Matki chrzestne bomby atomowej

Projekt był ściśle tajny, a miejsce całkowicie odizolowane. Kobiety, które przez 3 lata pracowały nad bombą atomową, nawet o tym nie wiedziały...

Południowe Appalachy przez długi czas strzegły swoich tajemnic - ukrytych głęboko pod warstwami skał łupkowych i węgla, schowanych pod pradawnymi wzgórzami Cumberland, przyczajonych w cieniu najdalej na południe wysuniętych zboczy gór Great Smoky. Od 1942 roku stały się strażnikiem nowej tajemnicy.

Reklama

Tutejsza ziemia zadrżała i zatrzęsła się przed bezprecedensowym sojuszem wojska, przemysłu i nauki, który doprowadził do stworzenia najpotężniejszej i najbardziej kontrowersyjnej broni spośród wszystkich znanych dotąd ludzkości. Broni o ogromnej, niespotykanej w historii mocy, która uwalniała energię podstawowego składnika materii, czyli atomu.

Projekt nadzorował generał, a zespół najwybitniejszych światowych naukowców miał go zrealizować. To jednak dzięki wielu wspaniałym i często nieznanym ludziom wizje, plany i teorie mogły stać się rzeczywistością. Dziesiątki tysięcy osób pracowały bez ustanku przy projekcie, którego szczegółów nigdy im nie wyjaśniono.

Tym młodym i odważnym ludziom, którzy podczas II wojny światowej przyjechali do Oak Ridge w stanie Tennessee, przyszło żyć i pracować w mieście zbudowanym od zera dla jednego jedynego celu: wzbogacenia uranu potrzebnego do budowy pierwszej bomby atomowej, która miała być użyta w walce.

Projekt Manhattan wymagał poświęcenia, a nawet ofiar, nie tylko od pracujących przy nim ludzi. Stworzenie infrastruktury zajmującej powierzchnię czterokrotnie większą niż Manhattan wiązało się z wysiedleniem tysięcy rodzin, z których część musiała porzucić dobytki, godząc się na liche rekompensaty finansowe.

Byli jednak i tacy, którzy porzucać nie musieli nic, bo nic nie posiadali... Wyburzono budynki na prawie 800 działkach, pozostawiając jedynie 180 nieruchomości, służących później celom mieszkalnym i magazynowym projektu.

Polski ślad

Jedną z bohaterek "Dziewczyn Atomowych" jest Celia Szapka, Amerykanka polskiego pochodzenia, sekretarka, przeniesiona z biura projektu w Nowym Jorku. Jak inne głęboko wierząca w sens swojej pracy na drodze do rychłego i zwycięskiego zakończenia najbardziej wyniszczającej z wojen. Podobnie jak innym kobietom, jadącym pociągiem do Oak Ridge, powiedziano jej, że praca ta będzie służyć wyłącznie temu celowi.

Celia szybko przyzwyczaiła się do aury tajemniczości. Podpisała mnóstwo dokumentów, bez słowa protestu zgodziła się na pobranie odcisków palców i z cierpliwością wysłuchała kilku pogadanek, że nigdy nie powinna rozmawiać o tym, czym się zajmuje.

Znaczenie kobiet dla przemysłu i gospodarki podczas wojny rosło w postępie geometrycznym. Dwóch braci Celii walczyło na froncie, więc miała ona mocne poczucie obowiązku, które rozwiewało wszelkie wątpliwości. Jeśli jej wkład w tę wojnę wymagał wyjazdu do jakiegoś dalekiego, obcego i zapomnianego przez Boga miejsca, to niech tak będzie - myślała.

Prawdziwa kakofonia dźwięków

Wśród pracowników zaangażowanych w Project Manhattan było wiele młodych kobiet, które opuściły rodzinne domy, by w taki właśnie sposób wziąć udział w tej wojnie. Dobrowolnie zamieniły farmy czy spokojne urzędnicze posady na fabryki, pisały do bliskich pełne nadziei listy, pracowały niezmordowanie i cierpliwie czekały, co z tej pracy wyniknie...

W każdym zakątku, od działu kadr po laboratoria chemiczne, roiło się od kobiet. Pracowały jako sprzątaczki, sprzedawczynie, chemiczki, telefonistki, a czarnoskóre nawet jako robotnice kolejowe. Do wielu z nich Denise Kiernan udało się dotrzeć, by wysłuchać ich wyjątkowych opowieści. "Dziewczyny Atomowe" są ich zapisem.

Kobiety pracujące jako operatorki kalutronów, urządzeń służących do wzbogacania potrzebnego do budowy broni jądrowej uranu, przyjeżdżały do pracy autobusem (dojeżdżające z dalszych zakątków, aby zdążyć na ranną zmianę, zaczynającą się o siódmej, musiały wsiąść do autobusu już o czwartej rano).

Sterownie kalutronów były olbrzymie. Długie, wysokie, z nieprzyjemnym ostrym światłem, a na dodatek panował w nich potworny hałas. W tej przytłaczającej, pełnej betonu i metalu przestrzeni, rozlegała się prawdziwa kakofonia dźwięków - odgłosy ciężkich kroków na cementowej podłodze mieszały się z wołaniami ludzi, przerywanymi od czasu do czasu przez trzaski zwarć elektrycznych i zgrzyty haków uziemiających.

 Szczególny eksperyment socjologiczny

Jednym z największych problemów psychicznych mieszkańców Oak Ridge  - obok poczucia przygnębienia i niskiego morale - była jednak tęsknota za domem, szczególnie wśród młodych kobiet. Z tego względu życie rozrywkowe z czasem wzbogaciło się o pijalnie piwa, samochodowe kino, pole do minigolfa, tor do jazdy na wrotkach czy trampolinę gimnastyczną.

Średnia wieku mieszkańców Oak Ridge wynosiła 27 lat. Społeczność miasta stanowiła ekscytująca mieszanka: byli żołnierze i naukowcy, robotnicy budowlani i kierowcy ciężarówek, kobiety po studiach, które przyjechały z wielkich miast, oraz dziewczyny, które skończyły tylko szkołę średnią i wychowywały się na pobliskich farmach.

Dzięki temu zawieranie znajomości wydawało się wyjątkowo łatwe. Ograniczeniem stanowiła jedynie panująca wokół atmosfera podejrzliwości. Trudno było bowiem o pewność, czy zapoznana właśnie osoba nie jest donosicielem. A mówienie o projekcie było przecież surowo zakazane.

 
 3 lipca nakładem Wydawnictwa Otwartego ukażą się "Dziewczyny Atomowe" amerykańskiej dziennikarki Denise Kiernan. Pasjonująca opowieść o zwykłych kobietach, którym przyszło dokonać niezwykłych rzeczy w równie niezwykłym czasie.

-----

Denise Kiernan - pisarka i dziennikarka. Publikowała w "The New York Times", "The Wall Street Journal", "The Village Voice", "Ms. Magazine", "Discover" i wielu innych. Jest autorką książek historycznych. Mieszka w Karolinie Północnej.

Wydawnictwo Otwarte

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje