Brukselska misja

Któregoś ranka w połowie listopada niespodziewanie zadzwonił Marzec.

- Znaleźliśmy testament pana wuja - powiedział. - Jutro dostanie pan pocztą wezwanie do notariusza Rokickiego w Warszawie na środę w przyszłym tygodniu. Będzie otwarcie. Przyjeżdża też jego adwokat z Brukseli. Bez pana nie otworzą testamentu.
- A pan też tam będzie?
- Po co? Ja w tej sprawie nie mam nic do gadania. Myśmy tylko odnaleźli i dostarczyli dokument. Może będziemy mieli do pana pewną małą sprawę, ale to później.
Wszystko się zgadzało. Następnego dnia przyszło wezwanie, w środę w następnym tygodniu siedziałem już w gabinecie Rokickiego w Warszawie.
Notariusz okazał się filigranowym gościem o przebiegłych oczkach, ubranym z dyskretną elegancją. O jego statusie i guście świadczyła uderzającej urody sekretarka. Wskutek czyjegoś sprytnego legislacyjnego posunięcia w chaotycznych wczesnych latach dziewięćdziesiątych i niedopatrzenia - celowego czy nie - kogoś jeszcze innego przedstawiciele niektórych profesji zarabiali teraz krocie i mogli sobie pozwolić na kosztowne sekretarki.

Reklama

Po kwadransie czekania pojawił się belgijski gość - mecenas Zimmerman. Okazało się, że mówi nieźle, choć nie bez akcentu, po polsku. Rokicki wyjął z małej kasy pancernej kopertę z odręcznym testamentem wuja, jak się okazało, sporządzonym latem zeszłego roku. Mecenas Zimmerman długo porównywał testament z innym odręcznym dokumentem, który przywiózł ze sobą. Coś mruczał, kręcił głową, ale w końcu zwrócił testament Rokickiemu.

Słuchałem ze wzruszeniem. "Ja, Antoni Dębicki, będąc zdrowy na ciele i umyśle, rozporządzam swoim majątkiem, jak następuje...".

Zapisów było sporo, ale jeden istotny dotyczył mnie. Odziedziczyłem mianowicie wujowy dom w Brukseli. Dom w Starszycach łącznie z wyposażeniem i zawartością garażu zapisał wuj Monarowi. Był jeszcze szereg legatów dla różnych ludzi i instytucji w Belgii i kilka w Grecji. Na koniec wymieniony byłem znów ja: "konie moje, Herę i Dystycha, oraz obraz Domenica Baggia pt. Uliczka Kawalerów zapisuję siostrzeńcowi mojemu...".

Znowu dostałem w spadku środek lokomocji. Po Gerwazym odziedziczyłem motocykl, po Bandurze samochód, po wuju konie.

Styl to człowiek, jak powiadają. Ale nie wiem, co by to w tym wypadku miało znaczyć.

Dowiedz się więcej na temat: oczy | okna | testament

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje