Wszyscy umierają, łyżkowce również

Książka, którą łatwo przeoczyć ze względu na rozległy tytuł i niewiele mówiącą okładkę. "Wszyscy umierają, łyżkowce również" to zdanie, które bohaterka powieści usłyszała przeżywając najtrudniejsze chwile w życiu.

O życiu można długo rozprawiać, ale co powiedzieć o śmierci? Jak poradzić sobie ze stratą najbliższego przyjaciela, kiedy trzyma się w ręku napisany przez niego list, przeznaczony dla naszych oczu po jego odejściu? Z taką historią zmierzyła się autorka książki "Wszyscy umierają, łyżkowce również". Kathrin Aehnlich zaczyna swą opowieść tam, gdzie zazwyczaj odbiera nam mowę.

Reklama

Paul umarł - a jego najlepsza przyjaciółka Skarlet musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której jego już nie ma. Na każdym kroku pojawiają się wspomnienia wspólnie przeżytych chwil. Rozpamiętuje jak już w przedszkolu sprzymierzyli się przeciw znienawidzonej cioci Edeltraut, wspólne studia, upadek socjalizmu oraz euforię pamiętnej jesieni 1989 roku, kiedy przez chwilę rozważali, czy nie zamienić tej przyjacielskiej bliskości na inną. Jednak Skarlet jedzie do Włoch, a Paul do USA, ona zostaje rzeczniczką prasową w zoo ze słynną hodowlą łyżkowców, on kupuje kino. Teraz Skarlet trzyma w rękach list od Paula, w którym prosi ją, by wygłosiła dla niego mowę pogrzebową...

To historia o szczególnej relacji - przyjaźni na całe życie. Ciepła, wzruszająca, a miejscami także pełna humoru opowieść o emocjonalnej bliskości między kobietą a mężczyzną. Jednak przedstawiona bez ckliwości i patosu. Autorka z lekkością i wdziękiem traktuje o wspólnym dorastaniu, wkraczaniu w dorosłość i odmiennych, ale wciąż splatających się życiowych drogach. Nie waha się mówić o sprawach najtrudniejszych: o samotności, cierpieniu i śmierci, lecz czyni to w ujmująco bezpośredni sposób. Lektura "Łyżkowców..." wywołuje uśmiech, a zarazem skłania do refleksji. Polscy czytelnicy z pewnością uznają przywoływane przez bohaterkę wspomnienia z dzieciństwa w epoce muru berlińskiego, za bliskie własnym doświadczeniom z okresu PRLu i śmieszno-szarej rzeczywistości tamtych lat.

Opowiedziana historia wydarzyła się naprawdę. Kathrin Aehlich napisała ją po śmierci przyjaciela. Jest to hołd złożony wyjątkowej więzi jaka ich łączyła. W tej książce nie ma przypadkowości czy kłamstwa, wszystko jest szczere i subtelne. Nawet okładka ma swoje niezwykłe znaczenie. Jej autorem jest znany artysta Michael Fischer, którego grafiki towarzyszyły Paulowi w jego ostatniej drodze. Tytuł książki "Wszyscy umierają, łyżkowce również", także ma wymowne znaczenie.

Ta książka jest pełna humoru i smutku jednocześnie, ale pozbawiona ckliwości, opowiada o przyjaźni na całe życie i skandalicznie wczesnej śmierci. O życiu można rozprawiać w nieskończoność, ale o śmierci da się powiedzieć niewiele więcej, niż w tytule tej tak udanej powieści: Wszyscy umierają, łyżkowce również. - Der Spiegel

Żadnego kiczu, żadnej fałszywej swobody, żadnej przerysowanej postaci, tylko życie, takie, jakie się nam jawi: zawsze inne niż na pierwszy rzut oka i niestety często krótsze, niż byśmy mieli nadzieję" - Berliner Zeitung
Kathrin Aehnlich
Wszyscy umierają, łyżkowce również
Arkadia Literatur Verlag

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje