Krynolina w krzywym zwierciadle satyry

Zadaniem krynoliny było nadawanie odpowiedniego kształtu spódnicy, poprzez jej powiększenie.

Mogła ona mieć postać zszytych taśmą obręczy (ilustracja pierwsza), czy też halki (ilustracja druga).

Reklama

Autorzy nie są zgodni co do daty jej powstania. Zdaniem niektórych były to lata trzydzieste XIX wieku, zdaniem innych (jak Anna Moryto) dopiero lata czterdzieste. Kształt, jaki krynolina miała nadawać spódnicom, był różny w zależności od panującej akurat mody. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku zaczęła ona rozszerzać spódnice do wręcz monstrualnych rozmiarów, stając się powodem licznych satyr. Jej wielbicielką, a zarazem wielką propagatorką była cesarzowa Eugenia (żona Napoleona III).


Z uwagi na niską cenę, z czasem szał krynolinowy opanował prawie wszystkie warstwy społeczne. Nosiły ją nawet służące, oczywiście w skromniejszym wydaniu. Na fotografii poniżej kontur krynoliny widać dość wyraźnie u pierwszej kobiety po lewej stronie.

Prosta fryzura, rysy twarzy, a do tego niestaranny - by nie rzecz - niechlujny strój dziewczynki na zdjęciu poniżej nie pozostawiają wątpliwości, że nie jest ona wysoko urodzona. Co nie zmienia postaci rzeczy, że ma na sobie krynolinę.

W dzisiejszym wpisie chciałaby zająć się nie tyle opisem zmieniających się pod wpływem mody kształtów krynolin, co raczej tym, jak wyglądało w praktyce ich używanie. Ale może zacznijmy od początku, czyli od kupowania.

Następnie ten "drobny pakuneczek" trzeba było przywieść do domu. Niestety jak na złość, nie chciał zmieścić się w środku dyliżansu. Choć z drugiej strony może to i dobrze, bo gdy zapakowany na dachu dyliżans zajeżdżał pod dom, wszystkie sąsiadki z ulicy widziały, że "dama" kupuje kolejną krynolinę.

Po przywiezieniu do domu takiego "modowego cacka", trzeba było go założyć. Proponuję zwrócić uwagę na pasy na czwartym zdjęciu poniżej, które przytrzymują służącą, tak aby mogła ubierać swoją panią, nachylając się do niej pod kontem.

I może jeszcze ta sama czynność w krzywym zwierciadle satyry.


Chyba żadna część kobiecej garderoby nie doczekała się tylu satyr, co krynolina. Dzięki czemu możemy zobaczyć, z jakimi trudnościami wiązało się jej noszenie. Ale czegóż nie robiono dla mody!

Po pierwsze targana wiatrem na ulicy nadymała się jak balon, a czasami unosiła spódnicę, odsłaniając damską bieliznę, ku uciesze panów.

Czasami zdarzało się, że suknia elegantki zajęła się ogniem, a wtedy wszyscy spieszyli na ratunek.

Było też nieco trudności przy mijaniu się w drzwiach.

W wagonie po wejściu elegantek w krynolinie przedział sześcioosobowy stawał się dwuosobowym. Choć pasażerowie nie chcieli tego zrozumieć i na siłę pchali się do środka. 

Ale takie trudności to nic. Prawdziwa elegantka pamiętała o tym, by nawet na wieś założyć krynolinę dla oczarowania miejscowych rolników.

Źródło: Blog historyczno-obyczajowy Agnieszki Lisak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje