Depresja u coraz młodszych

Na depresję cierpi coraz więcej osób. U wielu choroba nie jest wykrywana albo stwierdzana zbyt późno.

- Gdy się jej nie leczy, skutki mogą być bardzo groźne. Szacuje się, że chorzy na depresję popełniają samobójstwo 20 razy częściej niż inni - informuje prof. Ewa Trzebińska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Reklama

Z wykrywalnością depresji, mimo iż społeczeństwo ma coraz większą świadomość tej groźnej choroby, jest wciąż nie najlepiej - zaznacza prof. Trzebińska, kierująca w SWPS Zakładem Psychologii Pozytywnej. - Mówi się o bardzo ważnej komplikacji w tym zakresie, depresji maskowanej - mówi. U człowieka występują wówczas dolegliwości somatyczne, nie utożsamiane przez chorego z depresją, jak zakłócenia snu czy uczucie zmęczenia. Chory nie podejrzewa nawet, że cierpi na chorobę psychiczną.

Z niektórych szacunków wynika, że do lekarzy zgłasza się jedynie 30 proc. chorych na depresję. - Depresja nie leczona mija, ale powraca. Następuje tylko pozorne ustanie problemu. Z biegiem czasu nawroty choroby stają się coraz częstsze, a okresy remisji coraz krótsze - ostrzega badaczka. W walce z depresją niezbędne są leki - zgłoszenie się do psychologa nie wystarczy, by pokonać chorobę. - Chory na depresję, apatyczny, nie jest w stanie zaangażować się we współpracę z psychoterapeutą - tłumaczy prof. Trzebińska.

Można mówić o predyspozycjach do zachorowania na depresję - zaznacza badaczka. Określając je, zwraca się uwagę m.in. na zjawiska dotyczące funkcjonowania centralnego układu nerwowego, a także na aspekt dziedziczności. Genetyka może decydować o wystąpieniu depresji, ale nie musi. - Badania wykazują, że w przypadku bliźniąt jednojajowych, o prawie identycznym materiale genetycznym, jednoczesna zachorowalność na depresję występuje u 30 proc. par - mówi prof. Trzebińska.

Na rozwój depresji mogą wpłynąć wydarzenia z okresu dzieciństwa. Jeśli dziecko utraci "obiekt miłości" (kiedy np. matka umrze lub odejdzie), odczuje to jako traumatyczną emocjonalną stratę. - W efekcie wytworzy się u niego niedojrzały wzorzec reakcji na stratę. Jako człowiek już dorosły na każdą stratę, np. kogoś bliskiego czy pracy, będzie reagować w sposób niedojrzały, wyuczony w dzieciństwie - mówi prof. Trzebińska.

- Człowieka o objawach depresyjnych nie wolno, jak to się niestety często robi, usilnie mobilizować do aktywności. Może to jeszcze pogłębić u niego reakcję depresyjną - mówi prof. Trzebińska. - Taka osoba naprawdę nie może się zmobilizować. Przyjmując punkt widzenia otoczenia, że "jakby chciała, to by mogła; gdyby się postarała, to by się udało", obarcza się winą za niepowodzenia, czuje się nic nie warta - tłumaczy badaczka.

Depresja dotyka coraz młodszych osób. Do tej pory za typowy okres pojawienia się depresji uznawano wiek powyżej czterdziestego roku życia. - Obecnie obserwujemy coraz wcześniejsze przypadki tej choroby. Ludzie młodzi poddawani są bardzo dużej presji, wymaga się od nich wielkiej odpowiedzialności. Stwarza to poważne obciążenie psychiczne, zbyt duże jak na niepełne jeszcze doświadczenie życiowe - mówi prof. Trzebińska.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: choroby | depresja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje