Janusz Leon Wiśniewski: "Test"

Razem z wydawnictwem Świat Książki zapraszamy do lektury z serii INTERIA.PL Czytadło na weekend. Dzisiaj opowiadanie "Test" Janusza Leona Wiśniewskiego.

środa, 18 sierpnia

Reklama

Myślisz, że wspomnienie rozbite na tysiąc kawałków przestaje być wspomnieniem? A może ma się wtedy za­miast jednego tysiąc wspomnień? Jeśli tak, to myślisz, że teraz każde z tego tysiąca będzie bolało z osobna?

Wczoraj wieczorem wszedł do naszej sypialni. Do naszej... Nie potrafię, mimo wszystko, myśleć o tym miejscu inaczej. Wiesz, że od testu - to już czternaście godzin i dwieście osiemdziesiąt dwa dni - był w tym pokoju tylko dwa razy? Pierwszy raz wtoczył się pijany z resztkami whisky w butelce poplamionej strużka­mi brunatnej zaschniętej krwi, usiadł na brzegu łóżka i bełkocząc, powtarzał swoją mieszaniną hiszpańskie­go i angielskiego: Tu eres una fucking puta, tu eres... Do­kładnie tak samo jak pogardzany przez niego własny ojciec, który przyjechał do Stanów czterdzieści trzy lata temu. Pomimo że nigdy nie nauczył się angielskiego, gdy się upijał i zaczynał wymyślać swojej żonie, to hisz­pańskie wulgarne puta (kurwa) wzmacniał angielskim fucking. Wydawało mu się, że w ten sposób bardziej ją poniży. Jego syn, a mój mąż, nie mógł mnie tego dnia już bardziej poniżyć. Ani on, ani nikt inny. Sama czu­łam się jak cuchnący odorem moczu uliczny hydrant obwąchany i obsikany przez zgraję zapchlonych bez­pańskich psów. I wydawało mi się, że zasłużyłam na to, że powinnam się tak czuć. On znał mnie zbyt dobrze, aby tego nie wiedzieć. Gdy zauważył, że powtarzanie na przemian fucking puta i fucking kurwa nie doprowadza mnie do jeszcze bardziej spazmatycznego płaczu - nie miałam już w sobie po prostu więcej łez - dopił resztkę whisky z butelki, wyrzucił ją przez zamknięte okno sy­pialni, rozbijając w drobny mak podwójną szybę, i ściskając mi ręce w nadgarstkach, zbliżył twarz do mojej. Patrzył mi w oczy i powtarzał, jak bardzo mnie niena­widzi. Najpierw spokojnie, syczącym szeptem, niemalże literując każde słowo, z białą, gęstą pianą zbierającą się w kącikach ust, aby później wykrzyczeć to ogłuszają­cym, jękliwym, histerycznym głosem po angielsku, nie­miecku i hiszpańsku. Na koniec wyjął z kieszeni spodni kartkę i czytał z niej po polsku. Napisał na niej Nienawi­dzę cię kilkadziesiąt razy. Stał nade mną, butami rozsu­wając moje uda, i czytał mi na głos z kartki, podczas gdy ja, siedząc skulona na podłodze obok nocnego stolika, broniłam się, wymachując na oślep rękami przed każ­dym jego "nienawidzę cię", jak przed ciosem. Nawet nie zauważyłam momentu, gdy przestał czytać i wyszedł z pokoju. Sama powtarzałam jak echo "nienawi­dzę cię", uderzając miarowo głową o ścianę. Nie pamię­tam dzisiaj, kogo wtedy miałam na myśli. Jego czy siebie? Może kulawą sprzątaczkę ze szpitala? A może Boga?

Byłam pewna, że on także już nie pamięta, iż to mnie nienawidził tamtego wieczoru. Ze wszystkich uczuć to właśnie nienawiść odurza najbardziej. Bardziej niż zwierzęce pożądanie i bardziej nawet niż przedaw­kowane LSD. To, co prawnicy finezyjnie nazywają zbrod­nią w afekcie, tak naprawdę jest zbrodnią z nienawiści. Przy tym ze wszystkich emocji jest ona najbardziej krót­kotrwałym stanem, jaki rejestruje się w eksperymen­tach na ludziach sprowokowanych do nienawiści i któ­rych głowy wepchnięto do rury połączonej z tomogra­fem analizującym aktywność ich mózgów.

Obszary odpowiedzialne za pamięć, przetwarzanie obrazów i dźwięków, za tożsamość i za logiczne myśle­nie były całkowicie zaciemnione, tak jakby zupełnie wy­łączone. Nienawidzący człowiek jest bezrozumnym, roz­juszonym głuchym ślepcem. Cały tlen z krwi dopływa­jącej do nienawidzącego mózgu pobierają te ośrodki, które kojarzone są z emocjami i instynktami. Na ekra­nach tomografów były rozpalone do białości. Gdy po za­kończeniu wojny w Jugosławii pytano chorwackich żoł­nierzy bestialsko torturowanych przez Serbów podczas przesłuchań, kto ich torturował, to nie mogli sobie przy­pomnieć nawet tego, czy była to kobieta, czy mężczy­zna. Nienawiść całkowicie wykasowała zapisy szcze­gółów w ich pamięciach. Jedyne, co pamiętali, to uczu­cie bezgranicznej nienawiści, nie potrafiąc jednocześnie skojarzyć jej z żadną konkretną osobą.

Drugi raz przyszedł do sypialni wczoraj wieczorem. Czekałam na to przez dwieście osiemdziesiąt dwa wie­czory. Ponad dziewięć miesięcy nie słuchałam muzyki, aby móc usłyszeć jego kroki. I tak nie usłyszałam ich wczoraj. Potrzebował jakichś dokumentów z sejfu, który jest wbudowany w ścianę za drzwiami sypialnianej sza­fy. Leżałam w bieliźnie na łóżku, udając - jak zawsze - że czytam książkę. Przechodząc obok, spojrzał na mnie jak ginekolog przed zamknięciem swojego gabinetu po całym dniu pracy. Chciałby iść już do domu, a tutaj wchodzi pomarszczona staruszka z upławami. To nie była odurzająca nienawiść. To była odraza.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje