Socjolog: "food porn" nie ma na nas dobrego wpływu

Socjolog radzi, żeby podczas jedzenia bardziej skupić uwagę na towarzyszu, niż na robieniu zdjęć daniu.

Dlaczego ludzie robią zdjęcia potrawom, które za chwilę zjedzą, a wcześniej wrzucają je do sieci? O czym świadczy tzw. food porn?

Reklama

Tomasz Sobierajski: - Po pierwsze, o czym np. gimnazjaliści już nie pamiętają, instagram został wynaleziony po to, żeby tam wrzucać zdjęcia jedzenia. Od tego to wszystko się zaczęło. Rzeczywiście, jest to trend, który opanował cały świat. "Food porn", czyli wszystko mamy bardziej obejrzane, niż skosztowane, niż spróbowane. Często jest tak, że zanim zaczniemy jeść, robimy zdjęcia, a w tym czasie jedzenie nam stygnie i robi się zimne. W momencie, kiedy przychodzimy na jedzenie najpierw skupiamy się na tym, że musimy sfotografować - co ważne, dobrze sfotografować - w związku z tym nie skupiamy się na tym, po co tak na prawdę przyszliśmy do restauracji. Na swoim profilu oznaczmy lokal, w którym jesteśmy oraz znajomych, z którymi przyszliśmy. To odbiera nam radość z jedzenia. Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, co zbadali restauratorzy w Nowym Jorku. Mianowicie, okazało się, że od jakiegoś czasu, od kilku lat, odwiedzający ich goście dłużej siedzą przy stolikach...

Wydawałoby się, że tendencje powinny być odwrotne, skoro w dzisiejszych czasach wszystkim wszędzie się spieszy...

 - Właśnie, wszyscy mamy mało czasu. Aż tu nagle okazało się, że nowojorskim restauratorom w ciągu dnia wypada mniejsza liczba zajętych stolików. Otóż był to wynik tego, że ludzie bardzo dużo czasu tracą właśnie na robienie zdjęć jedzeniu. Więc robią te zdjęcia, które muszą im dobrze wyjść, potem wrzucają je na swój profil, oznaczają, bo muszą pokazać, gdzie są. Zdjęcia muszą wykonać pod różnymi kątami - tu niedobrze, tu światło nie takie, jak powinno być, po czym, kiedy zaczynają jeść, okazuje się, że zamówione jedzenie jest zimne, więc proszą o jego odgrzanie. W efekcie restauratorzy w Nowym Jorku tracą pieniądze. Dlatego tam już w bardzo wielu miejscach jest oznaczenie, że podczas jedzenia nie wolno korzystać z telefonów komórkowych. Co jest świetne dla relacji międzyludzkich, ale też dla kieszeni restauratorów, którym nie zależy na naszych relacjach, a na tym, żebyśmy my jak najszybciej zjedli, by oni mogli obsłużyć kolejnych gości. Myślę, że z czasem i w Polsce zostanie wprowadzony taki zakaz.

Czyli food porn nie ma pozytywnego wpływu?

- Moim zdaniem nie. Też nie za bardzo rozumiem ludzi, którzy to robią - choć to ma podobno doskonałą klikalność, ale nie za bardzo rozumiem, co mi przyjdzie z tego, że zobaczę, co druga osoba je. Bardziej z moją wrodzoną ironią wysyłałbym zdjęcia już pustego talerza, po zjedzeniu, że żałuj, że nie jadłeś tego, co ja. Wtedy to mogłoby być interesujące. Nie do końca rozumiem, na czym to polega i dlaczego to się "lajkuje", ale to nie ma dobrego wpływu. Telefon, który nam towarzyszy przy jedzeniu nie ma wpływu na to, jak nam to będzie smakowało i czy w ogóle dobrze wykorzystamy ten czas.

Zatem dlaczego tak dużą wagę przywiązujemy do robienia zdjęć jedzeniu?

- Ludzie to robią głównie dlatego, tak jak w przypadku większości rzeczy, które umieszczają w sieci - chcą się pochwalić, co jedzą, gdzie jedzą, w jakim miejscu, w jakiej restauracji, żeby pokazać, że w ogóle jedzą na mieście, że wychodzą z domu, albo nawet jeśli robią to jedzenie w domu, bo tak też często bywa, chcą się pochwalić, co i jak im wyszło. Często chwaląc się osobom na zewnątrz co zrobili, nie dostrzegają, że ta osoba, która jest najbliżej nich, nie dbają o tę osobę, tracą ją.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje