Ziołowy zawrót głowy

Lubimy kurować się darami natury, a nie chemią. Aby skutek był dobry, musimy jednak zachować umiar i rozsądek.

Sklepy zielarskie nie narzekają na brak klientów. Jest wśród nich dużo ludzi starszych, przywiązanych do ludowej medycyny. - Zamiast łykać leki przeciwzapalne, które mogą mi zaszkodzić, bo mam też kłopot z żołądkiem i krążeniem, wolę wysmarować stawy maścią z czarcim pazurem lub pić ziółka na reumatyzm - mówi 70-letnia pani Władysława z Łomży.

Reklama

Wiele osób zbiera dzikie rośliny jadalne. - Jeśli się nie znamy, lepiej tak nie robić! - przestrzega brat Jan z Dukli Ścieranka, z zakonu bonifratrów, którzy od wieków leczą ludzi ziołami; z wykształcenia technik farmaceuta. - A kupując preparaty ziołowe, wybierajmy te z atestem, z pewnego źródła! Składu "leczniczych" mieszanek z niesprawdzonych źródeł czasem nikt naprawdę nie zna, zwłaszcza tych egzotycznych, np z Azji.

Bonifratrzy i inne solidne firmy sprowadzają surowce z terenów czystych ekologicznie, bo zbierane "byle gdzie" mogą tylko zaszkodzić. Zanim trafią do konsumentów, specjaliści z Sanepidu badają te rośliny na zawartość substancji czynnych. Sprawdzają też, czy nie ma w nich środków ochrony roślin i metali ciężkich. Wtedy przyznają atest.

Ważny jest też sposób przechowywania. Nim zioła zostaną zmieszane, muszą być suche. Korzeń albo kwiat powinien mieć najwyżej 18 proc. wilgotności.

Zioła sprawdzają się w profilaktyce i jako uzupełnienie leczenia - potwierdzają lekarze. Doradzają jednak ostrożność i proszą, żeby dla własnego dobra uprzedzać ich, że jesteśmy w trakcie ziołowej kuracji. - Mam pacjenta, który problemy gastryczne leczył miętą, bo tak się robiło w jego rodzinie. I dziwił się, czemu nie ma poprawy! Nie wiedział, że akurat na jego refluks i jelito drażliwe ta roślina prędzej zaszkodzi niż pomoże - mówi dr Józef Garlicki ze Szczecina.

Pamiętajmy też, że nieprofesjonalnie dawkowane zioła mogą osłabiać lub wzmacniać działanie przepisanych leków. Ponadto niektóre związki zawarte w ziołach są dla nas pożyteczne tylko w małych dawkach. W dużych mogą być nawet toksyczne.

O tym warto pamiętać

Grunt to umiar, także w ziołolecznictwie. Przedawkowanie niektórych substancji zawartych w roślinach może przynieść niepożądane skutki.

Jeśli sama zbierasz zioła, szukaj ich w miejscach, które są położone z dala od spalin. Nie wybieraj roślin, których nie znasz.

Zioła najlepiej jest kupować w sprawdzonych źródłach (sklepie zielarskim, aptece). Zwracaj uwagę na producenta, miejsce zbioru, certyfikat.

Masz wątpliwości - poradź się lekarza lub fitoterapeuty.

Przydatne adresy:

● bonifratrzy.pl - strona zakonu, adresy ziołowych poradni

● lukaszluczaj. pl - blog prof. Łukasza Łuczaja.

● skarbnica wiedzy na temat zastosowania dzikich roślin: herbiness.com - m.in. przepisy na kosmetyki z ziół.

Dorota Filipkowska

-----

Informujmy lekarza

Jakich argumentów użyje pani, aby przekonać chorego, że zioła mogą mu niekiedy przynieść więcej szkody niż pożytku?

Katarzyna Witorska, internistka: - Po pierwsze - nigdy nie wiadomo, jaką dawkę leczniczej substancji przyjmuje pacjent, pijąc swoje "ziółka". Wiemy natomiast, co zawierają leki "z apteki" - zwłaszcza te na receptę. Jest to bowiem dokładnie sprawdzane. Po drugie - niektóre substancje roślinne mogą wejść w groźne interakcje z lekarstwami. Dlatego też warto informować lekarza o tym, że przyjmujemy zioła.

Jako lekarka poleca pani zioła swoim pacjentom?

- Czasami, m.in. jako wsparcie terapii. Dla przykładu - w niektórych przewlekłych chorobach dobrze dobrane zioła mogą przyczynić się do zmniejszenia dawki leków.

Stosuje pani zioła na własny użytek, w domu?

- W kuchni właściwie na co dzień. Używam zwłaszcza majeranku, który dobrze działa na trawienie. Czasem piję także herbatkę z melisy. A najchętniej używam ekologicznych kosmetyków. Najważniejsze to wsłuchać się w swój organizm, żeby wiedzieć, co może być mu potrzebne. A nie podążać za modą na zioła! Popularny teraz czystek i olejek z rokitnika nie są niezbędne wszystkim, którzy je piją.

Zioła mnie uodporniły

Katarzyna Mikulska z domu rodzinnego wyniosła szacunek do natury. Mieszka z bliskimi w lesie, w Makowie koło Skierniewic. O leczniczym działaniu roślin opowiadały jej babcia i sąsiadka - zielarka. Dzisiaj pani Kasia również się na nich zna i używa ich na co dzień, zwłaszcza w kuchni. - Z przypraw kupuję tylko pieprz, poza tym doprawiam potrawy macierzanką, kurdybankiem i bylicą - opowiada. - Zamiast sałaty z warzywniaka wolę przyrządzić ją sobie z gwiazdnicy pospolitej. Piję herbatki z jaśminem, bratkiem, owocami. Uważa, że to dzięki życiu w zgodzie z naturą nie choruje.

- Żadna grypa mnie nie bierze! - cieszy się. - Miewam czasami katar, ale trwa jeden dzień i przechodzi. W życiu wykonywała różne prace, była kierowniczką biblioteki i animatorką kultury, ale cały czas rozwijała wiedzę zielarską. Jako wolontariuszka opiekowała się chorymi w łódzkim szpitalu oo bonifratrów, którzy słyną z leczenia ziołami, chodziła też - jako wolny słuchacz - na wykłady na uniwersytecie medycznym. Dziś uczy innych rozpoznawać dzikie rośliny jadalne i używać ich dla zdrowia. - Polecam zwłaszcza rodzime rośliny, które na co dzień stosowały nasze prababki, a dziś są nieco zapomniane - mówi. - Np. podagrycznik może pomóc na stawy...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje