Asia z Gdańska

Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam przyglądać się pewnej wystawie sklepowej, na której stały różowe baletki.

Tańczyłam już wtedy w zespole dziecięcym i miałam swoje baletki, ale były czarne, tak jak większości pozostałych dziewczynek, a mi marzyły się te różowe.

Reklama

Dziadek odbierał mnie z zajęć tanecznych i zawsze pozwalał przystanąć w drodze powrotnej do domu przed tą witryną sklepową i marzyć o różowym cudeńku. Jakaż była moja radość, kiedy pewnego dnia weszłam z Dziadkiem do tego sklepu, a pani sprzedawczyni zdjęła z wystawy baletki i podała mi do przymierzenia. Pasowały jak ulał. Dziadek poprosił o ich zapakowanie, zapłacił i podał mi paczuszkę mówiąc: "Kto pilnie ćwiczy i ma cierpliwość, temu spełniają się marzenia." Baletki mam do tej pory, trzymam je z sentymentu...

Kiedy byłam trochę starsza, zaczęłam uczyć się tańca towarzyskiego i dostałam pierwsze poważne buty na obcasiku. Trudno było nauczyć się w nich chodzić i tańczyć, ale spoglądając na różowe baletki wiedziałam, że jeśli będę cierpliwa i będę chciała, dam radę. Nauczyłam się i ta nauka owocuje do dziś - nie mam problemów z chodzeniem w butach na nawet bardzo wysokim obcasie. Pierwsze takie, tylko do chodzenia dostałam od Rodziców kiedy kończyłam szkołę podstawową i wybierałam się na bal kończący naukę w tej szkole. Były z jeansu i miały 5 cm obcas. Do dziś nie wiem, skąd Rodzicie wiedzieli, że chciałabym mieć konkretnie tę parę...

Teraz jako dorosła kobieta najczęściej chodzę w butach na obcasie lub na koturnach, ale w weekendy ubieram najzwyklejsze adidasy, a latem klapki lub japonki - byle z płaską podeszwą, bo w ciągu tygodnia pracy i biegania w butach na obcasach męczą mi się nogi. Gdybym mogła wykupiłabym pół sklepu obuwniczego, bo kocham buty tak jak kocham taniec. Niestety nie mogę sobie pozwolić na zakupowe szaleństwa, więc mam tylko kilka par butów i noszę je prawie tak długo, aż się nie rozpadną i dopiero wtedy kupuję nowe. Mama mówi, że mam dziwny sentyment do butów - zostało mi to chyba po tych różowych baletkach... Z "szaleństw" mam... włochate kapcie w kształcie niedźwiedzich łap, takie jakie często widuje się dla dzieci, ale mi udało się dostać rozmiar 40 i kupiłam je bez wahania. Odwiedzający mnie znajomi zawsze się śmieją, że te kapcie doskonale oddają dziecięcą nutę, którą mają w sobie niektórzy dorośli. Nie umiem chyba odpowiedzieć na pytanie, jakie buty najbardziej lubię. Chociaż może właściwie umiem - lubię te, w których mi wygodnie, obojętnie czy na obcasie czy z płaską podeszwą.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje