Tory Johnson: Od nadwagi do odwagi

"W odchudzaniu nie chodzi o to, żeby być grzecznym, ale o to, żeby być dla siebie dobrym" - pisze Tory Johnson, amerykańska dziennikarka, która w ciągu roku zrzuciła 28 kilogramów, stając się inspiracją dla milionów kobiet. Do księgarń trafia właśnie jej książka: "Przemiana. Od nadwagi do odwagi czyli jak odnalazłam siebie", w której opisuje swoją walkę z otyłością.

Tory Johnson miała świetną pracę, świetną rodzinę i świetnie prosperującą firmę. Miała też figurę, którą w zawodzie prezenterki telewizyjnej trudno nazwać świetną. Na tydzień  przed Bożym Narodzeniem usłyszała od szefowej komunikat, który można streścić w słowach: "Albo schudniesz, albo stracisz pracę".

Reklama

Tory najpierw się załamała, potem rozpłakała, a na końcu postanowiła, że spróbuje. Jeszcze ten jeden raz.

"To, co kładę do głowy, jest o wiele ważniejsze od tego, co wkładam do ust".

Jeśli odchudzanie zaczyna się w głowie, w tym samym miejscu powinniśmy szukać źródeł otyłości. Tory przez lata wkładała sobie do głowy, że za jej nadwagę odpowiedzialne są geny, rodzina, złe nawyki żywieniowe, producenci  jedzenia, że odpowiedzialni są wszyscy oprócz niej. Że ona nie ma na żadnego wpływu na swoją wagę.

Mając w głowie przekonanie, że "kilogramy są jak kryzys, zatrudnienie czy nagła plajta, których nie jesteśmy w stanie kontrolować", pakowała do ust to, co wpadło jej w ręce. Zwykle wpadały bajgle, naleśniki z syropem, masło orzechowe, chipsy...

To, że Tory kochała jeść, wcale nie oznaczało że kocha swoje otyłe ciało. Wręcz przeciwnie. "Jeśli spędziłeś swoje życie jako gruba osoba - którą desperacko nie chcesz być - czujesz się jak w więzieniu, chciałbyś uciec, ale kraty powstrzymują cię przed zrobieniem kroku na przód"  - pisze w swojej książce. Z tego więzienia nie było przepustek na służbowe kolacje, na basen, na plażę, a na własny ślub można było wyjść tylko w granatowej sukience (bo przecież grubas w białym wygląda absurdalnie).

Tory próbowała wydostać się z więzienia za pomocą kolejnych diet, aż w końcu, zniechęcona brakiem, efektów nauczyła się żyć z myślą, że jest dożywotnio skazana na spodnie w rozmiarze XXL.

"Jedzenie jest paliwem. Nie musi być niezwykłe, przyjemne ani ekscytujące".

Tory miała świetne warunki do tycia i fatalne do odchudzania. Była otyła tak jak  2/3 Amerykanów, należących do najgrubszych narodów świata.  Chcąc zrzucić kilogramy, musiała pokonać nie tylko lata złych nawyków żywieniowych, ale też system, który te nawyki stworzył. Bardzo szybko zdała sobie sprawę z tego, że zdrowa dieta w Ameryce to slalom między skrzydełkami kurczaka, pączkami, frytkami, colą i innymi kalorycznymi "dobrodziejstwami".

W omijaniu przeszkód nie pomagają ani dzieci, które wszczynają awanturę widząc, że mama opróżnia szafki z zapasów masła orzechowego, ani mąż który z uporem maniaka powtarza jej, że jest  piękna nawet ze swoim tłuszczem, ani przyjaciółki, które namawiają na zjedzenie ciastka, bo przecież "ten jeden raz cię nie zabije".

Pomagała za to świadomość, że nawet w otłuszczonej Ameryce coś się zmienia.  Siły dodawały statystyki, według których Amerykanie ograniczyli spożycie cukru o 7 proc.,  spostrzeżenie, że nie wszyscy wokół się obżerają, zdjęcia szczupłych czterdziestolatek, które były żywym dowodem na to, że można. A przede wszystkim odkrycie faktu, ze jogurt może być równie smaczny i sycący jak pączek, a dodatkowo jego spożycie nie skutkuje wyrzutami sumienia.

"Jeśli jesteś głodna, pomaluj paznokcie".

Przecież nie włożysz mokrych paznokci do paczki z chipsami, prawda? To dzięki takim prostym trikom, polegającym na odwracaniu uwagi, zajmowaniu myśli oraz oszukiwaniu umysłu i żołądka Tory udało się zgubić ponad 25 kg. 

Zanim ulegniesz pokusie i sięgniesz po przekąskę, poczekaj, przejdź się,  może przez ten czas ochota ci przejdzie.  Jeśli nie przejdzie, miej zawsze pod ręką bezpieczne jedzenie, w rodzaju owoców, czy warzyw, tak żeby w chwili słabości nie sięgać po słodycze. I nie daj się nabrać na "dni wolne", czyli odchudzałam się tydzień, to teraz zjem ciastko.

Te triki były dodatkiem do specjalnego planu, który Tory opracowała na potrzeby swojej przemiany. Ta "strategia" nie łączyła się z żadną konkretną dietą i mieściła się na małej kartce, którą można było schować do portfela. Zawierała 3 punkty:

1.      O wiele mniej jeść

2.      Nie przekraczać 25 g węglowodanów dziennie

3.      Unikać przetworzonej żywności

Pierwsze w praktyce oznaczało, że jeśli w ciągu 10 sekund była w stanie wymienić wszystko co zjadła w ciągu dnia, znaczyło to,  że nie przesadziła z ilością. Drugie eliminację makaronów, pieczywa i słodyczy.  Trzecie: wykluczenie niby - dietetycznych produktów w rodzaju dietetycznej coli, czekolady bez cukru i ciastek fit.

Natrętne myśli o muffinach i Pepsi zawsze można było odgonić szklanką wody albo gumą do żucia. Chociaż w przypadku Tory najlepszy efekt dawało odganianie zachcianek  inną myślą,  myślą  że to co teraz robię, nie jest wyrzeczeniem, ale prezentem dla siebie.

Kiedy rok później Tory weszła na wagę, wskazówka pokazała 28 kg mniej.

Mimo imponującej utraty wagi, prezenterka w epilogu swojej książki deklaruje, że "ta droga jeszcze się nie skończyła i prawdopodobnie nigdy się nie skończy". Droga wiedzie nie tylko do satysfakcji  szczupłej sylwetki, ale też do pieniędzy. Przedsiębiorcza Tory  swoje doświadczenia w zrzucaniu kilogramów zamieniła na kolejny intratny biznes.

Cytaty pochodzą z książki Tory Johnson "Przemiana. Od nadwagi do odwagi czyli jak odnalazłam siebie". Wydawnictwo Galaktyka.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje