Modowe i kuchenne rewolucje królowej Bony

Polska królowa Bona, piękna Włoszka wywodząca się z potężnego rodu Sforzów, wychodząc za mąż za Zygmunta Starego, wywołała w naszym kraju prawdziwe dwie rewolucje: modową i kuchenną.


Zanim blondwłosa włoska piękność zawitała na Wawel, polskie stroje kobiece, także i te noszone na królewskim dworze, nie były zbyt różnorodne. Z reguły przypominały suknie obowiązujące jeszcze w średniowieczu, miały podwyższony stan, osobno krojony staniki i spódnicę oraz zaznaczone fałdki z przodu. Odważniejsze panie zdobiły je otworami na łokciach i ramionach obszytymi lamówką, przez które widać było białą koszulę.

Reklama

Przyjazd do Krakowa, młodziutkiej, zaledwie dwudziestoczteroletniej Włoszki, obdarzonej niebywałą inteligencją i zmysłem do interesów, wprowadził wiele zamieszania. Bona przywiozła nie tylko słynną włoszczyznę, ale także stroje, które z miejsca podbiły serca Polek. Przywieziona przez nią garderoba składała się z dwudziestu przepięknych, kunsztownie uszytych sukien z brokatów, aksamitów i złotogłowiu. Wszystkie zdobione złotymi blaszkami, klejnotami oraz misternymi haftami. Głowę młodziutkiej królowej zdobiły śliczne czapeczki, haftowane i zdobione drogocennymi klejnotami.

Największą furorę zrobiła jednak kreacja ślubna Bony. Kiedy obok Zygmunta stanęła na ślubnym kobiercu ubrana była w suknię z błękitnego atłasu, ozdobioną, naszytymi złotymi blaszkami w kształcie uli, symbolami pracowitości. Później miało się okazać, że owe ule oznaczały nie tyle pracowitość królowej, co jej zamiłowanie do gromadzenia majątku, bowiem stan jej posiadania, w okresie jej pobytu nad Wisłą, znacząco się powiększył ...

Bona zapoczątkowała modę na odcinane ozdobne rękawy w sukni wierzchniej, przez które wystawały fałdy białej koszuli często haftowanej złotą nitką, a przede wszystkim na dekolty. Za jej sprawą na Wawelu zorganizowano pracownię krawiecką, gdzie szyto stroje według wzorów obowiązujących w Italii. A ponieważ dwór w Polsce, podobnie jak w innych krajach, wyznaczał trendy w lokalnej modzie, stroje noszone przez królową, jej dwórki i dworzan, podchwycili nie tylko najzamożniejsi i najbardziej wpływowi ludzie w państwie, ale także bogaty patrycjat miejski.

Za sprawą włoskiej królowej do polskiej garderoby trafił sajan, czyli rodzaj kaftana lub sukni, z przyszytą do pasa krótką spódniczką, sięgającą do połowy uda i uszytej z połączonych ze sobą wycinków koła tworzących regularne rurkowate fałdy. Sajany miały szerokie, kwadratowe dekolty i szerokie, bufiaste rękawy ujęte w połowie ramienia i w dolnej części przedramienia szerokimi pasami.

O ile nowinki modowe przywiezione przez Bonę przyjęły się stosunkowo łatwo i szybko na dworze i w stolicy o tyle w głębi kraju nadal noszono stroje w kroju o wiele prostsze, w których skład wchodziły zawicia i podwiki, tradycyjne, proste suknie, czy podbijane futrem szuby.

Przyjazd Bony, za sprawą przybyłych wraz z nią Włochów, odbił się także na modzie męskiej, w której, obok obcisłych nogawico-spodni pojawiły się szerokie, bufiaste spodnie do kolan. Zmieniło się także obuwie. Coraz większą popularność zdobywały płytkie, głęboko wycięte trzewiki, o szerokich przodach, które zawiązywano lub zapinano na biegnący w poprzek podbicia pasek.Przody stawały się coraz szersze, by w końcu przybrać formę przypominająca dziób kaczki. Nazywano je "botkami siekanymi", bowiem zdobiono je  drobnymi nacięciami zwanymi rzezaniem. Modnym nakryciem głowy stał się beret, nacinany i zdobiony strusim piórem lub okrągły watowany.

Nieodrodnym synem swej modnej matki był ostatni król z dynastii Jagiellonów, Zygmunt August, który był wyjątkowo eleganckim mężczyzną. Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, iż przyjmując dzisiejsze standardy, można by go uznać za metroseksualnego. Faktem jest, że królewskiej garderoby mogli mu zazdrościć inni monarchowie, a on sam nie szczędził wydatków na stroje. Inspirował się modą z różnych zakątków Europy, posiadał więc stroje węgierskie, włoskie, hiszpańskie oraz niemieckie, wszystkie uszyte z najprzedniejszego sukna, aksamitu bądź złotogłowiu. Ich wersje zimowe podszywane były futrami soboli, rysiów i czarnych lisów. Poza tym w królewskiej garderobie znajdowało się wiele drobnych dodatków wykonanych z najlepszych materiałów: sakiewki, rękawice, berety, kapelusze i czapy futrzane.

Wbrew obiegowej opinii, król nie przywdział czerni dopiero po śmierci miłości swego życia - Barbary Radziwiłłówny, bowiem od wczesnej młodości, obok szarości, czerń była jego ulubionym kolorem. Z całą pewnością nie było to podyktowane przekonaniem, iż czarny kolor wyszczupla, bowiem monarcha przez całe życie cieszył się szczupłą sylwetką. Być może uznał, że stroje w kolorze czarnym lub szarym wyjątkowo twarzowo wyglądają w połączeniu ze złotymi łańcuchami i klejnotami, tak przez niego lubianymi?

Po śmierci Barbary rzeczywiście nikt go już w innym kolorze nie widział. A że król był estetą i lubił przebywać w otoczeniu harmonijnie połączonych barw, nakazał uszyć swym dworzanom i straży stroje w kolorze czarnym. Ten rozkaz dotyczył także królewskich błaznów i trefnisiów.

Barbara Radziwiłłówna, kobieta, po której Zygmunt August rozpaczał do końca swych dni, za życia również była nie lada elegantką. Gdyby żyła dzisiaj, uchodziłaby prawdopodobnie za ikonę stylu. Słynęła z wyjątkowego wcięcia w talii, które umiejętnie podkreślała spinając w pasie swe szaty, tak by opływały jej smukłą sylwetkę. Od najmłodszych lat przyzwyczajona do zbytku, szybko odkryła, że perły podkreślają jej urodę, a przede wszystkim nieskazitelną, alabastrową cerę i odtąd stale nosiła biżuterię z nich wykonaną. Lubiła także ozdabiać nimi swoje wyszukane stroje, zazwyczaj w ulubionym przez nią czerwonym kolorze. W inwentarzu panieńskiego majątku Barbary wymienione są perłowe kołnierze, czepce, naszyjniki oraz szamerunki, które stanowiły nieodzowne elementy jej stroju.

Zygmunt August, również wielbiciel klejnotów, nie szczędził wydatków na perły dla ukochanej kobiety i zlecał swoim agentom, skupującym klejnoty do skarbca koronnego, aby nabywali co wspanialsze okazy pereł - przeważnie na rynku holenderskim, dokąd przywoziły je statki z Indii.

Ale nie tylko moda zmieniła się po przybyciu Bony do naszego kraju. Młoda królowa przywiozła również zupełnie nowe zwyczaje kulinarne. Włoszka za nic w świecie nie mogła zaakceptować tłustej i obfitej kuchni polskiej opartej głównie na mięsie i ubogiej w warzywa. Na jej polecenie dworskim menu zajęli się przywiezieni przez nią kucharze włoscy. Co serwowali na królewskie stoły, możemy się domyślić, czytając opis uczty wydanej w Neapolu z okazji ślubu Bony per procura z Zygmuntem Starym. Menu składało się z dwudziestu pięciu potraw, a były to m.in.: nugat z orzeszków z serem śmietankowym, przybrany marmoladą i konfiturą z różnych owoców; galareta mięsna z sałatą; sztuka mięsa z białym sosem i musztardą; pieczone gołąbki; pieczeń wołowa z sosem winnym lub octowym; francuskie ciasto nadziewane serem; dziczyzna gotowana z przyprawą węgierską; paszteciki mięsne; pawie duszone we własnym sosie; ciasteczka florenckie; pieczeń z dziczyzny z białymi kluskami; galareta mięsna; króliki we własnym sosie. Uzupełnieniem posiłku było wino białe i czerwone oraz wino gotowane z miodem i korzeniami. Jak przystało na kuchnię śródziemnomorską podawano też wiele warzyw. Nie podobało się to Polakom odwiedzający Włochy. Pewien polski szlachcic wybrał się do tego kraju wiosną do Włoch na dłuższy pobyt, ale wrócił do Polski już jesienią, ponieważ obawiał się, że skoro latem karmiono go sałatą, to zimą będą go karmić sianem ...

Kuchnia Bony przyjmowała się początkowo z oporami, i sam Mikołaj Rej utyskiwał na włoskie menu, pisząc: "Z tych dziwnych wymysłów jeno sprośna utrata, a potem łakomstwo, a potem różność wrzodów a przypadków szkodliwych, a rozlicznych".  W końcu jednak sposób gotowania propagowany przez włoską królową zyskał uznanie w kraju nad Wisłą. Za sprawą małżonki Zygmunta Starego na polskie stoły trafiły też nieznane wcześniej warzywa, które zyskały miano włoszczyzny, czyli pomidory, kalafiory, karczochy, fasola szparagowa, sałata i szpinak. Wówczas też w naszym kraju pojawiły się włoskie makarony oraz uwielbiane przez Bonę przyprawy korzenne, wzrosło też spożycie wina, które stopniowo zaczęło wypierać miody pitne.

Chyba jednak włoskiej królowej nie udało się tak zupełnie odmienić polskiej kuchni, skoro serwowane przez kucharzy menu niezbyt przypadło do gustu pierwszemu królowi elekcyjnemu obranego po śmierci Zygmunta Augusta - Henrykowi Walezemu. W listach do ojczystej Francji, zarówno on sam, jak i jego dworzanie narzekali na polską kuchnię, która ich zdaniem była mało urozmaicona, zbyt tłusta i za ostra.

Te oraz inne ciekawe fakty z codziennego życia polskich władców znajdą Państwo w książce autorstwa Iwony Kienzler "Dziwactwa i sekrety władców Polski", natomiast tajemnice królowej Bony, jak również wszystkich kobiet życia ostatniego Jagiellona na tronie Rzeczypospolitej, autorka odkrywa w wydanej właśnie nakładem wydawnictwa Bellona "Kobiety Zygmunta Augusta". Serdecznie zapraszamy do lektury!

Źródło: Blog historyczno-obyczajowy Agnieszki Lisak


Dowiedz się więcej na temat: Królowa Bona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje