Ekskluzywny Menel, Kamil Pawelski

Kocham

Trochę to smutne, że dopiero w wieku trzydziestu lat pojąłem istotę przyjaźni. Wcześniej nie rozumiałem jej i definiowałem ją w niewłaściwy, chyba trochę cyniczny sposób. Prawdopodobnie miało to związek z moim egoizmem i egocentryzmem, które przez lata mną kierowały i były efektem braku wiary w siebie.

Reklama

Wstyd się przyznać, ale za przyjaciół uważałem osoby, które mi nadskakiwały i schlebiały. To były przyjaźnie oparte na wymianie korzyści, nie na bezinteresownym związku dusz. Nie da się długo funkcjonować w takich zakłamanych relacjach. Wtedy się jednak nad tym nie zastanawiałem - po prostu akceptowałem taki stan rzeczy i nie dziwiło mnie, że te znajomości rozpadają się z powodu błahych sprzeczek. Zresztą wkoło mnie widziałem same takie przykłady - ludzie zrywali ze sobą kontakt przez jakieś banalne nieporozumienia, choć jeszcze chwilę wcześniej uchodzili za najlepszych kumpli.

Musiałem przekroczyć trzydziesty rok życia, by pojąć, co znaczy, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i że trzeba zjeść z kimś beczkę soli, by kogoś naprawdę poznać. Cieszę się, że w końcu to sobie uświadomiłem - lepiej późno niż wcale.

Bardzo żałuję, że zanim to do mnie dotarło, straciłem kontakt z wartościowymi ludźmi. Mój najlepszy przyjaciel odszedł ode mnie (a ja od niego) po tym, jak poróżniła nas wiara. I wiem, że jest w tym moja wina. Kiedy wywiązała się dyskusja, miał prawo czuć się przeze mnie surowo oceniony.

Jego poglądy na temat religii były odmienne od moich, ale ja, zamiast je zaakceptować, wolałem forsować własny punkt widzenia. Powinienem dawać przykład, a tymczasem zachowałem się tak, jak ludzie, których postawy potępiam. Nie miałem prawa oceniać jego opinii, nawet jeśli się z nią nie zgadzałem. Postąpiłem jednak inaczej i do dziś doświadczam tego konsekwencji.

Myślę jednak, że taki wstrząs był mi potrzebny. Dzięki temu przeżyciu zdałem sobie sprawę, że nie wolno szufladkować ludzi, a tym bardziej karcić ich słowem czy tonem głosu. A tak właśnie robiłem. Rozpad tej przyjaźni dał mi wiele do myślenia. Moje życie się zmieniło, a ja zacząłem żyć z miłością - normalnie, szczęśliwie, bez zbędnego krytycyzmu.

Zrozumiałem, że przyjaciół trzeba kochać takimi, jacy są - z ich wszystkimi zaletami i wadami. Przez to stali się dla mnie tak bliscy jak rodzina. Akceptacja sprawia, że nawzajem się szanujemy, kochamy i wiemy, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji.

Mam kilkoro prawdziwych przyjaciół. Nie widujemy się codziennie, bo mieszkamy w różnych częściach kraju, ale gdy tylko się spotkamy, czujemy się tak, jakbyśmy nigdy się nie rozstawali. Odległość nie ma żadnego wpływu na nasze relacje. Istotą naszej przyjaźni jest pełne zrozumienie i wzajemna akceptacja bez względu na wszystko.

materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje