Milczenie napiętnowanych

Ukrywają się. Bywa, że kłamią na rozmowach kwalifikacyjnych. Latami zatajają swoje sekrety nawet przed najbliższymi. Niektórzy w ogóle nie wychodzą z domu. Są niewinni. I są odrzuceni, bo są inni.

Jak wiele trzeba, aby społeczeństwo nas odrzuciło? Czasami wystarczy jedna cecha, może być zupełnie niezawiniona i nieznacząca, ale mimo to sprawiająca, że jesteśmy inni. Nieestetyczna choroba, drobny defekt fizyczny, przykre zdarzenie z przeszłości mogą sprawić, że wypadniemy poza nawias, a w naszym towarzystwie będzie się odczuwało dyskomfort i zażenowanie.

Reklama

Wydaje się, że czasy palenia czarownic dawno już minęły, że żyjemy w nowoczesnym społeczeństwie otwartym na dialog kulturowy i różnorodność. Nikt nie nazywa już nieślubnych dzieci bękartami, a rasistowskie żarty mogą przynieść więcej kłopotów temu, kto je opowiada, niż temu w kogo były wymierzone. A jednak  wciąż istnieją ludzie, którym w naszym społeczeństwie żyje się ciężko. Stygmatyzowani.

Niepełnosprawni, homoseksualiści, osoby starsze i chore, ofiary gwałtów, otyli, przedstawiciele innych ras, narodowości, wyznań, bezrobotni, osoby zeszpecone lub wykonujące określone zawody np. grabarze - grup, które jesteśmy skłonni odrzucać jest tak wiele, że niewykluczone, że sami znajdziemy się kiedyś w jednej z nich.

Oprócz stygmatów, które otrzymujemy z chwilą przyjścia na świat istnieją też stygmaty nabyte. Wystarczy nieestetyczna choroba skóry, utrata pracy, narodziny niepełnosprawnego dziecka, a społeczeństwo, w które tak doskonale jesteśmy wpasowani, da nam się poznać od najgorszej strony.

Osobom otyłym znacznie trudniej jest znaleźć pracę, bo rekruterzy uważają je za leniwe i mniej inteligentne. Schorzenia psychiczne mogą przekreślić nie tylko karierę zawodową, ale i życie towarzyskie. Starość wypycha ludzi na margines życia społecznego. Dzieci z zespołem Downa niemal nie widuje się na ulicach.

Autobusowy Sąd Najwyższy

Monika, mama 9-latki z naczyniakiem płaskim: - Czerwona plama pokrywa niemal pół twarzy mojej córeczki. Kiedy dziecko było małe, cierpliwie tłumaczyłam zaczepiającym mnie w autobusach osobom, że naczyniak jest wrodzony, że stosujemy odpowiednie metody leczenia. Teraz jest znacznie gorzej, bo kiedy starsze kobiety pytają, czy zapatrzyłam się w ciąży na ogień, albo bez żenady doradzają, abym zdobyła łożysko i smarowała nim dziecku twarz, czuję jak maleńka dłoń mojej córeczki mocniej ściska moją rękę.

- Czasami inni pasażerowie również zaczynają komentować wygląd mojego dziecka, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że ono jest obecne, wszystko słyszy, rozumie i odczuwa. Takie sytuacja zdarzają się nawet kilka razy w tygodniu. Co ciekawe, w taki sposób zachowują się najczęściej ludzie starsi. Bardzo okrutne bywają też dzieci, które na placu zabaw na widok mojej córki krzyczały np. "nie wchodź na zjeżdżalnię, bo tam jest potwór".

 Pytania o to, czy ciężarna matka patrzyła w ogień to nie tylko przejaw zabobonów. To coś, co psychologowie społeczni nazywają wiarą w sprawiedliwy świat. Chcemy wierzyć, że ci, których spotkało nieszczęście, sami na to zasłużyli. Szukamy winnych, a małe autobusowe śledztwo ma wykazać, że to nie ślepy los odpowiada za krzywdę dziecka. I matka i dziecko boleśnie odczuwają, że w tym procesie są głównymi podejrzanymi.

Dziewczynka chodzi do waldorfskiej szkoły, w której spotyka się z profesjonalnym podejściem, ale nie wszystkie dzieci mają tyle szczęścia, a szkoła nie zawsze jest przyjaznym środowiskiem.

Agnieszka, mama autystycznego Jasia: - Za każdym razem, kiedy wsiadamy do autobusu czy tramwaju odczuwam stres, bo wiem, że zachowanie mojego dziecka może być komentowane przez innych pasażerów w nieprzyjazny sposób. Trudno jest za każdym razem tłumaczyć, że mój 11-letni syn jest niepełnosprawny, bo on również to słyszy. Nie chcę żeby był nieustannie bombardowany tym komunikatem. Napiętnowanie społeczne dotyka dzieci niepełnosprawne i ich rodziców właściwie na każdym kroku. Mój syn nigdy nie był zaproszony na urodziny innego dziecka, w klasie często słyszy, że się nie liczy bo ma autyzm.

- Szkoły traktują rodziców dzieci niepełnosprawnych jako rodziców roszczeniowych, tylko dlatego, że ci chcą, aby zalecenia dotyczące ich dzieci były realizowane. Szkoły dostają na ten cel specjalne dofinansowanie, ale pieniądze są często wydawane na inne cele. Rzeczywistość klas integracyjnych bywa taka, że dzieci niepełnosprawne siedzą w wydzielonej części sali pod opieką nauczyciele wspomagającego i nie uczestniczą w zajęciach na równi z innymi. Zdarza się, że nauczyciele życzą sobie, aby nie posyłać dziecka do szkoły w dniu, kiedy organizowana jest wycieczka.

 Lepiej się nie przyznawać

Stefan (25 l.), inżynier, leczony z powodu zespołu paranoidalnego: - W czasie studiów działałem w Zrzeszeniu Studentów Niepełnosprawnych i tam przez trzy lata nikt nie zapytał mnie o to, na czym polega moja niepełnosprawność. I to było dobre. Zrzeszenie organizowało wiele wyjazdów i imprez, w których uczestniczyły osoby niepełnosprawne i zdrowe. Na tym właśnie polega prawdziwa integracja - można razem miło spędzić czas. Ja nie chcę opowiadać o mojej chorobie, bo nie chcę, aby ludzie traktowali mnie jak kalekę, albo wyobrażali sobie nie wiadomo co. Myślę, że i tak nie byliby mnie w stanie zrozumieć.

Jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni. Dlatego ukrywanie cechy, która może być przyczyną kłopotów, jest jedną z najczęściej wybieranych strategii. Pozwala ona, przynajmniej częściowo uniknąć szykan, ale ma też swoje koszty. Długo skrywany sekret jest poważnym obciążeniem psychicznym, a prawda ujawniona po latach ma często destrukcyjny charakter.

Nie wszystko da się ukryć

Agnieszka Czerwińska, modelka size plus, właścicielka agencji modelek Nobodys Perfect: - Dobrze wiem, co to znaczy być innym, ponieważ od dziecka byłam prześladowana ze względu na otyłość. Później nie było lepiej. Po jednym z programów telewizyjnych, przechodzień, który mnie rozpoznał napluł mi w twarz. To był najgorszy moment. Czułam, że to co robię jest niepotrzebne, że jestem zrobiona z gorszego materiału. Bałam się iść do urzędu załatwiać sprawy, bo w Polsce panuje niesłuszne przekonanie, że osoba z nadwagą jest mało inteligentna.

- Mnie udało się schudnąć 50 kg, ale nadal widzę ogromny wstyd w oczach otyłych kobiet korzystających np. z komunikacji miejskiej. Wiem, jak się czują. Napiętnowanie jest silne i trzeba naprawdę ogromnego poczucia własnej wartości, aby się nie załamać.

W czasach kiedy tożsamość jest budowana gównie na takich podstawach jak atrakcyjność fizyczna, wygląd zewnętrzny ma kluczowe znaczenie. Według badań cztery piąte Polek są niezadowolone ze swojego wyglądu, a większość respondentów uważa, że uroda pomaga zarówno w kontaktach towarzyskich, jak i zawodowych. Przekaz medialny eliminuje wizerunki osób starych lub nie odpowiadających wyśrubowanym standardom urody. Odbieganie od wzorca urody jest przyjmowane gorzej niż skazy charakteru.

 Jak się bronić?

Anna, mama adoptowanego 3-letniego Tomka:  - Staram się przygotować moje dziecko na sytuacje, które mogą się pojawić. Od początku mówię mu prawdę. Nie ukrywam tego, że jest adoptowany, ponieważ uważam, że byłoby źle, gdyby usłyszał o tym od innych. Razem z mężem robimy wszystko, aby nasz syn odbierał adopcję jako coś normalnego, a wręcz pozytywnego.  Staramy się go wspierać i wyrobić w nim wysokie poczucie własnej godności.

- Myślę, że jeśli moje dziecko będzie czuło się dobrze w naszej  rodzinie,  będzie rozumiało i akceptowało sytuację, to będzie też  w stanie stawić czoła nawet nieprzychylnym uwagom ze strony np. innych dzieci. Dużą pomocą w ustaleniu właściwego postępowania były dla nas szkolenia w ośrodku adopcyjnym.

Chociaż nie zawsze mamy wpływ na to, jaką łatkę przylepią nam inni, to reakcja na prześladowanie wciąż pozostaje w naszych rękach. Budowanie poczucia własnej wartości i odnalezienie odpowiedniej grupy wsparcia to jedne z najlepszych sposobów, w jakie możemy sobie pomóc.

 Tak stygmatyzuje mniejszość...

Sławek, Łemko, działacz organizacji łemkowskich: - Nigdy nie spotkałem się z negatywną reakcją na moje pochodzenie i wyznanie. Wśród ludzi budzi to raczej ciekawość i prowokuje pytania o moją kulturę, o różnice między religiami. Wiem, że część Łemków nadal ukrywa swoją tożsamość ze względu na pamięć o czasach komunistycznych, kiedy nienawiść była celowo rozbudzana przez władze. Teraz więcej napięć i konfliktów widzę wśród samych Łemków, niż w kontaktach z innymi narodowościami. Kiedy spotykałem się z dziewczyną, która była Żydówką, słyszałem często, że to nie jest właściwe, że powinienem był wybrać Łemkinię.

Zamykanie się w hermetycznych grupach własnych również niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa. W takim wyizolowanym świecie łatwo jest stracić orientację, czy nasze osiągnięcia są jedynie sukcesami na miarę tej grupy, czy na miarę społeczeństwa. Za gorsze osiągnięcia własnej grupy można z łatwością obwinić uprzedzenia innych.

Składanie winy za wszelkie niepowodzenia życiowe na karb stygmatu, może prowadzić do wyuczonej bezradności.

Tekst: Izabela Grelowska

O tym dlaczego i w jaki sposób stygmatyzujemy innych oraz jak radzić sobie z tym problemem opowiada Elżbieta Czykwin, socjolog i autorka książki "Stygmat społeczny". 

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Dlaczego boimy się inności?

Elżbieta Czykwin, socjolog: - Jest bardzo wiele przyczyn zarówno poznawczych, jak i emocjonalnych.

- Jednym z ciekawych źródeł stygmatyzacji jest "bycie pomiędzy", brak przynależności do jednej wyraźnie wyodrębnionej i sklasyfikowanej grupy. Chcemy, aby kategorie były ostro od siebie oddzielone, bo tak łatwiej nam klasyfikować złożony świat społeczny. Klasycznym przykładem są tu homoseksualiści. Przez wieki w naszej kulturze panował prosty podział na kobiety i mężczyzn. Okazało się, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana i wymyka się tak prostemu rozgraniczeniu.

- Innym przykładem kłopotów z klasyfikacją byli Żydzi, ze względu na swoją dwukulturowość. Przynależeli oni do swojego narodu, ale byli także częścią społeczności, w której mieszkali. Wykonywali zawody, które sytuowały ich "pomiędzy" np. prowadzili zajazdy, w których zatrzymywali się przyjezdni. Znali języki obce. Dzięki temu mieli więcej informacji, pośredniczyli, w kontaktach między zewnętrznym światem a miejscowymi.

- Proszę zwrócić uwagę, że ofiarami procesów o czary były zazwyczaj kobiety w okresie menopauzalnym. One również sytuowały się "pomiędzy".

Stygmatyzujemy Innych, bo czujemy się w ich towarzystwie niekomfortowo?

- Twórca teorii stygmatyzacji Erving Goffman, zwrócił uwagę na to, że społeczna obecność innych stanowi pewnego rodzaju zakłócenie interakcji. Spotykamy się nie z tym, czego się spodziewaliśmy. Mamy pewne schematyczne wyobrażenia dotyczące tego, kto może się pojawić w danej sytuacji. Jeśli osoba nie odpowiada naszym wyobrażeniom, reagujemy zaskoczeniem. Płynność interakcyjna zostaje zakłócona.

- Tak dzieje się np. kiedy uczniowie mają zaprosić na wesołą imprezę urodzinową osobę na wózku inwalidzkim. Nie wiedzą wtedy, czy przy takiej osobie można żartować i się śmiać, czy można opowiadać kawały i zachowywać się swobodnie.

Mogą się tego dowiedzieć...

- Tak, barierę poznawczą można przełamać. Na przykład sanitariusze pracujący z osobami niepełnosprawnymi o wiele lepiej radzą sobie w relacjach z nimi, niż ci, którzy mają taki kontakt jedynie sporadycznie.

- Konieczne jest zrozumienie, czym jest np. dana choroba lub na czym polega dana kultura. Niestety obawa przed innością, a co za tym idzie procesy stygmatyzacji, mają często źródło w irracjonalnych lękach, a z tym, co irracjonalne znacznie trudniej jest walczyć.

Na czym polegają te irracjonalne lęki?

- Jest to na przykład irracjonalny lęk przed zarażeniem. Wielu ludzi boi się kąpać w basenie z osobami chorymi psychiczne, bo wydaje im się, że choroba może się w jakiś sposób na nich przenieść. Zdarza się, że rodzice nie chcą, aby ich dzieci bawiły się z dziećmi kalekimi, np. pozbawionymi kończyn. Z racjonalnego punktu widzenia nie może tu być mowy o zarażeniu, ale dają o sobie znać prastare przekonania, według których podobne wywołuje podobne. A czy czytelnicy tego artykułu nie mieliby nic przeciwko poślubieniu partnera(ki) poczętej in vitro? A ich znajomi? W tych odpowiedziach zawierają się wskazówki ujawniające skrywany lęk przed nieznanym.

- Teoria wstrętu mówi, że lęki te wynikają z chęci ochrony swoich przed zarazkami, które przynoszą Inni, obcy. Wśród swoich zarazki były wymieniane i wszyscy się do nich adaptowali, natomiast bakterie przywożone z daleka mogły być śmiertelnie niebezpieczne. To prowadziło do ukształtowania się zjawiska, które przez wielu antropologów jest uznawane za fundamentalne, mianowicie odrzucenie odmiennych.

A jakie są emocjonalne przyczyny stygmatyzacji?

- To przede wszystkim brak empatii i trudność wejścia w sytuację drugiego człowieka. Dla młodego mężczyzny wejście w sytuację kobiety, która jest po mastektomii, czyli zabiegu usunięcia piersi, jest dużym wysiłkiem emocjonalnym. Podobnie osoby młode mają trudności ze zrozumieniem osób starszych, a osoby szczęśliwe w związkach ze zrozumieniem osób rozwiedzionych.

- Obecność osób stygmatyzowanych jest też dla nas swego rodzaju przypomnieniem o tym, że i my możemy kiedyś być np. chorzy i starzy. A wszystkie przypomnienia o przemijaniu i o śmierci są dla nas nieprzyjemne, lękamy się ich.

- Niektóre stygmaty stanowią również wyzwanie praktyczne. Ludzie obawiają się, że będą musieli pomagać innym, opiekować się nimi, że będą mieli z tego tytułu pewien kłopot.

W swojej książce "Stygmat społeczny" zauważa pani, że ludzie nie zawsze są świadomi tego, że stygmatyzują i krzywdzą innych...

- Tak, sprzyjają temu pewne mechanizmy psychiczne nazywane technikami neutralizacji. Pozwalają  one pozbyć się poczucia winy poprzez jej rozmycie.

Na przykład ludzie często kwestionują odpowiedzialność za dane postępowanie mówiąc, że "zrobili to dla draki", "bo im odbiło", "bo byli pijani", "bo coś w nich wstąpiło". Inna droga to kwestionowanie krzywdy ofiar: "i cóż się takiego stało", a nawet przerzucanie na nie odpowiedzialności: "sam się o to prosił".

- Do technik neutralizacji można też zaliczyć potępianie potępiających i odwoływanie się do wyższych racji. W tym pierwszym przypadku o osobach, które wstawiają się za stygmatyzowanymi, mówi się że są "nawiedzone", "przewrażliwione" itp. Przykładem drugiego może być usprawiedliwianie ataku na mniejszości narodowe rzekomym zagrożeniem dla kraju.

- Wszystkie techniki przyjmowane są z góry najczęściej nieświadomie i pozwalają pomimo wyrządzania krzywdy nie odczuwać wyrzutów sumienia,  a więc neutralizują poczucie winy.

Jakie są konsekwencje stygmatyzacji dla Ja osób stygmatyzowanych?

- Stygmat do tego stopnia dominuje wizerunek osób nim obarczonych, że często myślimy o nich całkowicie przez pryzmat stygmatu: "ta osoba bez ręki", "ten gruźlik" itp. To powoduje, że taka osoba nie otrzymuje racjonalnych informacji zwrotnych na swój temat. Informacja zwrotna, jaką otoczenie dostarcza takiej osobie jest skoncentrowana na stygmacie, często nie zauważa się, że taki człowiek ma też inne cechy np. ładnie śpiewa czy ciekawie opowiada.   

- To ma wpływ na kształtowanie się tożsamości indywidualnej osób stygmatyzowanych i ich późniejsze funkcjonowanie w społeczeństwie.

- Presja, aby być takim jak inni, a jednocześnie niemożność jej spełnienia, daje poczucie permanentnej osobistej porażki, poczucie wstydu i bycia gorszym. W skrajnych przypadkach może to prowadzić do samonienawiści i poczucia nieadekwatności społecznej.

Najczęstsza strategia osób stygmatyzowanych to ukrywanie stygmatu. Dlaczego to nie jest dobre rozwiązanie?

- Wydawało się przez wiele wieków, że najlepiej jest ukryć stygmat i wiele osób wybiera tę strategię. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Trudno jest ukryć odmienność rasową, ale przynależność religijną np. do prawosławia można zataić.

- Współcześnie uważa się, że ta strategia ma szereg mankamentów. Obecnie coraz częściej widzimy,  jak ofiary molestowania seksualnego w dzieciństwie, byli alkoholicy czy skazani publicznie przyznają się do posiadania stygmatu. Ukrywanie stygmatu utrudnia bowiem przepracowanie problemu w sensie psychologicznym. Bardzo często całkowicie uniemożliwia terapię. W wyniku ukrywania stygmatu mała jest także wiedza i świadomość społeczna dotycząca problemu. Dla przykładu ludzie, którzy niewiele wiedzą o depresji uważają ją często za przejaw lenistwa i traktują z lekceważeniem. Otwarte mówienie o problemie sprawia, że więcej osób zaczyna go rozumieć. Stygmat ukrywany może także prowokować szantaż. Utrudnia on lub uniemożliwia rozwijanie tożsamości osób z mniejszości narodowej np. Żydów czy Białorusinów, którym zatajenie narodowości może uniemożliwiać np. uczęszczanie na lekcje rodzimego języka, czy uczestnictwo w wydarzeniach promujących ich kulturę narodową.

Zalecałaby pani wszystkim osobom zagrożonym stygmatem ujawnienie się?

- To delikatna i intymna sprawa. O ile ujawnianie stygmatu jest cenne, to powinno być niezwykle rozważne, tak, aby nie stało się otwarciem kolejnej drogi do dalszej stygmatyzacji. W książce przedstawiam praktyczne, szczegółowe wskazówki pomocne przy ujawnianiu stygmatu. Często  wymaga to profesjonalnego wsparcia terapeutycznego.

W jaki sposób osoby stygmatyzowane mogą same sobie pomóc? Łącząc się w grupy wsparcia?

- Grupy wsparcia wydają mi się jednym z największych osiągnięć nauk społecznych XX w. Terapia zatraca indywidualny i spersonalizowany charakter i coraz częściej ma charakter grupowy. Spotkanie ludzi z podobnym stygmatem ma ogromne znaczenie. Takie grupy wygaszają oślepiającą rolę stygmatu o czym wspominałam wyżej. Ludzie nie postrzegają siebie nawzajem jako nosicieli stygmatu np. jako niewidzących, ale dostrzegają cechy indywidualne osoby. To pozwala na pełniejszy rozwój osobowości, ponieważ w  takich warunkach - nie koncentrując się jedynie na stygmacie - można w bardziej realistyczny sposób ocenić swoje możliwości.

- Takie grupy mogą też zapobiegać pojawieniu się syndromu tzw. wyuczonej bezradności. Jeżeli dostrzegamy, że inne osoby w podobnej sytuacji osiągnęły sukces, uświadamiamy sobie, że nie możemy wszystkich porażek składać na karb stygmatu, a tak się czasami dzieje. Często przytacza się przykład kobiety bez nosa, która wszelki życiowe niepowodzenia składała na karb owego braku. Kiedy poddała się całkowicie udanej operacji plastycznej, paradoksalnie silniej i gorzej przeżywała swój nowy status. Teraz brak wykształcenia, niepowodzenia w pracy i brak partnera nie wynikał już z braku nosa, ale z innych przyczyn związanych z Ja.

- Chociaż grupy mają ogromne znaczenie dla wspierania Ja i budowania poczucia własnej godności, to należy unikać sytuacji zamykania się we własnej grupie i izolowania się od innych. Aby poczucie własnej godności było trwałe, należy "hartować" je w różnych sytuacjach.

Z Elżbietą Czykwin, socjologiem autorką książek "Stygmat społeczny" oraz Wstyd" rozmawiała Izabela Grelowska

 

 

Dowiedz się więcej na temat: stygmat społeczny | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje