Afroamerykanki podbijają uniwersytety

Ciemnoskóre kobiety są na dobrej drodze do stania się najlepiej wykształconą grupą w Stanach Zjednoczonych. Co wcale nie oznacza, że ich szanse na rynku pracy są takie same, jak ich białych koleżanek.

Pół wieku temu w USA przyjęto ustawę o prawach obywatelskich, zakazującą segregacji rasowej w szkołach. Ciemnoskóre kobiety, które wtedy zyskały pełny dostęp do edukacji, są obecnie najszybciej kształcącą się grupą w amerykańskim społeczeństwie.

Reklama

Jak wynika z badań National Center for Education Statistics (NCES), liczba Afroamerykanów, którzy uczęszczają na uniwersytety, w ciągu ostatnich 30 lat wzrosła o niemal 90 proc. W roku akademickim 2009/2010 ciemnoskórzy studenci zdobyli 14 proc. wszystkich tytułów naukowych, a autorami większości obronionych prac były kobiety. Dla przykładu: napisały one 66 proc. licencjatów, 71 proc. magisteriów i 65 proc. prac doktorskich.

Równe szanse dla wszystkich

14 proc. to tylko z pozoru niewiele. Po pierwsze, w porównaniu ze wspomnianymi statystykami sprzed trzydziestu lat jest to liczba ogromna. Po drugie, za większością dyplomów obronionych przez Afroamerykanów kryje się praca o wiele cięższa niż ta, którą musieli wykonać biali studenci, aby ukończyć studia.

O niesprawiedliwym dostępie do edukacji w USA mówi się od lat. Wyrównaniu szans miała służyć tzw. Akcja Afirmatywna,  zapoczątkowana w latach 60. przez Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. W ramach inicjatywy obniżono kryteria rekrutacyjne dla Afroamerykanów i Latynosów oraz zarezerwowano dla nich stałą liczbę miejsc na uniwersytetach.

Akcja, mimo że trwa już ponad pół wieku, nadal jest szeroko krytykowana. Głównym stawianym wobec niej zarzutem jest twierdzenie, że studenci wywodzący się z mniejszości etnicznych odbierają miejsca białym z lepszymi ocenami i wynikami egzaminów.

Przywilej dla bogatych

Mimo tych ułatwień studia w USA wciąż pozostają jednak przywilejem dla bogatych dzieci z dobrych rodzin. A te dwie bariery są szczególnie trudne do pokonania dla studentów z mniejszości.

Droga na uniwersytet zaczyna się w szkole podstawowej, a jak wynika z badań National Association for the Advacement of Colored People, co 3 dziecko z afroamerykańskiej rodziny uczęszcza do publicznej szkoły, która znajduje się na bardzo niskiej pozycji w rankingach poziomu nauczania (dla porównania: tylko 4 proc. białych dzieci chodzi do takich szkół).

Niższy jest też kapitał społeczny rodziców ciemnoskórych uczniów. Jak wynika z raportu NCES, są oni słabiej wykształceni niż biali z tego samego pokolenia, podejmują się gorszych, bardziej czasochłonnych prac, które często wykonują z dala od miejsca zamieszkania, a przez to mają mniej czasu dla dzieci. Dlatego też, rzadziej poświęcają pociechom czas na takie intelektualne aktywności jak: czytanie bajek, nauka pisania i czytania, wizyty w muzeach czy bibliotece.

Stawiają również swym dzieciom niższe wymagania. Dla przykładu: największy odsetek Afroamerykanów oczekuje od swej pociechy matury, podczas gdy większość białych marzy o magisterium. Ciemnoskórzy również częściej gotowi są zaakceptować fakt, że ich dziecko zakończy edukację na poziomie szkoły podstawowej (16 proc.), a wśród pozostałych grup na taki scenariusz godzi się tylko 8 proc. rodziców.

Podobnie ma się sytuacja z nauczycielami: w oparciu o stereotypy zakładają, że ciemnoskórzy uczniowie nie pójdą na studia, a więc poświęcają im mniej czasu i stawiają niższe wymagania niż białym dzieciom.

Jeśli jednak takie dziecko przejdzie z dobrymi ocenami przez cały cykl edukacji, wcale nie musi to oznaczać, że dostanie się na studia. Wiele uniwersytetów, szczególnie bardziej prestiżowych, premiuje tych kandydatów, którzy są dziećmi absolwentów. To kryterium jest dla Afroamerykanów o wiele trudniejsze do spełnienia niż wymogi finansowe czy edukacyjne.

Do tych wszystkich przejawów dyskryminacji, których doświadczają ciemnoskórzy uczniowie, w przypadku ciemnoskórych uczennic, trzeba dopisać standardową listę problemów z jakimi borykają się dziewczyny w szkołach. Tak więc: premiowanie za grzeczne i uległe zachowanie, nakłanianie do nauki humanistycznych przedmiotów i  - w najlepszym wypadku -  brak zachęt do rozwoju w ścisłych dziedzinach wiedzy.

Pani magister i co dalej?

Mimo że Afroamerykanki mogą być dumne ze swoich edukacyjnych sukcesów, to zdają sobie sprawę  z tego, że wykształcenie nie gwarantuje im dobrej pracy.

Dziś ciemnoskóre kobiety zajmują wyłącznie 8 proc. stanowisk w sektorze prywatnym, a zaledwie 1,5 proc. z nich pełni funkcje kierownicze.

W 2013 roku Afroamerykanka zarabiała 64 centy z każdego dolara zarobionego przez białego mężczyznę (dla porównania: białe kobiety zarabiały 78 centów, a ciemnoskórzy mężczyźni 75). Zdaniem The National Committee on Pay Equity’s Research, różnice te zanikną dopiero w 2060 roku.

Miejmy nadzieję, że te perspektywy nie zniechęcą ciemnoskórych dziewczyn do walki o lepsze wykształcenie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje