Polak potrafi

"Całkiem znaczna liczba zdań przez nas używanych to świadome cy­taty. Wypowiadamy je i piszemy nie mimo to, lecz właśnie dlatego, że ktoś inny tak słowa ze sobą zestawił. A wśród nich sporo zdań - to połączenia słów po to wymyślone, by je powtarzać. A wśród nich znowu zdania-teksty. Zdania osobne. Zdania, których początek jest początkiem całej wypowiedzi, a koniec - jej zakoń­czeniem" - pisze w swojej najnowszej książce "Polak potrafi" językoznawca prof. Jerzy Bralczyk.

Aforyzmy, sentencje, maksymy. Przysłowia. Hasła, sloga­ny. Formuły etykietalne i magiczne, zaklęcia i przekleństwa. Powiedzenia i powiedzonka. Okrzyki i zawołania. Tak dobrze wymyślone, że gdy je powtarzamy, potrafią wyrazić całość naszej skończonej myśli, dać trafne uogólnienie, opis typu sytuacji, w której uczestni­czymy. Albo wywołać wrażenie, pobudzić, zachęcić. Czy wreszcie wyrazić nasze relacje z innymi lub nasze emocje.

Reklama

Przysłowia są zasadniczo anonimowe, uważamy je za względnie trwałe dziedzictwo wspólnej dla danego obszaru kultury. Twórcą jest lud. Nie wiadomo kiedy powstały. Formuły i powiedzenia, stwo­rzone dla mniej lub bardziej skonwencjonalizowanych sytuacji, też trudno umieścić w czasie i komuś przypisać. Hasła mają autorów, zwykle wiadomo, kiedy i po co zostały powołane do życia. Ale po jakimś czasie autor hasła przestaje być ważny, a samo hasło, zwłasz­cza gdy dobre, odrywa się od konkretnego celu, dla którego je wy­myślono. I zaczyna żyć samo, bez polityki, bez handlu, które najczę­ściej mu życie dały.

Czym chata bogata, tym rada

Formuła zaproszenia, odnotował Ignacy Chodźko, 1840

Mowa tu o bogactwie, ale w istocie to formuła skromności. O swo­jej chacie nie mówi się tu, że bogata, naprawdę wręcz przeciwnie. Ta warunkowość zdania wskazuje tylko na to, że cokolwiek ma, tym się podzieli. I wybaczcie, że to tak niewiele. Co mam, to dam. Co moje, to i twoje. Chata moja może i chata, ale wszystkim, co w tej chacie, się podzielę.

Formuły gościnności polegają na standardowym i rutynowym go­spodarskim przypisywaniu sobie skromnych zasobów i możliwości. Są zaś stosowane przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, wtedy, gdy rzeczywistość tej skromności przeczy, gdy stoły uginają się pod za­stawą i potrawami. Albo, w ostateczności, kiedy tak właśnie zdaje się gospodarzowi, w ten tradycyjny, staropolski sposób oczekujące­mu komplementów i zachwytów, choćby niekoniecznie wyrażo­nych otwarcie.

Mamy tu zatem ciekawą podwójną pozorność: "bogata" wcale się do bogactwa nie ma odnosić, ale... w gruncie rzeczy właśnie ma. Trochę to ma być autoironiczne, trochę prowokacyjne... A w istocie jest konwencjonalne. Odeszło od choćby najciekawiej przewrotnych znaczeń, żeby stać się niemal odruchowym, natural­nym tak bardzo, że w zasadzie niezauważalnym językowo, zaproszeniem do stołu. Kiedy proste "zapraszam" jest za proste, mamy na podorędziu tę bogatą chatę.

Chata jest rada, rada tym, co ma. Ten osobliwy przymiotnik wystę­puje raczej w orzeczniku niż w przydawce. Trudno powiedzieć o cha­cie, nawet gdy jest rada, "rada chata". To "jest" nie musi się w zda­niu koniecznie pojawić, w tym powiedzeniu też go zresztą nie ma, ale możemy je łatwo wprowadzić. Bo wiadomo, że chodzi o to, że czym chata jest bogata, tym jest rada. Tak bardzo wiadomo, że moż­na to odrobinę zdetrywializować brakiem tego "jest". Chata rada. Tym, czym bogata. A gdyby to był rodzaj męski, gdyby zamiast cha­ty był na przykład chwat, przymiotnik byłby jeszcze dziwniejszy, bo mógłby być tylko w krótkiej formie: "rad chwat". Proste formy przy­miotnika, jak "wesół" czy "pełen", są rzadkie i zawsze mają też wer­sję długą, złożoną: wesół może być wesoły, a pełen pełny (tu wersja nie dłuższa, ale złożona owszem). Wyjątkiem jest "rad": chwat może być tylko rad, nie rady. Nie może być rady chwat. Chata jest rada jak człowiek, po ludzku. Personalizujemy ją, to czę­sto się robi z domami, pałacami, chałupami. Chata to ludzie, to oni są radzi. Całe domostwo się cieszy, wszyscy domowi. Szczęśliwi są z powodu gościa, radzi gościowi, ale tu specyficznie, mianowicie czymś. Z rzadka i tylko po staropolsku szczęście, radość (to rze­czownik od przymiotnika "rad") posługuje się czymś tak narzędnikowo wyrażonym. Jestem, owszem, rad komuś, ale czy mogę być rad czymś? I czym na przykład? Trudno użyć tu jakiegokolwiek rze­czownika. Rad chlebem? Solą rad? Dziwne by to było. Ale zaimek ma przewagę. Tym, czym chata bogata, mogę. Chata może.

Na następnej stronie "Diabli nadali"

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Bralczyk | bieg | Komenda | hasło | rzeczy | start

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje