Polska alergicznym "liderem"

O tym, dlaczego Polska jest alergicznym "liderem" i jak powstrzymać zwycięski pochód chorób alergicznych opowiada prof. Bolesław Samoliński.

Panie profesorze, jest pan twórcą i realizatorem ogólnopolskiego badania ECAP - Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce. Jaki był jego zasięg?
prof. Bolesław Samoliński: Jest to jedno z największych tego typu przedsięwzięć na świecie, a na pewno największe w tej części Europy. Objęło ono ostatecznie 18 617 osób w całym kraju. Podobną ilość danych zebrano łącznie w Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, itd - nasze badanie należy więc do europejskiej czołówki. Korzystaliśmy z wystandaryzowanych kwestionariuszy międzynarodowych, osobnych dla dzieci i dorosłych. Dzięki temu posiadamy dziś unikatową bazę danych, która zawiera wiele informacji dotyczących występowania chorób, czynników je warunkujących czy leków, które stosują pacjenci. Jest to na tyle wyjątkowy zbiór informacji, że zwracają się do mnie osoby z całej Europy z prośbą o udostępnienie danych.

Reklama

Badanie dało więc wyjątkową szansę na bezpośrednie porównanie stanu zdrowia Polaków i innych nacji. Jak wypadamy na tle Europy?
Jeżeli chodzi o występowanie alergii wypadamy podobnie jak kraje wysokorozwinięte, czyli mamy ich dosyć dużo. Oceniamy, że około 40 proc. populacji ma różne postacie uczuleń. Jeżeli chodzi o występowanie chorób alergicznych to jesteśmy w czołówce Europy, a więc i świata. Obserwujemy wzrost występowania astmy u najmłodszych - tu jesteśmy w górnych 30 proc. w rankingu państw świata; w przypadku astmy u młodzieży i dorosłych - mniej więcej w połowie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tak zwany marsz alergiczny i uwzględnimy dynamiczny przyrost przypadków alergicznego nieżytu nosa, to możemy rokować, że ten nos "pociągnie" nam w przyszłości astmę oskrzelową, czyli w ciągu kilku lat dogonimy światową niechlubną "czołówkę" w zakresie występowania tej choroby.

Jakie rejony świata są najbardziej narażone na występowanie alergii?
Polska zalicza się pod tym względem do państw półkuli północnej: razem ze Szwecją, Finlandią, USA oraz - choć geograficznie odległą - Nową Zelandią. Państwa te, w odróżnieniu od krajów Europy południowej, mają zdecydowanie więcej alergii. Natomiast na tle Europy Środkowo-Wschodniej jesteśmy niemal "liderem".

Jak to wyjaśnić?
Wciąż do końca nie wiadomo, możemy jednak postawić pewną hipotezę, opartą o badania niemieckie rozpoczęte tuż po upadku muru berlińskiego. Ku zaskoczeniu świata nauki okazało się, że Niemcy Wschodnie były znacznie mniej dotknięte alergiami od RFN. Zaskoczenie było spore, bowiem dotychczas uważano, że zapóźnienie cywilizacyjne i gospodarcze powinno powodować wzrost występowania alergii - a badania wykazały coś odwrotnego. Wtedy zwrócono się ku tak zwanej teorii higienicznej. Na przestrzeni lat toczyła się dyskusja, czy zanieczyszczone środowisko sprzyja rozwojowi alergii. Badania niemieckie wykazały, że czynnikiem tym jest nie tyle skażenie środowiska, co stopień zanieczyszczenia powietrza i wody czynnikami biotycznymi, czyli bakteriami. Okazało się, że skażenia bakteryjne w wodzie pitnej ogranicząją występowanie alergii. Kraje wysokorozwinięte, gdzie przykłada się większą rolę do higieny, mają więcej przypadków alergii. Skażenie środowiska ma jednak znaczenie, bowiem nasila ono choroby już istniejące, jednak nie ma dowodów na to, że bezpośrednio wpływa na wzrost częstości występowania chorób alergicznych.

Co możemy zrobić w Polsce, aby powstrzymać ten zwycięski pochód chorób alergicznych?
Do dzisiaj nikt na świecie nie wymyślił metody, która pozwoliłaby na zahamowanie wzrostu zachorowań na choroby alergiczne. Jedyna rada, która nasuwa się na podstawie mojej znajomości problematyki oraz literatury to taka, abyśmy starali się żyć bardziej naturalnie. W naszym badaniu porównaliśmy powiaty miejskie i wiejskie. Wyszło nam, że na zamojskiej wsi jest dwa razy mniej alergii niż w Lublinie i trzy razy mniej niż we Wrocławiu. To koresponduje z teorią higieniczną, bo zwróćmy uwagę na fakt, że na wsi alergenów jest znacznie więcej niż w mieście,

a alergii znacząco mniej. To prawdopodobnie wynika z kontaktu z naturalnymi czynnikami bakteryjnymi np. w wodzie pitnej.

Czyli w skrócie: nie przesadzać ze dezynfekcją otoczenia, co tak często lansuje się w reklamach?
Przede wszystkim dotyczy to dzieci. Wiele światowych badań dowodzi, że podatność na alergie kształtuje się podczas pierwszych czterech lat życia. Dzieci, które wychowujemy w sterylnym otoczeniu przez pierwsze lata życia, mają zaburzoną odpowiedź immunologiczną, ponieważ nie są wystawione na naturalne czynniki, które stymulują do prawidłowej odpowiedzi. Te dzieci mają tendencje do określonej reakcji układu limfocytów, która odpowiada za występowanie alergii.

Uważa się, że cudownym lekarstwem na choroby cywilizacyjne jest sport. Czy także w przypadku alergii i astmy?
Sport poprawia jakość życia pacjentów, pomaga im walczyć ze swoją chorobą. Nie mamy jednak dowodów, że uprawianie sportów zapobiega występowaniu astmy. Powiem więcej, mamy kilku sportowców, którzy są astmatykami i nawet wymagają stosowania leków. To dowodzi, że z astmą można normalnie żyć. Mieliśmy przecież przykłady wchodzenia na najwyższe szczyty czy biegania w maratonach z astmą oskrzelową. Jednak sport nie jest czynnikiem warunkującym lub ograniczającym występowanie chorób alergicznych. Co więcej, wysiłek fizyczny u osób z niekontrolowaną astmą może wyzwalać duszności, dlatego bardzo ważne jest właściwe "ustawienie" choroby.

prof. Bolesław Samoliński jest kierownikiem Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

materiały prasowe
Dowiedz się więcej na temat: pochód | sport | choroby

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje