Giganci pieśni i tańca: "Mazowsze" kontra "Śląsk"

Stały się rozśpiewanymi wizytówkami epoki PRL. „Mazowsze” i „Śląsk” koncertowały na całym świecie. Ich rywalizacja była tajemnicą poliszynela.

"Mazowsze" - Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca "Mazowsze" zapewne nigdy by nie powstał, gdyby nie upór, pasja i talent Tadeusza Sygietyńskiego i jego żony, Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. On - znany kompozytor i miłośnik folkloru. Ona - gwiazda przedwojennego kina i kabaretu. Powstałe w listopadzie 1948 r. "Mazowsze" było dziełem ich życia. Po śmierci Sygietyńskiego kierownictwo powierzono Mirze, choć nie miała wykształcenia muzycznego. Barwny i roztańczony wizerunek to jej pomysł. Prowadzony żelazną ręką kobiety zespół odniósł wielki sukces.

Reklama

"Śląsk" - Stanisław Hadyna - pochodzący ze Śląska Cieszyńskiego muzykolog i kompozytor - bacznie obserwował pierwsze sukcesy "Mazowsza". Uznał, że Śląsk jest tak bogaty w tradycje ludowe, że powinien mieć własny zespół. Udało mu się przekonać władze w Katowicach i załatwić wsparcie finansowe oraz siedzibę w poniemieckim pałacu w Koszęcinie. Osobiście przemierzał śląskie wsie i miasteczka, poszukując kandydatów. Miał też szczęśliwą rękę do współpracowników. Dużo pomogła mu Elwira Kamińska - choreograf i kostiumolog, twórczyni wspaniałego wizerunku scenicznego "Śląska". Zespół stał się znany i urósł do rangi silnego konkurenta "Mazowsza".

Rok po założeniu w skład "Mazowsza" wchodziła już setka dziewcząt i chłopców. Siedzibą był pałac w Karolinie koło Pruszkowa. Kierując zespołem, Sygietyńscy podzielili się obowiązkami: on sprawiał wrażenie "dobrego wujka", ona - "bardzo groźnej cioci". To Mira miała decydujący wpływ na dobór kadry zespołu, nie przyjmowała bowiem kandydatów, którzy wizualnie nie byli w jej typie. Stąd zarzuty, że członkowie "Mazowsza" wyglądali... jednakowo.

"Mira miała dużo do powiedzenia" - twierdzili wtajemniczeni. Po cichu dodawali, że po prostu... rządziła mężem. Ale nie demonstrowała tego publicznie i najważniejsze sprawy załatwiała w cztery oczy. Pełnię możliwości pokazała po śmierci Sygietyńskiego. Nawet skonfliktowani z nią członkowie "Mazowsza" prosili, by objęła rządy, żeby ocalić zespół.

Pod jej kierownictwem koncerty stały się przepięknymi, kolorowymi spektaklami muzycznymi. Zespół często występował w Europie Zachodniej i USA. Zadebiutowały w nim gwiazdy tej miary co Irena Santor i Lidia Korsakówna. Solistami byli też Danuta Kowalska - później znana aktorka - oraz Stanisław Jopek, ojciec piosenkarki Anny Marii Jopek.

W komedii pt. "Żona dla Australijczyka" w rolę solistki wcieliła się sama Elżbieta Czyżewska. Wątek "Mazowsza" pojawił się również w serialu "Dom"; "mazowszanką" była Ewa - dziewczyna Bronka Talara (Joanna Pacuła), a później żona Andrzeja (Halina Rowicka). Zespół wystąpił też w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy.

Z "Mazowszem" rywalizował "Śląsk", choć jego twórca, Stanisław Hadyna nigdy nie ukrywał podziwu dla Zimińskiej i Sygietyńskiego. Zespół planował z rozmachem, na 300 osób w chórze, balecie i orkiestrze, musiał jednak ograniczyć liczebność o połowę ze względów finansowych. Koszt instrumentów też był ogromny, więc wykorzystał nawet te, które pochodziły z... szabru w poniemieckich domach na Ziemiach Odzyskanych.

Debiut "Śląska" miał miejsce trzy lata po pierwszym publicznym koncercie "Mazowsza", 6 listopada 1953 r. Najważniejszym współpracownikiem Hadyny została Elwira Kamińska - choreograf i kostiumolog. Choć miała męża i córkę, całkowicie poświęciła się "Śląskowi". Bez jej nowatorskich pomysłów zespół nie osiągnąłby takich sukcesów.

O Stanisławie Hadynie plotkowano natomiast, że poza muzyką i folklorem miał słabość do ładnych dziewcząt i zdarzały mu się zdrady małżeńskie. We wspomnieniowej książce "W pogoni za wiosną" poświęcił Kamińskiej zaledwie kilka wzmianek. Nie wiadomo, dlaczego: czy spowodowała to rywalizacja zawodowa?

Widzowie porównywali ze sobą oba zespoły i zastanawiali się, który z nich jest lepszy. Ale uwielbiali zarówno barwne, roztańczone koncerty "Mazowsza", jak i świetne, dopracowane występy "Śląska". W czasach PRL poparcie władz oznaczało dotacje finansowe, co znakomicie wyczuła Zimińska, rozszerzając repertuar także o folklor... śląski.

Po objęciu rządów przez ekipę Edwarda Gierka, górnika z zawodu, miało to swoje znaczenie. Pierwszy sekretarz nie ukrywał zadowolenia, gdy podczas wizyty w RFN wraz z żoną i kanclerzem Niemiec oglądał koncert "Mazowsza". - W pewnej chwili Gierek zawołał "Zaśpiewajcie coś śląskiego!" - wspominał Mieczysław Rakowski. - Zaśpiewali "Szła dzieweczka do laseczka". Żona Gierka, pani Stanisława wzięła pod rękę żonę Schmidta, ta zaś Gierka, ten Schmidta i zaczęli się gibać.

Zimińska znała swoją wartość i nie przejmowała się głosami oponentów, chociaż niektórzy krytycy z przekąsem nazywali ją "carycą z Karolina". Podczas lotu z zespołem przez Atlantyk zażartowała, że dla utrwalenia jej wizerunku przydałaby się jeszcze katastrofa lotnicza. Zmarła jednak śmiercią naturalną w styczniu 1997 r. w Warszawie i została pochowana u boku męża na Powązkach Wojskowych.

Hadynę zmuszono do odejścia w 1973 r., gdy nie zgodził się, żeby zwiększyć ilość przedstawień kosztem ich jakości. Elwira odeszła na wcześniejszą emeryturę. Zmarła w 1983 r.

Giganci pieśni i tańca nadal koncertują, choć zmniejszono im budżety i skład. Wciąż są jednak uznanymi markami - lubianymi i docenianymi przez widzów.

Sławomir Koper


Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje