi szumieć w uszach, krew pulsowała coraz szybciej, gardło ścisnęła jakaś obręcz.

- Co to jest? - usłyszałam jakby z oddali głosik synka. - Mamo, co to?! - pytał natarczywie.

- Nic - wydusiłam przez zaciśnięte zęby. - Antoś, mama zaraz wróci, idę pomóc tacie zapakować torbę do bagażnika - powiedziałam spokojniej.

- Dobrze - odparł synek.

- Kasiu, co się stało? - zaniepokoił się Jarek, widząc moją minę. - Źle się czujesz?

Dowiedz się więcej na temat: zdrady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje