Pułapka między niebem a piekłem

- Ludzie, którzy uciekają z Syrii do Europy, naprawdę ratują życie. W gazetach piszą o nich różne rzeczy, ale ja widziałam na własne oczy, jak wygląda prawda. Widziałam jak umierają dzieci, których szkoły zbombardowano, jak cierpią chorzy w szpitalach, w których nie ma leków, jak ludzie wygrzebują sobie jamy w ziemi i żyją jak zwierzęta, bo wojna pozbawiła ich wszystkiego - mówi Samar Yazbek, syryjska dziennikarka, autorka książki "Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii".

Aleksandra Suława: Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś "jestem wygnańcem"?

Reklama

Samar Yazbek: - Podczas jednego z bombardowań. Pomyślałam, że mimo że przekroczyłam granicę Syrii nielegalnie, mimo że to w Paryżu zostawiłam bezpieczne mieszkanie, to właśnie tu jest mój dom. To był pierwszy moment, kiedy poczułam się wykorzeniona, zawieszona między Syrią i Francją. Jednak do dzisiaj szukam definicji pojęcia "wygnanie", tak jak szukam też znaczenia pojęcia "wolność". Mogę tylko powiedzieć, że bycie wygnańcem to ciągłe kłębowisko emocji: gniewu, strachu, nostalgii, to też poszukiwanie tożsamości i walka z poczuciem oddalenia od kraju.

Co czujesz, kiedy myślisz "mój kraj"? W książce piszesz o portrecie Syrii jako o obrazie "rozczłonkowanego ciała bez głowy z dyndającą ręką".

- Takie słowa brzmią wzruszająco prawda? Ale ja nie jestem wzruszona. Jestem wściekła. Na tych, którzy rozerwali moją ojczyznę na kawałki i na tych, którzy bezczynnie się temu przyglądają. Międzynarodowa społeczność nie robi nic, co realnie poprawiałoby los Syryjczyków. W ten sposób wspiera działania Al Asada i zwraca się przeciwko niewinnym ludziom. Bezczynność doprowadziła do otwarcia granic, przez które płyną do Syrii najemnicy z całego świata, żeby rozgrywać tu interesy swoich mocodawców.

- To, co dzieje się w Syrii, to znak wielkiego moralnego upadku społeczeństwa. Kiedyś te wydarzenia odcisną wstydliwe piętno na historii Zachodu, a na razie odbierają mi nadzieję na to, że kiedyś mój kraj znów będzie wolny. Ale wiem, że nie mogę się rozczulać, muszę działać, bo my Syryjczycy, możemy liczyć tylko na siebie.

Wracałaś tam trzy razy. Jak w tym czasie zmieniała się sytuacja w Syrii?

- Ten kraj z każdym rokiem coraz bardziej przypomina piekło. Najpierw wybuchły demonstracje, w których ludzie domagali się wolności słowa i uwolnienia więźniów. To dawało nadzieję. Ale reżim zaczął zabijać oponentów. Ludzie chwycili za broń i pokojowa rewolucja przekształciła się w krwawą jatkę. Wojsko rozpoczęło bombardowania, przez otwarte granice napłynęli najemnicy, interweniował Iran i Hezbollah, potem przyszło Daesh. W efekcie ludzie zostali złapani w pułapkę między niebem, z którego lecą bomby i ziemią, na której trwa ostrzał.

Jak wygląda życie w tej pułapce?

- Wyobraź sobie, że co chwilę grozi ci śmierć i zastanawiasz się tylko, który z potworów ją zada: rząd i jego sojusznicy, czy terroryści. Strach czuje się cały czas. Nie ma jedzenia, nie ma prądu, nie ma leków, środków czystości, wody. Są za to nowe prawa wprowadzone przez ekstremistów.

- Ci ludzie, którzy uciekają z Syrii do Europy, naprawdę ratują życie. W gazetach piszą o nich różne rzeczy, ale ja widziałam na własne oczy, jak wygląda prawda. Widziałam jak umierają dzieci, których szkoły zbombardowano, jak cierpią chorzy w szpitalach, w których nie ma leków, jak ludzie wygrzebują sobie jamy w ziemi, adaptują jaskinie i żyją jak zwierzęta, bo wojna pozbawiła ich wszystkiego. Dwa dni temu zbombardowano szkołę, w której zginęło 23 dzieci. Bombardowane są parki, przedszkola, osiedla, centra prasowe. Tam nie ma reguł, każde miejsce może stać się celem ostrzału.

Piszesz, że kobiety płacą w tej wojnie najwyższą cenę. Jaką?

- Znam kobiety, które żyją na terenach zajętych przez Daesh. O ile można to nazwać życiem... Po wkroczeniu ekstremistów stały się niewolnicami. Muszą całkowicie zakrywać swoje ciało, nie wolno im się spotykać, wychodzić z domu, prowadzić samochodów, pracować, słuchać muzyki... Czasem tylko pójdą po sprawunki na targ. Nie mają żadnych praw. Są nikim.

Wiesz, jak część Europejczyków reaguje na takie słowa: Taka religia.

- Nie, nie na tym polega islam. Daesh to gang, grupa terrorystyczna, która religię zniekształca i wykorzystuje jako przykrywkę do swojej zbrodniczej działalności. Ludzie, którzy zabijają w imię Boga, to nie muzułmanie. To nawet nie są Syryjczycy. My w kraju mieliśmy i mamy bardzo umiarkowanych muzułmanów, ci którzy sieją spustoszenie, to Czeczeńcy, Afgańczycy, Saudyjczycy, ludzie z Jemenu, Tunezji, Europy.

Nie żałujecie czasem, że próbowaliście obalić Al Asada?

- Nie wiem, co powiedzieć... Tak, Arabska Wiosna poniosła klęskę. Tak, koszt ludzki jaki ponieśliśmy i ponosimy w imię rewolucji jest olbrzymi. Tak, zupełnie inaczej wyobrażaliśmy sobie nasz kraj, kiedy występowaliśmy przeciwko reżimowi. Tyle, że rewolucji nie rozpoczęła żadna zorganizowana grupa, ale zwykli ludzie, którzy nie chcieli się już godzić na życie pod wodzą dyktatora. Poza tym nie tylko rewolucja doprowadziła do obecnej sytuacji, ale też narastający ekstremizm religijny, który stał się alternatywą dla ruchów świeckich oraz interwencje sił zewnętrznych. To, co się dzieje teraz, to etap pewnego procesu, którego skutki będzie można ocenić dopiero z perspektywy czasu.

Europa z ogromnymi oporami przyjmuje uchodźców. W Polsce ta niechęć jest wyjątkowo silna. Co powiedziałabyś ludziom, którzy nie chcą pomóc?

- Kiedy myślę o postawie Europy, która rzekomo tak ceni demokrację i prawa człowieka, czuję coś więcej niż złość. Jestem zszokowana. Zszokowana milczeniem i skalą upadku moralności. Nie potraficie powstrzymać wojny? Trudno, ale chociaż przyjmijcie uchodźców. W przyszłości pamięć o tej wojnie będzie dla was jak wyrzut sumienia.

Kiedyś wojna dobiegnie końca. Czy po 50 latach dyktatury i po - jak na razie - 5 latach rzezi będziecie potrafili zbudować demokratyczne państwo?

- Na to trzeba pracować już teraz. Ja sama jestem zaangażowana w działania organizacji Women Now for Development, która ma wyposażyć kobiety i dzieci w odpowiednią wiedzę, potrzebną do budowania lepszego kraju. Pracujemy na wyzwolonych terenach, gdzie tworzymy specjalne centra, w których uczymy kobiety, dzieci i młodzież języków obcych, obsługi komputera, udzielamy pomocy psychologicznej, wyświetlamy filmy, wyjaśniamy zasady społeczeństwa obywatelskiego. W jądrze przemocy pokazujemy, jak tworzyć rozsądną politykę, tak by ten kraj mógł kiedyś wyglądać normalnie.

- Przysięgasz w obliczu Boga, że opowiesz światu, co mam do powiedzenia? Jeśli teraz umrzemy, świat się o nas dowie, prawda? - zapytała jedna z twoich rozmówczyń. Czujesz się odpowiedzialna za Syryjczyków, którzy opowiadają ci swoje historie?

- Miałam to szczęście, że ocaliłam życie i uciekłam z Syrii. Teraz jestem rodzajem pomostu między ogarniętym wojną krajem, a Zachodem. Mogę sprawić, że głosy ludzi, którzy mieli mniej szczęścia niż ja, staną się słyszalne dla świata.


Rozmowa została przeprowadzona w czasie Festiwalu Conrada.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje