Każdego dnia przychodź na nowo na świat

​Telefon zadzwonił późnym niedzielnym wieczorem, tuż po 21.30. Kobieta po drugiej stronie słuchawki chrząknęła, a potem zostawiła krótką wiadomość na mojej redakcyjnej automatycznej sekretarce. Chodziło o mój optymistyczny felieton.

Właśnie przeczytałam pani artykuł w niedzielnej gazecie. Urodziłam się w latach trzydziestych. Moja matka nie była zamężna. Oddała mnie do adopcji i zostałam adoptowana. Wolałabym, żeby usunęła tę ciążę, bo nigdy nie byłam szczęśliwa. Jestem przekonana, że bardzo wielu ludzi czuje się tak samo jak ja.

Reklama

I to wszystko. Rozłączyła się. Odsłuchałam tę wiadomość kilka razy, żeby sprawdzić, czy w jej głosie pobrzmiewa złość, smutek, czy może jedno i drugie. Ta kobieta wolałaby się nie urodzić. Przeżyła ponad pół wieku, ale nigdy nie czuła się szczęśliwa. Zastanawiałam się, jak rozumie szczęście. Czy nigdy nie widziała wspaniałego zachodu słońca? Albo setek gwiazd roziskrzonych na czarnym niebie? Czy nigdy nie doświadczyła namiętnego pocałunku. Czy nigdy nie zjechała na rowerze ze wzgórza z wiatrem we włosach? Nie brodziła w strumieniu, czując, jak błoto wciska się między palce jej stóp? Czy nigdy nie zrobiła orła na śniegu, nie przeczytała świetnej powieści, nie wygrała w remika?

Czy mierzy szczęście chwilami czy latami? Najwyraźniej latami. Być może przeanalizowała każdy rok po kolei i doszła do wniosku, że ma nieszczęśliwe życie. Może nigdy nie przebolała faktu, że porzuciła ją biologiczna matka. Może ludzie, którzy ją adoptowali, byli wobec niej niemili albo wręcz agresywni. Ale nikt - nawet ten, kto od początku ma oboje rodziców - nie dostaje gwarancji absolutnej, bezwarunkowej miłości i szczęścia. Nie ma tak dobrze.

Za to jest znacznie ciekawiej. Gdybyśmy cały czas byli szczęśliwi, przestałoby nas to cieszyć. To tak, jakby lato trwało przez cały rok. Znudziłoby nam się słońce i błękitne niebo, gdybyśmy oglądali je codziennie. Właśnie za to kocham Ohio. Tutejsza pogoda to idealna kombinacja burz z piorunami, zadymek, fal upałów, jesiennych liści i bitew na śnieżki. Nikt nie ma idealnego życia.

Ale gdybyśmy mogli wrzucić wszystkie swoje problemy na jedną stertę i zamienić się nią z kimś innym, każdy wybrałby własną. Ja też wybrałabym moją, ze wszystkimi cierpieniami, lękami i chwilami rozpaczy. Za nic bym ich nie oddała. Czy ta kobieta naprawdę wolałaby nie żyć? Żałowała, że w ogóle przyszła na świat. Przypomniał mi się Jimmy Stewart w filmie To wspaniałe życie. Stał na moście, gotów skończyć ze sobą, kiedy nagle pojawił się obok niego niezdarny anioł Clarence, żeby pokazać Jimmy’emu, jak bardzo brakowałoby go na świecie. Może ta kobieta nie dokonała niczego tak spektakularnego jak uratowanie komuś życia, ale na pewno miała wpływ na czyjeś życie przez te wszystkie lata, przez które chodziła po ziemi. A jeśli dotąd nie miała, to może mieć od dziś.

Chciałam jej powiedzieć, żeby zaczęła życie od nowa. Jeśli cierpisz przez to, że rodzice cię nie kochali, idź na terapię. Weź rozwód ze swoją rodziną i stwórz nową, złożoną z kochających przyjaciół. Zacznij pracować społecznie, żeby ulżyć cierpieniom kogoś innego. Chciałam jej powiedzieć, żeby porozmawiała z Bogiem. A jeśli w Bogu widzi obcą albo złośliwą istotę, która ją ocenia, to niech znajdzie sobie nowego Boga. Chciałam jej powiedzieć, że nawet człowiek mający oboje rodziców, którzy kochają go nad życie i zawsze okazują mu wsparcie, nie ma zagwarantowanego szczęścia. Nikomu z nas nie spełniają się wszystkie marzenia. A jeśli się spełniają, to zwykle po tym, jak życie da nam mocno popalić.

Chciałam jej powiedzieć, żeby dała popalić życiu. Jeśli nienawidzi swojej pracy, to może ją zmienić albo przynajmniej zmienić to, jaki ma do niej stosunek. Jeśli nudzi ją jej dom, może przestawić meble. Pomalować ściany. Albo którąś wyburzyć. Chciałam jej powiedzieć, żeby przepisała swoje życie. Przerobiła je na nowo. Każdy dzień zaczynała z czystym kontem. By rano sięgała po białe płótno i codziennie malowała w zapamiętaniu, bez żadnych zmartwień, bez strachu.

Ale nie mogłam jej nic powiedzieć. Nie zostawiła nazwiska ani numeru telefonu. Tylko odrobinę rozpaczy i ważną refleksję: szczęście to wybór. Czasem wybieram coś innego. Użalam się nad sobą, pogrążam w lęku, złości albo smutku. Kiedy się na tym przyłapię, robię chwilę przerwy i zadaję sobie pytanie: "Czy chcesz być szczęśliwa?".

Niekiedy zaskakuję sama siebie, bo odpowiedź brzmi: "Nie". Ale kiedy wypowiadam to słowo, "nie", mam jasność, że decyduję się być nieszczęśliwa. Moja rozpacz trwa krótko, bo wiem, że to ode mnie zależy, kiedy się skończy. Czasami wystarczy po prostu położyć się wcześniej spać. Rano mam szansę narodzić się na nowo, znów przyjść na świat. Wszyscy uwielbiają noworodki! Noworodka nikt nie osądza. Jest idealny taki, jaki jest.

Mój przyjaciel Don Cozzens, ksiądz katolicki, zakończył kiedyś kazanie następującymi słowami: "Nie jesteśmy zepsutymi ludźmi, którzy przez całe życie naprawiają swoje błędy. Rodzimy się doskonali i przez całe życie to odkrywamy". Dlaczego nie mielibyśmy odkrywać swojej doskonałości każdego dnia, patrząc w lustro? Upomnij się o to, co twoje. Odkryj prawdę w tych cudownych wersetach proroka Izajasza: "Wezwałem cię po imieniu. Oto wyryłem cię na obu dłoniach". Co widzisz, kiedy przeglądasz się w lustrze? Ja chcę zobaczyć w nim to, co widzi Jessica. To mała dziewczynka znana z filmiku na portalu YouTube, w którym wskakuje na blat w łazience i skanduje do lustra afirmacje.

W nagraniu Daily Affirmation ("Codzienna afirmacja") ta pięciolatka z burzą jasnych loków stoi w rozkroku nad umywalką i wykrzykuje prosto do lustra: "Cały mój dom jest świetny! Mogę robić wszystko, co dobre! Lubię moją szkołę! Lubię mojego tatę! Lubię moich kuzynów! Lubię moje ciotki! Lubię moją mamę! Lubię moje siostry!". Rozkręca się i zaczyna wymachiwać piąstkami w powietrzu. "Lubię moje włosy! Lubię moją fryzurę! Lubię moją piżamę! Lubię moje rzeczy! Lubię mój pokój! Lubię mój cały dom!" Potem klaszcze w dłonie, jakby była gotowa na podbój świata. "Cały mój dom jest świetny! Mogę robić wszystko, co dobre", powtarza, schodząc z blatu, mijając nocnik i wannę pełną zabawek. "Tak, tak, tak, tak, tak. Mogę robić wszystko, co dobre, lepiej niż wszyscy inni!"

Kto nie chciałby czuć się tak dobrze każdego ranka? Niektórzy pewnie myślą, że afirmacje to głupota godna Stuarta Smalleya, bohatera odgrywanego przez Ala Frankena w programie Saturday Night Live, który powtarza sobie: "Jestem wystarczająco dobry, jestem wystarczająco mądry i do jasnej ciasnej, ludzie mnie lubią!". Ale z badań wynika, że nasze szczęście zależy od nas samych. Doktor Sonja Lyubomirsky, autorka książki Wybierz szczęście: Naukowe metody budowania życia, jakiego pragniesz, analizuje ludzkie szczęście. Jej badania wykazały, że okoliczności życiowe odpowiadają za dziesięć procent naszego poczucia szczęścia.

Tylko tyle?

Tak.

Za kolejne pięćdziesiąt procent odpowiada genetyka.

A reszta zależy wyłącznie od ciebie. Więc może poświęć się w stu procentach tym czterdziestu procentom?

Linda Wisler Luft, która prowadzi firmę coachingową Fireball Coaching and Consulting w Columbus w stanie Ohio, kiedyś czuła się w swoim życiu jak w pułapce. Przeszło jej to dopiero, kiedy zaczęto u niej podejrzewać raka. Teraz zawodowo pomaga innym wydostać się z takich pułapek. Radzi im przyjrzeć się temu, jak postrzegają swoje życie w danym momencie. Najpierw poznaj swój aktualny punkt widzenia, a potem wybierz nową perspektywę, z której spojrzysz na własne życie. Podejmij decyzję, czego nie chcesz i czego chcesz.

Zachęca do stawiania sobie celów zgodnie z koncepcją SMART (z ang. simple, measurable, achievable, realistic, time-targeted), czyli: prostych, mierzalnych, osiągalnych, realistycznych i określonych w czasie. Spróbuj zwizualizować sobie każdy cel tak, jakbyś już go osiągnął. Wyobraź sobie siebie za dwadzieścia lat. Czy już wiesz, jak ma wyglądać twoje przyszłe "ja"? W takim razie pozwól mu przychodzić na świat każdego dnia. Codziennie rano spójrz w lustro i doceń ten cud, jakim jesteś teraz, a potem zacznij swój dzień i obserwuj efekty. 

Felietony z książki Reginy Brett Jesteś cudem. 50 lekcji, jak uczynić niemożliwe możliwym, wydanej przez Insignis Media, Kraków 2013 w przekładzie Olgi Siary.


materiały promocyjne
Dowiedz się więcej na temat: optymizm | szczęście

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje